/suty/ Jesteś brzydki a szkielet ma 206 kości! /suty/
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [8 Mieczy] Isil Lomea

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
MysticsDream
Ziomka Poziomka
Ziomka Poziomka
avatar

Female Dołączenie : 28/11/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: [8 Mieczy] Isil Lomea   Pią Gru 07, 2012 7:23 pm


Personalia

    Imię: Isil
    Nazwisko: Lomea
    Pseudonim/zawołanie: Księżyc obfity w cienie, Lhun {tzn. księżyc}, Caia {tzn. napawająca trwogą}.
    W zależności od statusu społecznego ludzi i regionu w którym się o niej mówi.



Cechy fizyczne

    Takson: Pół-elf
    Wiek: ludzkie 24 zimy
    Wzrost: 162 cm
    Waga: 49 kg



Statystyki

    Siła:
    Zwinność:
    Wytrzymałość:
    Intelekt:
    Urok osobisty:



Wyposażenie

  • Pierścionek z małym czerwonym szkiełkiem – pamiątka rodzinna po matce, która wspierała ją przez dziecięce lata.
  • Szaro-brązowy płaszcz z głębokim kapturem, który zakrywa jej uszy i twarz.
  • Rytualny sztylet – ofiarowany niegdyś przez jej Mistrza, w celu realizacji jego poleceń.
  • Prosty strój podróżny.
  • Kocie szczątki.
  • Podstawowy ekwipunek przytroczony do skórzanego paska, a w nim mała tajemnicza księga.



Kraina
    Księstwa lub Kocioł. {w zależności jaką Mistrz Gry wymyśli historię dla postaci ;3}



Biografia


***
Księżyc osiadł wysoko na nieboskłonie, skąpiąc jednak ziemi swego zbawiennego światła. Niebo było spowite przez cieniste obłoki, które zasłaniały bogom widok na świat. W taką właśnie pogodę została poczęta i w taką też pogodę na świat przyszła, mała dziewczynka imieniem Isil. Matką jej była najmłodsza córa kowala, ojcem zaś prawdziwy z krwi i kości elf, który z pogardą dla ludzkiej rasy, systematycznie skakał "z kwiatka na kwiatek", zapylając co piękniejsze człowiecze niewiasty. Choć poczęcia zdarzały się dość rzadko, to również rzadko która zgwałcona kobieta decydowała się wydać na świat takiego hańbiącego potomka. Pół-elfy były więc w tym rejonie dość niespotykanym zjawiskiem.

Na świat przyszła porą zimową, kiedy to cała kraina otulona była lodowatą pierzyną. Był to ciężki rok dla ludzi i srogość pory roku dawała się im wszystkim we znaki. Umierali z zimna, głodu, chorób, lecz córa kowala przeżyła. Ba! Powiła dziecię! Była silną psychicznie i fizycznie kobietą a to właśnie pomogło jej wydać na świat to małe, niewinne dziewczę. Poród jednak osłabił ją w znacznym stopniu, sparaliżował jej kończyny dolne i znacząco obniżył jej odporność, a to znacznie utrudniało wychowanie tak niesfornego jak się okazało dziecka…


***
Siedziała przy dorodnym Dębie, na niewielkiej polance otoczonej gęstym borem. Cudowne, bajkowe wręcz miejsce. Padał zimny, jesienny deszcz, więc mamina koszula przywarła do jej bladego ciała. Rude włosy skleiły się na czole, wpadając niesfornie do oczu, a szaro-niebieskie tęczówki zaczęły zlewać się z pojawiającą się mgłą. Płakała. Rączkami na pozór zbyt delikatnymi kopała w ziemi niewielkich rozmiarów dołek...

Nie wiedziała, że zobaczy śmierć, i to oczami własnego kota. Znalazła go wczoraj w gąszczu nieopodal domu. Z wyprutymi wnętrznościami, przekrzywionym łebkiem i robakami w oczach. Gdy podeszła do niego i chwyciła go w ramiona, stało się coś, czego się nie spodziewała...

Uciekała. Skok przez kłodę, kamyki wbijające się w kończyny, a potem ten piasek w oczach. Za sobą słyszała warkot i szczek psa... Po głosie rozpoznała, że należał on do którychś z dalszych sąsiadów, jednak nie mogła się obejrzeć by to sprawdzić. Wdrapała się na drzewo, jednak pies wyskoczył za nią i zdążył złapać za ogon, a ona? Ona miauknęła przeraźliwie, obracając się by wbić pchlarzowi pazury w pysk. Wycie i czas na ucieczkę. Odepchnęła się mocno od drzewa i ruszyła w kierunku domu, wpadając w rozrośnięty pobliski krzak. Gałązka wbiła jej się w oko, więc mimowolnie odwróciła się i dostrzegła... Skaczącego do jej gardła psa.

Potem widziała krew, czuła ciepło, panikę i ból, jednak zdążyła otrząsnąć się przed wydobyciem ostatniego tchnienia i wrócić do rzeczywistości. To zdecydowanie za dużo, dla 6 letniej dziewczynki.


***
-ODDAWAJ!- wykrzyknęła ze wszystkich sił, wyciągając ręce w kierunku krzepkiego chłopaka o kruczych włosach. –ODDAWAJ NATYCHMIAST!- a zalewała się przy tym rzewnymi łzami.
-Ha! Rudzielec! Myślisz, że co?! Że teraz Cię ktoś obroni?!- odezwał się, stojąc tuż przed jej czerwoną ze złości i smutku twarzą. Śmiał się jej prosto w oczy, w chwili gdy inny z grupy chłopców krępował ją od tyłu, wykręcając jej dłonie. Może i dziewczyna była wytrzymała, jednak na pewno nie wystarczająco silna fizycznie... -No dalej! Pokaż co masz pod kiecką, to może Ci oddamy ten pierścioneczek...- a uśmiech na jego twarzy był oburzająco bezczelny.
-Oddaj! Muszę go odzyskać! Jest... Jest dla nas bardzo ważny! Muszę… zanim mama…- łkając i chlipiąc próbowała wyrwać się w jego stronę, by odzyskać rodzinną własność. Towarzyszył temu śmiech towarzyszy agresora podobny do tego w karczmie podczas karcianych zmagań.
-Patrzcie ją... Udaje, że nie słyszy! Matka była kurwą, a córunia chce odzyskać jej durny kawałek blaszki... Ohhh.... Takie to urocze…- kiedy jednak to mówił, poczuł ukłucie w sercu. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co miało się wydarzyć. Chłopcy otoczyli ją ściślej, lubieżnie dotykając jej ramienia i uda. -No dalej! Pokaż co tam masz! Pokaż, czego nauczyłaś się od matki-kurwy!- zarechotał niczym ropucha, a potem zaczął się krztusić. Po kilku chwilach upadł bezwładnie na ziemię, łapiąc się za serce. Jego serce zwolniło, a procesy życiowe zamarły. Rudowłosa zdążyła do niego dobiec i chwycić z ziemi pierścionek z małym czerwonym szkiełkiem, który wypadł z dłoni prześladowcy. Uciekła w kierunku domu.

Nie zdążyła jednak dobiec do domu na czas. Rodzicielka jej, zawinięta w pierzynę, była już tak blada jak mleko, które stało w szklance na stoliczku obok. Jeszcze miała otwarte oczy, jednak Isil już wiedziała, że nie zdąży się odezwać, bo nie usłyszy już żadnej odpowiedzi...


***
Uciekła ze swojej mieścinki mając 13 lat. A z tego "rodzinnego" właśnie miejsca, wziął się jej przydomek Caia. Dlaczego spytacie? Bowiem jak się potem okazało, krzepki chłopak, który zainicjował owe wielkie wydarzenie, zapadł w śpiączkę na długi miesięczny okres, a matka dziewczynki, słabnąc z tygodnia na tydzień, zmarła w chwili ucieczki Isil. Dziewczyna długi czas, chowała się w bliskich okolicach domu, kradnąc jedzenie i podsłuchując niestworzonych historii o pół-elfim pomiocie. Ludzie zaczęli gdybać, czy w małej Isil nie zagnieździł się czarci pomiot, który podarował jej moc uśmiercania po spojrzeniu w jej blado-niebieskie tęczówki... Jednak nie spotkali jej już nigdy i nie ukrywali tego, że bardzo się z tego powodu cieszyli. Nastoletnia Isil Lomea, nazywana od tego dnia Caią, ruszyła w świat, nie mogąc wrócić w rodzinne strony, w których czekałaby ją zawistna chłosta, a najpewniej - śmierć.


***
Mieścina ta nie była duża, jednak zawsze było w niej gwarno i tłoczno. Krzyżowały się tu główne szlaki handlowe, od morza i gór do stolicy i za granicę państwa. Mieszali się tu ludzie przeróżnych kultur, profesji, narodowości, było to więc doskonałe miejsce na… przeżycie. Nikt nie przejmował się drobnymi kradzieżami, które po prostu wliczano w koszta wszystkich wypraw. Należało przejmować się jedynie gildią Złodziej, która rościła sobie prawo do takiego sposobu zarobkowania i niekiedy dopominała się od niezrzeszonych kieszonkowców drobnych opłat... Takie jest codzienne życie i tyle. Isil jednak potrafiła wykorzystać tą codzienność w odpowiedni sposób, korzystając z zaledwie kilku prostych sztuczek. Jej ulubioną było wyszukiwanie najbardziej pewnego siebie i zadufanego w sobie sprzedawcy mięsa lub ryb, cieszącego się dość dobrą opinią. Na takich ludzie denerwowali się najszybciej. Gdy wkoło stoiska zbierało się wystarczająco dużo zainteresowanych, wybierała jeden z najlepiej wyglądających kąsków i sprawiała, że… Gnił. Mięso, ciało, tkanka miękka organizmu… Zaczynała się rozkładać, nieapetycznie wyglądać i okrutnie śmierdzieć. Oczywiście bystre oczy kupujących wychwytywały drobne zmiany wręcz natychmiast, więc jak na gwałt rodziła się zażarta wymiana zdań wraz z wyzwiskami, przekleństwami i życzeniami nieszczęścia. To był idealny moment, ażeby schować do koszyczka najbliższy, niepozorny kawałek soczystego mięsiwa, czy też świeżej rybki na kolację. Innym sposobem, na pozór prostszym, było zakradanie się do domów nocą, gdzie w ciemnej pelerynie nie sposób było zobaczyć twarzy… A nawet jeśli ktoś obudził się i stanął z Caią oko w oko, dostrzec mógł tylko jej jasno-błękitne tęczówki, a potem… Jego serce biło wolniej, czuł jakby starzał się o kilkaset lat w ułamku sekundy, a wtedy zwinnie niczym kot, wymykała się na otwartą przestrzeń i tam chowała się gdzieś w ciemnościach. W tej właśnie mieścinie, nadano jej przydomek Lhun i Księżyc obfity w cienie, ponieważ zakradała się tylko w cieniste noce, kiedy księżyc działał na jej korzyść. Bardziej odważni powiadali nawet że w mieście czyha demon śmierci, jednak wzrostu zgonów nikt nie zaobserwował…

W dzień handlowy robiło się tu wyjątkowo głośno i kolorowo. Cały rynek przepełniony był różnorodnymi stoiskami oraz zabieganymi i zakrzyczanymi ludźmi, gdzie każdy chciał sprzedać jak najwięcej po jak najkorzystniejszej cenie, oraz kupić wszystko, za jak najmniejsze pieniądze… Isil postanowiła świętować wraz ze zwykłymi ludźmi i choć raz zachowywać się wśród tłumu normalnie. W brązowej pelerynie z kapturem zasłaniającym jej uszy (na których punkcie była bardzo przeczulona) i część twarzy, przemierzała wydzielone alejki. Nie lubiła ludzi… Potrafili tylko szydzić, drwić i myśleć wyłącznie o sobie. Nikt nie zauważałby jej ciężkiego życia i smutnego dzieciństwa, ponieważ popsuła ich zawiść i chęć posiadania. To środowisko ją tak ukształtowało, więc do tego właśnie świata żywiła urazę. Obce były jej też wyrzuty sumienia, robiła to tylko po to, żeby przetrwać… Kiedy tak odpływała w rozmyślenia nad ludzkim żywotem i jej stosunkach międzyludzkich, poczuła coś dziwnego. Niepokój, ciekawość i… śmierć. Bystre oczęta wyrwane z letargu zauważyły grupę zbierających się wkoło ludzi, a czujne uszy wychwyciły okrzyki zdumienia. Poszła za tłumem. Przebijała się przez bardziej zaciekawionych, niż współczujących ludzi, gdy dotarło do niej co się stało. Morderstwo. W biały dzień. Między głowami i korpusami gapiów dostrzegła na ziemi kobietę, która leżała skulona na boku, z twarzą obróconą ku ziemi. Dłonie trzymała pod żebrami, a pod nią tworzyła się kałuża o duszącym zapachu. Ktoś, kto stał najbliżej, szturchnął jej ramiona, po czym ludzie westchnęli przerażeni. Twarz leżącej była wykrzywiona w grymasie bólu, jednak to nie wszystko. Dużą powierzchnię jej ciała zajmowały stare blizny świadczące o głębokich poparzeniach. Rozległ się pisk kobiet świadczący o obrzydzeniu oraz westchnięcia mężczyzn pełne żałości. Ci co rozpoznali kobietę, nie odezwali się ani słowem. Isil zaczęła analizować najbliższe otoczenie dziewczyny, przyglądając się najpierw jej karkowi, a potem twarzy i znowu to poczuła…

Znalazła się na słonecznym rynku. Czuła niepokój, bowiem ludzie bacznie ją obserwowali. Wyczuwała ich zniesmaczenie, żałość, a nawet strach i obrzydzenie. Po takim czasie mogła do tego przywyknąć, jednak ból odrzucenia przypominał jej o niedalekiej przeszłości. Jakiej? Nie wiedziała, nie mogła sobie przypomnieć. Pamiętała, że miała znaleźć kogoś znajomego, więc szukała. Gdy zbliżała się do znajomej sobie alejki między jakimiś budynkami, ktoś wyszedł z tłumu i stanął za nią. Obróciła się zaniepokojona, a młody, zakapturzony mężczyzna przytulił ją, wbijając w jej ciało zimny sztylet. Poczuła rozlewające się ciepło i ostatnią rzeczą którą usłyszała było ciche „Witaj w domu przyjaciółko. Gildia Kieszonkowych Rzemieślników chciała Ci podziękować za zdradę”. Po czym uklęknął z nią i zostawił na bruku. Odszedł i wmieszał się w tłum. Widziała jeszcze tylko jak odwraca się, by sprawdzić czy ofiara kona. Posłał jej prawie serdeczny uśmiech, a ona tracąc przytomność chciała przeczołgać się między budynki. Przed utratą świadomości, Isil zdążyła wyjść z jej umysłu.

Ta kobieta była kiedyś złodziejem w tej mieścinie. Nie cieszyła się dobrą sławą, więc przydzielano jej drobne kradzieże kieszonkowe, patrolowanie i zadania łączników. Ot, taka robota. Wysłano ją do stolicy z informacjami dla tamtejszej gildii, a tam odezwała się nie do tego człowieka co powinna - do podstawionego strażnika. Nie warto opowiadać tu o historii jej złapania, karania i tortur z wrzątkiem. Nie zdradziła swej gildii, lecz zdradziła miejsce swego pochodzenia. Więc strażnicy stolicy, oszpeconą i okaleczoną wysłali do domu, z blizną na karku układającą się w słowo „Wasz zdrajca”. To dlatego jej bracia, wbili jej sztylet między żebra…

- Kto?! KTO TO ZROBIŁ?! – odezwał się najbliżej stojący miejski strażnik, który podbiegł do ofiary, jakby chciał jeszcze znaleźć i dopaść oprawcę. Najwyraźniej jako jeden z nielicznych na poważnie przejął się tym całym zajściem. Isil miała otwarte usta, a w oczach czuła piekące łzy. Nienawidziła tego uczucia. Nienawidziła „widzieć swojej śmierci”. Stała więc tak, jak cała reszta gapiów. –NO DALEJ?! CZY KTOŚ WIDZIAŁ ZBRODNIARZA?! – wykrzykiwał, gdy dobiegli inni strażnicy by sprzątnąć ciało przed popołudniowym festynem. Jej usta zadrżały, kiedy w zgromadzeniu dostrzegła postać z wizji. Przystojny, niepozorny chłopak, uśmiechający się delikatnie pod nosem. Chciała więc podnieść palec i wskazać oprawcę, jednak czyjaś dłoń chwyciła ją za rękę i pociągnęła. Zakapturzony starzec przytknął swój palec wskazujący do ust po czym kiwnął głową w geście „chodź ze mną”. A ona nie zdążyła zaprzeczyć, poczuła, że powinna podążyć za nim.

Gdy odeszli od tłumu i znaleźli się za kilkoma budynkami, gdzie skryli się przed niepożądanymi spojrzeniami, pochylił się i zabrał z ziemi kawałek chrustu. Napisał na ziemi „Wiem co widziałaś”. Isil jako dziecko posiadła podstawową umiejętność czytania, choć z pisaniem było nieco gorzej. Uniosła brwi w zdumieniu i spojrzała na starca, który nie przejmując się zmazał swoje słowa i napisał kolejne „Jestem podobny”. Poczekał, aż zrozumie co napisał, po czym zmazał i ponownie napisał „Ty sama niebezpieczna”. „Jeśli chcesz, chodź za mną”.


***
Chodź nigdy nie zdradził jej swego imienia podążała za nim od 18 roku życia. Był starszym czarodziejem lubującym się w nie bardzo lubianych dziedzinach magii. Nie obca była mu magia mrozu, magia przywołania, magia umysłu ,magia zwana czarną. Nie był „zły”, choć był szczerze złem zafascynowany, może właśnie dlatego postanowił zabrać Isil jako swoją uczennicę, by pielęgnować jej nekromancki talent. Szkopułem było to, że należał do bardzo rzadkiego, magicznego zgrupowania, w którym członkowie, chcąc zdobyć miano mistrzowskie, pozbywali się najcenniejszych dla siebie rzeczy. Dla jednych były to oczy, dla innych dłonie, dla innych język…

Porozumiewali się gestami, pisząc na ziemi, lub bardzo rzadko, przez wdzieranie się do umysłu. Za m.in. właśnie telepatię, stary czarodziej zapłacił swoją mową. Dlatego traktował wdzieranie się do umysłów jako ogromny dar, i używanie tej magii ograniczał do minimum. To były ciężkie lata, pełne milczących wieczorów, pełne prób i ćwiczeń. Stary mężczyzna wykorzystywał jej magiczny talent do rozwiązywania morderczych zagadek, do ożywiania mniejszych istot... Namawiał ją do pomniejszych działań alchemicznych, uśmiercania ludzi, którzy uważali ich za złych i szalonych. Starzec tłumaczył tylko „Przestaną być ślepi, gdy znajdziemy”, „Nieśmiertelność istnieje”.

Były to lata, wyrwane z jej życiorysu. Żyła cudzymi ideami, a jej jedyną nagrodą było poznanie mrocznych sztuk magicznych zapisywanych w małej tajemniczej księdze. Najpiękniejszym jednak prezentem tego czasu, było odzyskanie przyjaciela z lat dziecięcych. Zbieg okoliczności, opatrzność bogów, przeczucie? Nie wiedziała co sprowadziło ich w jej rodzinne strony. Nie chciała wracać do tej wioski, lecz z nowym spojrzeniem na świat i nowymi umiejętnościami odnalazła starą polankę z Dębem. To właśnie tam, po raz pierwszy ożywiła nieumarłego. Kościany kot znów stał się jej przyjacielem, z którym starała się już nie rozstawać. Od tego momentu, zaczęła uważać swój talent magiczny za dar.


***
Spała przy ognisku. Rude włosy opadały jej na oczy, a ona pogrążona była w spokojnym śnie. Kościany kot spał na jej stopach, przypominając resztki psiego obiadu. Czarodziej zakładał bariery ochronne, które pozwalały im przesypiać całą noc bez obaw, to też nie przejmowała się czynnikami zewnętrznymi. Nagle jednak poczuła to okropne uczucie włamywania się do jej mózgu. We śnie zobaczyła niepokojący obraz i usłyszała przerażające słowa.

- Następna! Isil Lomea! Proszę wyjść na środek!- rozejrzała się, stała pomiędzy młodym Fejem a ludzką dziewczyną w czarnych szatach. Klęczeli przed radą złożoną z 13 starców. – Wstań!- wykrzyknął ponaglająco, a ktoś szturchnął ją w ramię i zmusił do wyprostu.
- Jak dobrze wiesz, zostałaś uczennicą naszego bractwa… - odezwał się inny mężczyzna, z przepaską na oczach. – Jeden z naszych mistrzów przekazywał Ci wiedzę tajemną, a teraz…
- … Powinnaś się bractwu odwdzięczyć! – dokończył mężczyzna z wykrzywioną przez blizny twarzą. – Jeśli chcesz przyłączyć się do bractwa, musisz oddać się w ofierze.
- Ale… - odezwała się cicho, szczerze zaskoczona. To były jej pierwsze słowa od dłuższego czasu. Była więc zaskoczona własnym tonem.
- MILCZ! Nie masz prawa zabierać głosu, póki nie postanowisz zostać jedną z Mistrzyni naszego Zakonu Światłości.- odezwał się ponownie mężczyzna w przepasce. – Nawet wiemy, jaką złożysz ofiarę!
- Musisz poświęcić swoją duszę…
- I wezwać demona, który nam pomoże…

Zapadła cisza. Isil słyszała bicie własnego serca, czuła jakby ktoś wbijał w nie ostrą i długą szpilę.
- Nie bój się. Stracisz świadomość, póki nie zapanujesz nad Demonem i nie nakłonisz go do współpracy z Bractwem.
- A gdy się wybudzisz, będziesz żyć ze świadomością wiecznych pośmiertnych katuszy. Nie obiecujemy też, że za życia będzie Ci lekko.
- Wszystko zależy od tego, jakiego demona uda Ci się przywołać…

Caia odwróciła się i zaczęła biec. Uciekała. A za sobą słyszała tylko krzyki namawiające ją do powrotu. Czuła, że wizja odchodzi coraz dalej, aż w końcu obudziła się zlana potem. Stał nad nią jej Mistrz, który przed chwilą przesłał mroczną wizję do jej świadomości. Czy to była prawda? Czy naprawdę była zobowiązana wobec Zakonu Światłości? Co to w ogóle jest? Starzec nie wspominał zbyt wiele o swych zakonnych braciach. Nie wspominał o przyszłości, o planach i zamiarach. Wysyłał tylko informacje o poszukiwaniach nieśmiertelności. Czyżby brakowało im już tylko nadprzyrodzonej siły, którą miała wezwać ona, poświęcając się całkowicie nieswojej sprawie?

Nie miała odwagi ani siły krzyczeć. Zaprzeczyła tylko głową, a starzec wzruszył ramionami, wyciągając zza płaszcza rytualny sztylet. Chwyciła jego nadgarstek i posłała impuls, który nazywała „przyspieszeniem czasu”. Ofiara czuła, jakby jej czas życia przyspieszył i w przeciągu kilku chwil starzał się o kilkaset lat. W tym wieku, czar mógłby okazać się nawet śmiertelny, jednak nie dla tak potężnego czarodzieja. Wystarczyło to jednak by wybić go z rytmu i odrzucić. Wyrwała się, chwyciła kości kota w garść, i jak to miała w zwyczaju, zaczęła uciekać. Była wytrzymała, już od dzieciństwa, więc mogła biec godzinami, byleby ratować własną skórę. Więc biegła, aż do skrajnego wyczerpania. Póki nie nastał świt, póki nie znalazła się poza lasem, póki nie przedarła się przez strumień… Padła na skraju lasu, przy rozrośniętych krzakach, gdzieś przed jakimiś domostwami.


A może to był tylko dziwny sen?
Koncept
brak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Swantewit
Administrator
avatar

Male Dołączenie : 22/06/2012
Wiek : 26
Skąd : Łomża

PisanieTemat: Re: [8 Mieczy] Isil Lomea   Nie Gru 09, 2012 11:03 am

To sobie podsumujmy:
"Krew z krwi!" - elfy ją szanują, bo ma domieszkę ich krwi i to widać.
Elfie geny - jest trochę silniejsza i szybsza od hipotetycznej ludzkiej kobiety o podobnej historii życia
Talent nekromantyczny - tego chyba nie trza wyjaśniać Wink

ALE

Diablątko - w niektórych rejonach może być odbierana jako "dziecię diabła" - rude włosy i elfie rysy wystarczą żeby ją sterotypizować.
Ambiwalentno-lękowa - dość wcześnie straciła matkę; ojca nie miała, a teraz jeszcze mistrz okazał się być chujem, co tylko wzmocniło tę tendencję: http://pl.wikipedia.org/wiki/Style_przywi%C4%85zania_si%C4%99_u_dzieci. A w dużym uproszczeniu - potrzebuje bardzo dużej bliskości, ale z drugiej strony, boi się zbytniego przywiązania. Czuje, że zostanie znowu odrzucona albo wykorzystana. Cały czas bada i testuje trwałość relacji i intencje drugiej osoby (jak chcesz to dobierz sobie z opisu na wiki jeszcze jakieś dodatkowe cechy tego stylu)
Wycofana (Introwertyczka) - długo nie miała kontaktu z szerszym społeczeństwem. Nie bardzo wie, jak ma się zachować w sytuacjach z dużą ilością ludzi. Czuje się w nich dziwnie. Preferuje relacje 1:1, ale wtedy też włącza się powyższy styl ;<

I chyba starczy - jak chcesz coś dodać/zmienić, zapraszam na pw albo szałta.

Link do przygody:
http://8mieczy.rpg-board.net/t115-isil-lomea#1153
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://8mieczy.rpg-board.net
 
[8 Mieczy] Isil Lomea
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ósemka Mieczy :: Sprawy ważkie :: Karty Postaci-
Skocz do: