/suty/ Jesteś brzydki a szkielet ma 206 kości! /suty/
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Wto Lip 03, 2012 9:56 am

Beczka przeciekała. Kap, kap, kap - kropla za kroplą spadały ci na nos. Przez dzień, dwa, tydzień albo miesiąc. Pewnie byś zdążył utonąć albo zanudzić się na śmierć. Rzecz jasna nie mogłeś. Byłeś już martwy.

Ale w pewnym momencie los się do ciebie uśmiechnął. A przynajmniej tak się wydawało. Poczułeś lekki ruch, potem silny wstrząs, a parę chwil później rzucało tobą w beczce niczym muchą w słoiku potrząsanym przez złośliwego bachora. Ach, twoje biedne, starusieńkie kości! Czyż tak należy obchodzić się z tak sędziwą osobą?! Całe poruszenie jednak ustało wreszcie - zaś ty sam poczułeś na skórze po raz pierwszy od niepamiętnego czasu ciepły dotyk słońca oraz zapach świeżego powietrza!
Beczka została rozłupana kilkoma ciosami łomu (który nie omieszkał przy okazji sponiewierać nieco twych nóg) i oto ukazał ci się wybawiciel!
Wysoki, zarośnięty mężczyzna o długich, niemytych włosach odziany w marynarską kamizelę i luźne, sukienne portki.
Najwidoczniej nie był zachwycony swym odkryciem, jako że gdy tylko cię dostrzegł zaniemówił (pewnie porażony twą nieziemską urodą!), cofnął się o krok, o dwa, o trzy po czym wrzasnął na całe gardło:
- Kapitanieeeeeeee!
W uszach aż ci zadzwoniło. Takiego hałasu dawno żeś nie uświadczył. Dotychczas słyszałeś coś tylko gdy te głupie makrele uderzały w beczkę w której siedziałeś. A tu proszę, od razu taki ryk, taki tumult! Ciekawe czy tak czuły się dzieciaki które dopiero co przychodziły na świat...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Wto Lip 03, 2012 12:16 pm

Zaskoczenie było ogromne, a zawód jeszcze większy, gdy zamiast wyczekiwanej nagiej nimfy z nektarem i owocami ukazał się jakiś brudny rumcajs. Pierwsza myśl wciąż obiegała wokół ciągłego pragnienia. Pan budzik jednakowoż nie wydawał się chętny obdarować uratowanego Lyve kanistrem z sokiem pomarańczowy, który chował za plecami, czego umarlak był całkowicie pewien. W jednej chwili jednak zdał sobie sprawę z położenia. Bo skoro zapewne nie były to słodkie jeziora Edenu(choć tego jeszcze do końca pewien nie był), to niewątpliwie leżał w starej beczce przy porcie już kawał czasu. Poczuł wstyd, gdy połączył niemrawą sytuację z nieeleganckim wyglądem. "Toż nie wypada!" - zbulwersował się w myślach. Postanowił udawać, że nie żyje. Ot, bo nic lepszego nie zdołał w głowie skonstruować. A skoro już nie żyje, to chociaż dawać pozory braku jakichkolwiek funkcji życiopodobnych. W dawno strawionym sercu żywił nadzieję, że może gdy otworzy później oczy, miły kudłaty pan okaże się nimfą. Zamyślenie bardzo prawdopodobnym zjawiskiem pozwoliło Lyve się wyciszyć. I czekać.

[zastanawiam się w jak wielu aspektach różnie się jako umarlak od człowieka - mam na myśli fizjologię, zmysły, głód(bo pić już z góry zastrzegam mam zamiar niemiłosiernie)]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sro Lip 04, 2012 1:03 pm

Zamarłeś - cóż za piękne słowo! - w bezruchu, udając żeś typowy umarlak. Wtenczas zdałeś sobie też sprawę że najwyraźniej zamknięcie oczu nie jest do końca tym, czego oczekiwałeś. To znaczy wydawało ci się że je zamknąłeś, ale mimo wszystko widziałeś dalej. Czyżbyś nie miał już powiek? Chyba były, ale tak jakby ich nie było. Dziwna sprawa.
Nie miałeś jednak czasu zbyt długo się nad tym zastanawiać, jako że po chwili pojawiło się kilku kolejnych mężczyzn. Stanęli wokół ciebie w półokręgu, dość wyraźnie zachowując odległość. Oraz wymownie zasłaniając twarze dłoniami i rękawami ubrań. Wyraźnie nie podobała im się roztaczana przez ciebie woń - zresztą, sądząc po grymasach na ich twarzach takie osłanianie nozdrzy i tak nie wiele dawało.

- Psie szczęście! Tyle rzeczy do wyłowienia, a znaleźć skrzynię z jakimś gnijącym ścierwem. Na co czekacie łajzy? Wrzućcie to... coś do morza. I umyjcie pokład. Tylko szybko bo nie zniosę tego smrodu! - odezwał się jeden z mężczyzn. Najlepiej ubrany, elegancki i postawny. Zapewne kapitan.

Po chwili pozostali marynarze chwycili za bosaki i zaczęli podnosić cię nimi chwytając hakami za ręce, nogi - cholera, jeden wbił się nawet gdzieś między żebra! Łaskotało. Nim jednak przesunęli cię choćby o pół metra dało się słyszeć miękkie, wilgotne plaśnięcie któremu towarzyszyła burza przekleństw ze strony zebranych.

Cóż, twoje własne ciało spłatało im figla - najwyraźniej nieco "przegniłeś" w czasie swego podmorskiego spoczynku, gdyż jedna z rąk najzwyczajniej w świecie odpadła od korpusu. Jeśli chodzi o ścisłość - tak samo stało się z lewą nogą, tuż poniżej kolana.

- Czort by to trafił. Nie dość że śmierdzi to jeszcze się sypie...

To było interesujące doświadczenie. Kątem oka widziałeś swoją własną grabę leżącą spory kawał od reszty ciała. A jednocześnie czułeś ją tak, jakby była tam gdzie zawsze. No, może trochę bardziej swędziała pod pachą i świerzbiła w palcach.

Tymczasem marynarze zaczęli z pomocą bosaków i mioteł zgarniać twe przemoczone i mięciutkie zwłoki razem.

[Myślę, że w trakcie przygody się przekonasz : ) chyba że chcesz żebym opisał osobno]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sro Lip 04, 2012 9:22 pm

Wciąż nie widząc lepszego wyjścia, Lyve czekał. Poczuł wielki smutek ogarniający pozostałe przytwierdzone kończyny, po tym jak ręka i kawałek nogi postanowiły odpaść. Strata nie do zastąpienia. "Zaraz flaki wypłyną mi dupą..." - Od wybuchnięcia gorzkim płaczem powstrzymały go bodźce dotykające odpadniętą rękę. Ciągle w pozycji zgwałconego nieboszczyka Lyve zapragnął poruszyć swędzącymi paluchami, licząc na reakcję, która naprawiła by jego smutek. Wiedział, że praktycznie jest na drodze do wolności, choć z kalectwem, ale z niemałą nadzieją na duże możliwości swego statusu olanego przez śmierć. "Ruchy panowie, bo zmuszonym będę zmobilizować wasze żywe ruchy" - plugawie dumał w swych myślach, jakie perspektywy otwierają się przed zgniłym trupem w tym świeżym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Lip 05, 2012 5:04 pm

Czekał i czekał, gdy dosłownie "zmiatano" go szczotkami za burtę okrętu. Zdał sobie jednak sprawę z ciekawego zjawiska - dał radę poruszyć palcami łapy, która leżała dobry metr od niego! Szczęśliwie żaden z marynarzy nie dostrzegł tego, ale niewątpliwie kończyna reagowała, choć z opóźnieniem i jakby nieswojo. Pewnie Lyve zastanawiałby się nad tym dłużej, gdyby nie wpadł na powrót do słonej wody.

Plusk, flusz, bul, bul, bul...

Ledwo wydostał się z morza, zaraz do niego wrócił. Zapewne była w tym jakaś ukryta alegoria, w tej chwili jednak można było nabrać co najwyżej alergii. Na słoną wodę. Cóż - przynajmniej nie był uwięziony w beczułce.
Zamiast tego powolutku zagłębiał się w błękitnej toni, a woda wlewała się do jego zniszczonego ciała. Dodatkowy otwór wybity w korpusie bosakiem tylko to przyspieszał, zaś sam umarlak był gotów przysiąc że gdzieś w okolicach serca coś mu się poruszyło. Nie ze wzruszenia wcale. Ot, chyba wpadła tam jakaś mała rybka i teraz szamotała się w najlepsze między przegniłymi wnętrznościami.

Kątek oka, Lyve zdążył jednak dostrzec (nim wpadł do morza) że całkiem niedaleko znajdował się ląd. Czyżby była jakaś nadzieja?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Lip 05, 2012 9:49 pm

Sytuacja jak świadomego rozkładu stawała się dla niego coraz bardziej irytująca i niepokojąca. Miał przed oczami wizję wiecznego gnicia na dnie zatoki, pòki jakieś miłe stworzonko nie zapragnie go zjeść. Ale co wtedy? Koniec? Toż to nie wchodziło w rachubę planów, o których śnił wszystkie te lata w beczułce, swym sarkofagu. "Beczka! Jak mam bez niej wykreować legendę o zmartwychwstałym proroku dobrych nowin? Trzeba ją odzyskać. I rozgłosić, że jestem synem jakiegoś boga. I jakoś się przedstawić... Jezus jest fajnie." Rzec można, że niemało się wystraszył. Zatrząsł by nawt kolanami, lecz wolał nie ryzykować. Musi pozbierać się do kupy, całkiem serio.

Dużo i długo nie analizował. Poczekał, aż ociupeńkę oddryfuję, po czym zanurzył się czym mógł pod wodę i ruszył w stronę lądu z nadzieją, że odprute członki swędzą z tęsknoty i zechcą powrócić na miejsce.. Starał się stękać jak najmniej płynąc ku lądowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lip 06, 2012 5:47 pm

Płynięcie okazało się nico trudne w związku z brakiem kończyn. Mimo wszystko jednak jakoś szło, chociaż utrzymanie równowagi w wodzie wymagało sporo koncentracji i nieco wprawy która pojawiła się już po kilku minutach.

Co ciekawe - Lyve nie odczuwał najmniejszego bólu ramion ani zmęczenia, nawet woda przelewająca się przez jego ciało nie przeszkadzała tak bardzo. Może poza tym dziwnym łaskoczącym uczuciem wewnątrz.

Gdy dostał się wreszcie do brzegu, niebo powoli zaczynało się ściemniać a światło dnia ustępowało wieczornej szarudze. Mimo wszystko, mógł być w pewnym stopniu zadowolony, gdy znalazł się na miękkim, nagrzanym piasku plaży. W okolicy nie było widać żadnych ludzi, choć nieopodal widać było drewnianą chatkę, obok której przy prowizorycznym molo unosiła się przycumowana łódeczka. Najwyraźniej była to chata jakiegoś niezbyt zamożnego rybaka. Domostwo było niewielkie, kryte strzechą, zbudowane z sękatych belek, które przez lata użytkowania na dobre poszarzały i spróchniały.

Uszu umarlaka dobiegł głośny skrzek. Kawałek od niego, na skraju wody siedziała wielka mewa. Ptaszysko ciekawsko przekrzywiło łeb, spoglądając nań tak jakby zastanawiało się czy aby nie nadaje się do zjedzenia.
Tymczasem gdzieś w oddali wciąż wyczuwał swoje utracone członki. Dziwne uczucie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lip 06, 2012 9:36 pm

Oj, czuł ten zapach wolności parujący z nagrzanego piasku. Chata równocześnie przyprawiła go o niemiłe skojarzenia z żoną. Po chwili jej widok wywołał u niego gotujący się gniew. Nie podobało mu się tu. Liczył na coś innego. Konkretnie nie wiedział na co, jednak otwarty świat przywodził na myśl raczej bardziej majestatyczne obrazy. Zawód pobudził śpiący od wieków gniew. Jego pierwszym celem została mewa. Zmusił wszystkie swoje części, by rzucić się na nią i rozszarpać. Nie przewidywał żadnego skutku, choć o tym już nie myślał. Następnym celem, po pozbieraniu się do jednej kupy, miała być chatka. Z całą zawartością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Lip 07, 2012 7:59 pm

Zaprawdę - komicznie musiało by wyglądać dla postronnej osoby jak Lyve rzucił się w stronę mewy. Brak nogi i ręki wyraźnie utrudniły zadanie, a ptaszysko bez trudu poderwało się do lotu z irytującym krzykiem. Ot, zatoczyło dwa koła nad biednym żywym trupem i przysiadło na dość odległym kamieniu. I oczywiście znowu zaczęło ciekawsko się wpatrywać. Pewnie przesiąknięty zapachem morza i nieświeżo wyglądający nieboszczyk w małym móżdżku kojarzył się z łatwym łupem. Najwyraźniej zwierzak uznał, że warto poczekać.

Ruszył więc nieumarły w stronę skromnego domostwa. Kuśtykając, wspierając się o nadmorskie kamienie dotarł w pobliże chaty - zdawało się całkiem niepostrzeżenie. Zdawało się, bo nagle w jego czerep coś trafiło. Łupnęło raczej. Potem raz jeszcze. Zdążył zdać sobie sprawę, że zza pobliskiej wydmy wychylał się dzieciak. Konkretnie mały chłopiec, trzymający w ręku garść kamyków.

- Jesteś utopcem? - zapytał ciekawie, leżąc na brzuchu wycofał się przy tym kawałek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Lip 07, 2012 11:01 pm

Brak niektórych kończyn właśnie w tej chwili zdał się być najbardziej uciążliwy, gdy nie mógł bezproblemowo rzucić się za młodym gnojkiem. Teraz dopiero uznał za stosowne zastanowić się nad dalszym poczynaniem. Mały kundel nie wydawał się dla niego godny uwagi i również nie funkcjonował w jego oczach jako potencjalne zagrożenie. Niepełna mobilność jednak niepokoiła. On zresztą miał broń... Trzeba więc dyplomatycznie.
- Won psia jucho, bo ci jaja w dupę wsadzę! - splunął w stronę chłopca i rozglądnął się za resztą swego ciała. Póki nie przypnie sobie ubytków(o ile to będzie możliwe), dopóty upitolenie tu komukolwiek czerepu nie wchodzi w rachubę. Jeszcze tatuś przyjdzie, uzna go za wędrownego pedofila(wszak całkiem słusznie) i... zabije? Albo conajmniej poćwiartuje i zakopie.

Do przekonującego wyglądu brakowało mu jeszcze długiego, czarnego płaszcza i skrzypiącej zbroi. Po skolekcjonowaniu się postanowił schować jednak tyłek gdzieś na wyśpię, obmyślić kroki kreowania swojego krwiożerczego wizerunku i dopiero wtedy ewentualnie zapolować. Wcześniej trzeba tylko dzieciaka zbyć. "Odgryzę mu język!"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Nie Lip 08, 2012 7:38 pm

Dzieciak cofnął się jeszcze trochę, lecz nie uciekł.
- Wyglądasz jak utopiec - stwierdził. - ale one podobno nie mówią...
Bez ostrzeżenia rzucił jeszcze jednym kamieniem który trafił biednego nieboszczyka w czerep.
- Śmiesznie się ruszasz!.
Mała wredota. Najwyraźniej nie bał się jak należy.

W międzyczasie, obmyślając kolejne przekleństwa, rozejrzał się za swoimi zagubionymi kończynami, nie było ich jednak wciąż czuł je gdzieś. Od strony morza. Mrowiły, łaskotały - ach, ciężko było opisać to uczucie. Dało się jednak na jego podstawie stwierdzić, że są gdzieś wciąż w wodzie. Może gdyby spróbować nimi poruszyć to coś by z tego wyszło? Na chwilę obecną pozostawał jeszcze ten paskudny wyrostek rzucający kamieniami jak do tarczy. Ot, niewesoło się zaczęła przygoda na lądzie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Lip 09, 2012 10:40 am

Upierdliwy młodziak zmniejszył znacznie głód Lyve na czyjeś wnętrzności. Usiadł więc na ziemi i obejrzał swoje ubytki. Zdawał sobie sprawę aż nadto, że do upiora mu w tym kawałku jeszcze daleko.
Zrobiło mu się przykro. Ledwo uwolnił się z tego przytułku wygnania i beznadziei, przespał wszystkich swoich znanych potomków(których już właściwie żadnego nie pamiętał), gdy wtedy nagle otworzyła się dla niego strefa wolności i nieskończonych możliwości. Tylko jak to tak bez ręki? Smutno.

- Ty. Smrodzie. Jak masz na imię? - nie będąc w stanie wysilić się na żadne zdatne do przedsięwzięcia pomysły, chciał zwrócić uwagę chłopca. Skoro nie da się wystraszyć, to może zaprzyjaźnić?

W tym samym czasie starał się jakoś zlokalizować rękę i nogę, aby skierować je z powrotem do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Lip 12, 2012 10:36 am

Paskudny dzieciuch wychylił się zza wydmy, zbliżył się nawet nieco.

- Adam mję wołają. Po ojcu. Tak mama mówi. Dziwne to bo staruszek jest Dahn.

Zbliżył się jeszcze trochę, choć w ręce dalej trzymał kilka kamieni.

- A Ty jak się zwiesz, prawie-utopcu? - spytał.

Lyve, gdy tylko się skoncentrował wyczuł lepiej swe zagubione członki. Odczuł prądy wodne obmywające je delikatnie, sól morza osadzającą się na nich, miękki dotyk wody na przegniłej skórze. Walczyły, powoli, bardzo powoli przybliżały się w jego kierunku pomagając sobie palcami, podrygiwaniami, krótkimi, nie do końca skoordynowanymi, spastycznymi ruchami. Jakoś wciąż słuchały.

- ... o ile masz jakieś imię? - głos wyrostka przywołał umarlaka do chwili obecnej.


[przepraszam najmocniej za przerwę - pochłonęły mnie nieco obowiązki uczelniane]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lip 13, 2012 6:37 am

Lyve zmierzył chłopca wzrokiem. "Na co mu moje imię? I czym do cholery jest utopiec?" Miał ochotę wygarnąć młodemu co myśli o jego idiotycznych pytaniach. Spoważniał jednak, gdy zdał sobie sprawę, że swojego imienia nie pamięta. Ponownie zrobiło mu się przykro. Usiadł na piasku, nie oczekując już jakiegokolwiek zagrożenia ze strony dzieciaka.

Czy był utopcem? To znaczyłoby, że się utopił. Lub on utopił kogoś. Nie potrafił się domyślić.

- Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin! - wykrzyknął nagle długą wiązankę. Ta nazwa przyszła mu do głowy jak nagłe olśnienie. Aż podskoczył(na ile mu jedna noga pozwoliła). Spozierał teraz w oczęta chłopaka jak w potencjalną ofiarę.

Coraz mniej liczył na włóczące się członki.

- Odpadła mi ręka. No i noga mi odpadła. - wypowiedział bezpośrednio oznajmująco, ciągle patrząc wypukłymi gałkami.









Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sro Lip 18, 2012 8:15 pm

Chłopak spoglądał na swego rozmówcę z coraz mniejszą dozą lęku, a większą fascynacji. A przynajmniej tak to wyglądało. W jakimś sensie mogło to być zrozumiałe - ot, niepełnosprawny umarlak wyglądał raczej na niegroźnego i nieporadnego, a przy tym był czymś niezwykłym. Może to coś na zasadzie dzieciaków które lubią wyrywać owadom skrzydełka i obserwować jak będą radzić sobie bez nich.

- Może powinieneś poszukać nowych, panie Rambabamba? Mama mówiła że wciągacie ludzi pod wodę i zjadacie... może dałoby się przyczepić... wiesz, jakieś kawałki?

Ciekawa idea. Bachor chyba nie był znowu taki głupi. Naiwny, ale chyba całkiem kumaty.

- Swoją drogą śmieszne to twoje imię... wszyscy się w morzu tak nazywacie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lip 20, 2012 8:52 pm

Pytanie chłopca zignorował. Ale, że gicę przyczepić? Włożyć jakąś drewnianą miotłę, by sterczała zamiast nogi? Obrazy pół umarlaka, pół Pinokia irytująco zajmowały coraz większą przestrzeń jego umysłu. Otrząsnął się jednak po chwili z zamyślenia. Oglądnął się po sobie i ocenił ubytki. Co jak co, ale chwilowa proteza by się zdała.

Przez głowę przemknęła mu myśl wiecznego kalectwa. Odłożony gdzieś w czeluściach portu, gniłby latami, licząc dni poprzez wydrapywanie kalendarza na brzuchu. Niefortunna wizja. Nie można na to pozwolić. Przydałoby wykorzystać w końcu młodego.
- Jakiś patyk masz? Miotłę? Strzelbę? Wiosło? Szablę? Nogę od stołu? Kawałek drabiny? - Celował, że zaskoczy dzieciaka szeroką liczbą propozycji.
Starał się nie okazywać zbyt wielkiego zainteresowania pomocą chłopca. Jeśli młody przyjdzie tu z kimś starszym, to nową nóżkę znajdzie najwyżej w swym jelicie. Liczył wielce, że od tego pomysłu go odprowadzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Lip 23, 2012 6:35 pm

Chłopaczyna popatrzył przez chwilę, wzrokiem zdradzającym inteligencję cielaka z wodogłowiem. Zamrugał i zniknął na chwilę za wydmą. Po chwili jednak dało się znów słyszeć jego głos. Donośne "Maaaam! Maaaaam!" aż dzwoniło w uszach.

Wyrostek wyłonił się zza hałdy piachu, niosąc sękaty, ciemny konar. Sądząc po wyglądzie, wyrzucony niegdyś na morski brzeg przez sztorm. Podbiegł do czekającego umarlaka, zwalniając nieco gdy znalazł się bliżej. Zatrzymał się w odległości 2,5 - 3 metrów, po czym cisnął gałęzią w jego kierunku. Szczęśliwie, szczapa drewna nie trafiła Lyvyego (strach pomyśleć, jaki kawałek mógłby mu odpaść tym razem!).

- Proszę! - rzekł z entuzjazmem. Nie cofnął się tym razem, lecz ciekawsko spoglądał, co też stanie się dalej. Nie sposób było pozbyć się wrażenia, że całe zdarzenie jest dla niego niczym więcej jak jakimś rodzajem gry.

- Przyczepisz go sobie?! - spytał niecierpliwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Lip 23, 2012 7:28 pm

Umarlak zmierzył protezę wzrokiem kogoś, kto właśnie został zmuszony do zjedzenia własnego przetrawionego obiadu.

"Niech mnie szlag, do stu psich gówien. I ciebie, mały padalcu też" - przeklinał w myślach.

Ogarnął go smutek. Nawykowo pociągnął nosem, niezależnie czy jego organizm wciąż produkował jakieś wydzieliny.

"Chwila. Zaraz mu się to spodoba i nabije mnie za dupę na widły, w geście zabawy. Nie ma tak. Nie ze mną." - jakkolwiek jednak się przekonywał, starając się opanowywać dreszcze wywołanie stresem i przerażeniem tym, co mogło go czekać.

- Aby wykonać rytuał wcielenia martwej natury w ciało, potrzebne są odpowiednie materiały! - Opanowywał głos srającego w gacie - Potrzebna mi jest gałąź z zielonymi liśćmi... i ten... eee... mięso! Może być i ryba! Albo same kości... - kombinował, by czymś zająć młodego, na czas, gdy on sam wpakowywałby w siebie tę pieprzoną gałąź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Wto Lip 24, 2012 7:56 pm

Adam zawahał się wyraźnie, ale pokiwał głową z przyzwoleniem. Wydawał się przy tym nieco zawiedziony, ale kto jest w stanie zrozumieć dzieci? Ot, małe potwory same zwykle nie wiedzą czego chcą, ani czy coś je zadowala czy nie.

- Jej, to prawie jak czary... - rzekł - dobra, poszukam. Mamy jeszcze chyba kawałek ryby! A tam kawałek rosną krzaczory takje, takie....

Nim można było rzec coś więcej, upierdliwy paskudnik pobiegł w dal wymachując rękoma. No nienormalny jakiś! Wyrazy współczucia i szacunku dla jego rodziców, ktoś mniej wytrzymały od świętego męczennika pewno dawno utopiłby maszkarę.

No ale cóż - przynajmniej Lyvyemu pozostała chwila samotności. Tylko szum morza i krzyk mew (znowu one?!) dało się posłyszeć wokoło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sro Lip 25, 2012 2:20 pm

Nastrój bardzo romantyczny, wręcz idealny na wpychanie sobie gałęzi w odwłok. Wszelkie wątpliwości minęły wraz ze strachem przed nieprzewidywalnym chłopcem. Psychopaci, lub jak kto woli dzieci, mogą być zdolne do wszystkiego. A wszystko(ściślej, pod tym określeniem Lyve widział tylko tortury przy pomocy patyka przy jego rozczłonkowanym ciele) nie wchodzi w rachubę. Oj, pod żadnym pozorem.

"Zastanawiaj się dłużej, grzdylu, a zaraz mewy się tobą zainteresują."

Bez zbędnego ociągania oraz równie zbędnych przygotowań higienicznych, rozpoczął domową chirurgię. Przyłożył wpierw otrzymane drewienko w miejsce kikuta nogi i powoli wpychał je, niczym czopek wgłąb mięśnia lub tego, czym można było go nazwać po tylu latach. Co prawda nie oczekiwał, że naraz zrośnie się on, tworząc sztuczną nogę. Skoro się da i nie boli to wypadałoby na czymś uciec.

"Koła sobie w dupę nie wsadzę." - mówiąc do siebie w myślach, stwierdzał u siebie zadziwiającą pomysłowość. - "Trzeba to opatentować!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sro Lip 25, 2012 9:14 pm

Drewno dość łatwo wbijało się w miękkie, przegniłe ciałko. Co dziwne - nie towarzyszył temu żaden ból, a przynajmniej nie w konwencjonalnym znaczeniu. Lyve doświadczał raczej lekkiego mrowienia albo łaskotania. Bardziej uciążliwe były towarzyszące temu dźwięki. Miękkie plaśnięcia, chlupanie, trzeszczenie i zgrzyty. Brrr, ciarki mogły by człeka przejść od tego! Szczęściem, samego zainteresowanego ciężko już było tym mianem określić.

Na koniec, gdy proteza osadziła się już dość mocno, efekt można było chyba uznać za całkiem zadowalający. Trzymała się gdzie trzeba, a resztka nogi wytrzymała zabieg i nie rozpadła się jak rozgotowana szynka! Jak nic, patent z medycyny w kieszeni. Takiej dość niekonwencjonalnej.

Niestety, gałąź była nieco zbyt długa, toteż chodzenie z jej pomocą było raczej kuśtykaniem, połączonym z próbą zachowania równowagi. Cóż, lepsze to chyba i tak niż czołganie się? No i pozostawała kwestia dość groteskowego wyglądu. Jak to tak, z kijem zamiast nogi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Lip 26, 2012 9:11 pm

Gdyby tylko był w stanie, podskoczył by ze szczęścia. Skończył jednak tylko na szerokim uśmiechu i parokrotnym klaśnięciu w dłonie. Wręcz dziecinny entuzjazm.

Poczuł teraz w sobie nagły wzrost energii i chęci do czynienia wielkich rzeczy. Nie zastanawiając się więcej, skorzystał więc z nowej, wspaniałej nóżki i pokuśtykał w stronę, z której zdawało mu się, że czuje swoje pozostałe członki.
"Jak ten pierd tu przyjdzie... oj... będzie go trzeba zjeść"

Zachwyt zjadał go od wewnątrz i podtrzymywał na duchu. Starał się skupić na odnalezieniu brakujących części ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lip 27, 2012 1:10 pm

Gdybyż dzielny umrzyk był filozofem, zdałby sobie sprawę że właśnie odkrył jak brzmi dźwięk klaskania jedną dłonią. Ale że raczej nim nie był, to przeszedł ponad tym i nieco chwiejnie, acz dziarsko rusz przed siebie, kierując się niezawodnym (podobno) instynktem łowcy - w tym przypadku polującego na samego siebie. A przynajmniej na własne kawałki.

Spacer zaprowadził go ku bardziej kamienistej części plaży, gdzie szczęśliwie było mniej mew, a zdecydowanie dało się odczuć nieobecność dzieciaków. Było za to pełno gnijących wodorostów, wygładzonych przez fale kamieni - no i piasku. To dopiero paskudztwo, przylepiało się wszędzie!

Tam też, zaczepione o jakąś powykręcaną gałąź, unoszone pływami znajdowało się przedramię. W promieniach jasnego słońca, wyglądało wprost poetycko. Przegniłe, zmurszałe, zakończone dłonią o pokręconych, guzowatych, rozcapierzonych paluchach pomiędzy którymi swobodnie przepływała woda.

Niaaaaaaaaak! - rozległo się nagle. Parę metrów od Lyvyego-Sulikina przysiadł ptak. Znowu mewa! I to dałoby się przysiąc że znowu ta sama co początkowo. Na dodatek wciąż miała to łakome spojrzenie wypisane na dziobie, tyle że tym razem spoglądała w kierunku taplającej się w morzu ręki...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lip 27, 2012 1:45 pm

Brak ręki przy klaskaniu ani odrobiny mu nie przeszkadzał. Topił się w arcyzachwycie dreptając w stronę, którą niewątpliwie wskazywał mu dodatkowy zmysł(wszak jeden z jego wielu ukrytych talentów).

Gdy spostrzegł ptaka, zastygnął w miejscu, zwężając powieki niczym polujący kocur. Jego myśli krążyły wokół wyobrażeń o jelitach mewy jako naszyjniku-trofeum zdobiącym jego szyję. A ukręcony łeb włożyłby przez dziób na rękę - byłaby bransoleta. Tylko właśnie... ręka! Przerzucił wzrok z paszczy mewy na dryfujący członek. Pomysł, że mewa spoglądająca na pływające u powierzchni mięso głodnym wzrokiem, ma na myśli właśnie jego zjedzenie - to nie nawiedzało dedukcji Lyve.

Jeszcze sekunda namysłu, po czym stwierdził, że przedramię poczeka, nie odpłynie i rzucił się na ptasiora. Wierząc w nowe możliwości, które dała mu gałąź w ciele, podskakiwał na protezie niczym byk sunący po pustyni. Groźne oczy gwałciły małe ciało ptaka, korzystając z niewiadomo gdzie ukrytej umiejętności paraliżu wzrokiem. Tryumf gwarantowany!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Lip 28, 2012 8:14 pm

Mewsko zaskrzeczało głośnie i czym prędzej poderwało się w powietrze z furkotem skrzydeł, gubiąc przy tym kilka białych piór - mogło stracić jednak dużo więcej, gdyż ręka martwiaka niewiele tylko minęła cel.

Ptaszysko było jednak cwane i uparte. Zastosowało więc taktykę odwrotu i przegrupowania, zasiadając na innym, oddalonym kilka metrów dalej kamieniu.

- Czyżbyś chciał skrzywdzić mojego przyjaciela? - za plecami Lyvyego rozległ się miękki acz stanowczy męski głos.

Gdy odwrócił się, ujrzał mówiącego - dość wysokiego, łysego osobnika. Nie młodego, ale jeszcze nie całkiem podstarzałego, o słusznej posturze i ogorzałej skórze. Pomiędzy przymkniętymi, ciemnymi oczyma pysznił się wielki, bulwiasty nos pod którym swe miejsce znalazły grube, mięsiste wargi. Jegomość wyglądał zarazem poważnie, jak i dość przyjacielsko. Do tego strój! Cały w barwie spalonego słońcem piasku, luźny, w pasie zebrana szarfą tunika, do tego spodnie i ciemne buty których cholewy owinięte były szmatami w kolorze reszty odzienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   

Powrót do góry Go down
 
Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ósemka Mieczy :: Systemy autorskie :: Ósemka Mieczy :: Przygody-
Skocz do: