/suty/ Jesteś brzydki a szkielet ma 206 kości! /suty/
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Paź 06, 2012 1:35 pm

Tamten wzruszył nonszalancko ramionami.
- Widziałem gorsze rzeczy. - odparł chłodno, głaszcząc dłonią łepek ptaszyska, które z radości nastroszyło się lekko i zamachało energicznie skrzydłami - To jest nawet dość ciekawe. Jak już skończysz się... posilać, mam dla ciebie ofertę. - rzucił jeszcze, po czym zaczął rozglądać się wokoło.

Tymczasem Lyve bez skutku próbował dorwać się do serca. Nie szło jakoś. Ręka klinowała się w ciele, w ogóle cało wnętrze było jakieś takie ściśnięte a szukanie na oślep nie przynosiło efektów. Trzeba byłoby pewnie rozpruć dziadowi bebechy i poszukać w ten sposób.
Ale za to mózg! To dopiero był przysmak. Pachniał nadzieją, smakował strachem, a gdy jadło się kęs, w uszach dźwięczała nienawiść i agresja. Nawet jedno ugryzienie sprawiało że w wyschniętych żyłach zdawał się krążyć płynny ogień.

Gdy po posiłku Sulikin opłukał się w morzu - dostrzegł kątem oka coś dziwnego. Na jego przedramieniu, wśród poczerniałej i martwej skóry znajdowała się niewielka plamka świeżej, różowawej tkanki. W pierwszym odruchu przetarł ją dłonią, sądząc że oto pozostał na nim "kawałek" któregoś z napastników. Ale nie! To było jego własne ciało. Żywe - i co ważniejsze - żywo reagujące na bodźce. Nawet teraz czuł nim szorstkość swych palców, chłodny dotyk morskiej wody i lekki podmuch wiatru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Paź 06, 2012 6:03 pm

Wyszedł z morza, by przetrzeć miejsce, w którym zdawał się naciągnąć i zróżowieć. Był przestraszony, rzec panicznie gwałcony lękiem. Czy to oznaczało, że kąpiąc się w morzu zmieni się w różowe prosie? Zaklął pod nosem. Może to ta sól? Ajaj. Jednak zagrożenia czyhały w niespodziewanych miejscach.

Spojrzał na niedojedzone ciało. Przydałoby się spróbować w końcu to serducho. Wtedy uświadomił sobie kolejną możliwość - a jeśli ugryziony przez niego pośladek był zarażony, a pierwsze objawy już się zaczęły. Nowa skóra zaczęła mu podświadomie dokuczać - swędziała i paliła. Jednak śmierć o nim nie zapomniała.

Po chwili beznamiętnego gapienia się z rozwartą szczęką w zakrwawione ciała, stwierdził, że serce musi skosztować młode i świeże. Wyłupał tylko oko i oderwał język na spróbowanie. Postępująca choroba swoją chwilę przerażania już miała. Cel celem, a korona władcy świata to długa droga.

- Nie ufam ci. I twojemu obsranemu mewowi. - Poczuł ulgę, gdy wyrzucił to do jegomościa z ptakiem. Nie miał żadnej wizji jak by tego człowieka uwalić podstępem. Uświadomił sobie jednak po wypowiedzi, że jest bardziej podstępny niż mu się wydawało. Ta świadomość zaś nie była poparta żadnym wyobrażalnym argumentem.

Od razu przeszukał truchła w poszukiwaniu czegoś cennego. I przy okazji przywłaszczył sobie ich niezakrwawione części garderoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Paź 08, 2012 8:11 am

Gdy nieznajomy usłyszał odpowiedź, wzruszył tylko ramionami.
- Nie musisz. - rzekł nieco tajemniczo.
Gdy tymczasem Lyve posilał się na resztkach zwłok, jego ciało przeszyło dziwne uczucie. Jakby zimno spowijające dotąd jego członki stało się bardziej dotkliwe, namacalne, przenikające w głąb samej duszy. Poczuł się, jak gdyby otaczające go powietrze w jednej chwili zmieniło się w kamień, blask słońca przeistoczył się w plamę rozlanej farby. Sama rzeczywistość skurczyła się, zesztywniała, otoczyła swymi brutalnymi, nieczułymi skrzydłami na podobieństwo pancerza. W pozbawionym życia i energii układzie, ostatnią rzeczą jaką jeszcze zdążył odebrać, był obraz mężczyzny idącego powoli ku niemu, z uśmiechem okrutnie tańczącym w kącikach mięsistych ust, recytującego tajemne słowa. Słowa, które jak języki płomienia ryły skałę materii, wwiercając się wgłąb jego świadomości. Zniewalając, unieruchamiając, zawieszając w pustce. A potem - potem było nic.
Nawet nie pustka, nie ciemność wypełniona grobową ciszą. Po prostu doświadczenie czasu i miejsca, urywające się bezlitośnie w jednym miejscu, jak ucięte ciosem nieubłaganego ostrza.

Gdy świadomość znów powróciła do nieumarłego ciała, Lyve był już zupełnie gdzie indziej. Zniknęła nadmorska plaża, nie wiał już wiatr niosący na swych skrzydłach smak soli i zapach wodorostów. Nie było też tajemniczego człeka z jego posłuszną mewą. A jedynie ściany. Ponure, wilgotne, wykonane z dużych, nieociosanych kamieni. I jeden, marny błysk światła przebijający się przez zatęchłe powietrze za pośrednictwem malutkiego okienka umieszczonego pod sufitem.
Pomieszczenie było puste, pozbawione jakichkolwiek elementów dekoracji czy użytkowych. Jedynym, co wybijało się spośród granitowej szarości, były masywne, żelazem okute drzwi na przeciw niego.
I cisza, którą mąciły odgłosy ściekających gdzieś w pobliżu kropli wilgoci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Paź 08, 2012 4:46 pm

Dostrzegając zmianę otoczenia Lyve poczuł głęboką tęsknotę do plaży. Wiedział, że nie wydaje mu się. Że ktoś, a zapewne ten zasrany ptasiek, zrobił go głęboko w ciula. Znowu znalazł się w miejscu, do którego nawet nie zmierzał i nic o nim nie wie. Znów wbrew woli, znów musi ogarniać sytuację od nowa. Zdał sobie z tego sprawę wręcz natychmiast. Mimo gryzącego żalu, zdenerwowania i irytacji, czuł, że jednak mógłby się przyzwyczaić. Może następnym razem jakiś huragan zaniesie go do krainy niewinnych niemowlaków i ich utuczonych, ponętnych opiekunek. Ohm...

Wyrwał się z zamyślenia. No, jestem w dupie. Refleksja swą mocą zachęciła go nawet do powstania na nogi. Chciał oglądnąć miejsce swego uwięzienia. Szkoda mu było tu gnić. Pewno go pokroją. Na pewno go pokroją i będą więzić i torturować! Lyve uświadamiając sobie brak jakiejkolwiek swojej reakcji emocjonalnej na okrutną sytuację, zaklął pod nosem i naburmuszył się sam na siebie.

Postanowił poczekać chwilkę. A jeśli nic ciekawego się nie wydarzy wypróbować swoje nowoumarłe ciało do... śpiewania. Tak, postanowił śpiewać co mu przyjdzie na myśl, póki coś mu w tym nie przeszkodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Paź 11, 2012 7:51 pm

Śpiew! Rozkoszny ocean nad którego przestrzeniami szybują niespokojne duchy piękna, spowite w złociste szaty uplecione z promieni wieczystego słońca sztuki i piękna.
Chyba że jest to ochrypłe zawodzenie na wpół zgniłego nieumarłego uwięzionego w małej celi o akustyce potłuczonego, glinianego dzbana. Wówczas jest to co najwyżej cuchnąca, spieniona toń kloaczna, nad którą nie duchy wzlatują, lecz plugastwo wszelakie.
Obmierzły, wilgotny furkot, przeplatający się z rzężeniem, gargulcowy ryk i skowyt rannego zwierza - jakże miłą byłby odmianą dla ucha, które musiało słuchać pieśni Lyvyego.

Ale to dawało efekty. Już po czasie niedługim (acz wystarczającym, by jeden z kamieni w ścianie swym granitowym jestestwem zapragnął litościwej śmierci, która nie była mu przez los dana), w drzwi coś załomotało.

- Ryj, śmierdzielu! - rozległ się krzyk zza nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Paź 12, 2012 8:49 am

Nie współczuł nikomu i niczemu, co było zmuszone go słuchać. Ponoć samego siebie słyszy się w o wiele cieplejszym tonie. Lyve z nowo odkrytego talentu był niezmiernie zadowolony.

Gdy mu przerwano, stracił wątek utworu. Kontynuowałby rzężenie w bardziej romantycznej pieśni, jednak wulgarne stanowisko jegomościa za drzwiami mogło przerodzić się w coś bardziej agresywnego, rzec nawet brutalnego. Co teraz? Trudno było przełączyć się na strategiczne i przyczynowo-skutkowe myślenie po takim treningu wokalnym. Choć to było oczywiste. Facet wejdzie, złoi go jakąś pałą. Nie daj boże coś Lyvemu jeszcze odpadnie i... Co ja do siebie mówię? - oburzyła się bohaterska dusza umarlaka -Pozbędę się gnoja! Nie ma miejsca na strach w zgniłym mym sercu!

Jak rzekł, tak od razu wiedział co robić, spryciula. Stanął z boku drzwi w pozycji bojowego tygrysa aby skoczyć na ofiarę i jak to już uczynił kiedyś na plaży, powalić go swą ogromną masą, wydłubać mu oczy i odgryźć wargi.

Tak też zaczął śpiewać:

Och piękne tfelice!
I oczy iskierki!
A ja mam martwice!
A ty smaczne nerki!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Wto Paź 16, 2012 6:31 pm

Cudnym pieśniom Lyvyego (o ile brzydota może osiągnąć w swej marności status doskonały) odpowiedziała równie udana i plugawa, poetycka wiązanka przekleństw. W międzyczasie, jeden z kamieni budujących ścianę celi gorąco zapragnął żyć, po to tylko, by móc popełnić samobójstwo i nie być zmuszonym do wysłuchiwania tego żenującego dialogu pomiędzy piekielnym zawodzeniem a rynsztokowymi bluzgami.

W drzwiach zaskrzypiał zamek, a one same z głośnym piskiem otworzyły się. Do środka zajrzała paskudna, poorana bruzdami i ospowymi bliznami gęba, poniżej której rozciągało się potężne, ociężałe cielsko strażnika. Mężczyzna był zaprawdę wielki, acz trudno było się rozeznać czy więcej było w nim sadła, czy mięśni. Odziany w brudny kaftan, przewiązany konopnym sznurem. W dłoni trzymał dużą pałkę, zrobioną z ociosanej prymitywnie gałęzi jakiegoś drzewa.

- niech no ja cię.... - sapnął ciężko, łypiąc kaprawym okiem na umarlaka.

Gdy Sulikin rzucił się na niego - rzecz przebiegła zgoła gorzej niż ostatnio. Rzucenie się na draba nie było wielkim sukcesem. Góra mięcha zadrżała, ale nie ruszyła się z miejsca, miast tego ramionami przycisnęła biedaka do siebie, ściskając go coraz mocniej i mocniej w zapaśniczym chwycie ramion grubych jak konary dębu.
Coś trzasnęło. Ups... chyba któreś z żeber ożywieńca właśnie złamało się jak wykałaczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sro Paź 17, 2012 8:22 am

Determinacja w skrytobójczych atakach po przygnieceniu przez strażnika natychmiast wyparowała. Lyve był na dole - pozycja bez wizji strategicznej. W zasadzie mógł coś odgryźć czy skubnąć, jednak poddał się ostatecznie, gdy coś w nim chrupnęło. W miarę możliwości wychrypiał:
- Ja się tu boję siedzieć sam! Pan mnie stąd weźmie! - Czuł, że nie musiał udawać rozpaczy. Jego głos i tak był nią przepełniony, a nasiliła się ona w chwili nieudanego ataku.

W całej groteskowości sytuacji, Lyve zauważył jednak tę dobrą stronę. Toż ktoś go w końcu przytulił. Mniej lub bardziej intensywnie i ciepło. Znaczenie uścisku również nie zdawało się ukrywać żadnej oznaki przyjaźni czy też miłości. Wciąż jednak ten uścisk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Paź 20, 2012 8:24 pm

Góra mięcha spojrzała na Lyvyego z wyraźnym zaskoczeniem. Takie słowa następujące po ataku zdecydowanie nie były czymś zwyczajnym. Na zakazanej mordzie osiłka odmalowało się coś pomiędzy zniesmaczeniem, litością, zaskoczeniem a cieknącym kisielem. Ogólnie, ciężko było oddać tę minę, gdyż ciosane grubo rysy mężczyzny w połączeniu z ewidentnymi brakami w inteligencji czyniły go równie czytelnym co księgę zapisaną szyfrem.

- Bogowie... następny.... - wychrypiał ciężko, nie porzucając cały czas bojowej postawy. - Nie masz się czego bać. No... na razie. Mistrzowie się tobą zajmą. Niedługo. Jeszcze będziesz chciał tu wrócić, E?

Z jakiegoś powodu Lyve miał wrażenie, że grobowy ton jakim wypowiedziane zostało to zdanie, jak i wyraźnie łagodna postawa strażnika (zważywszy że przed chwilą go zaatakowano) nie wróżyła mu dobrego położenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Paź 22, 2012 7:10 pm

Zapał skumulowany do wielkiej ucieczki wyparował z niego bardzo szybko. Rozluźnił swój uchwyt na tulonej górze mięcha. Czy upadł czy też wciąż był trzymany, rozdziawił gębę i spojrzał ku górze. W takiej pozycji wygodnie było wąchać fetor swojej gównianej sytuacji. Niby więziony, choć wciąż nieśmiertelny. To jest to, czego zapewne będą od niego chcieli wyciągnąć. Mógł uwalić tego ptaśka już na samym początku. Udusić go jelitem czy zadźgać żebrem. Za późno. Będzie następna okazja, wtedy nie będzie już tak zwlekał.
- No i co teraz? - Zwrócił się spokojnie do strażnika - Wezmą mnie? Pokroją i będą w trakcie przesłuchiwać? - Nowe wizje najbliższych godzin bombardowały jego wyobraźnie, przeobrażając się w krwawe obrazy latających trzewi - I czemu mnie nie ciebie... Jak ty się wołasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Paź 25, 2012 10:59 am

- Lurt mi mówią. - odparł strażnik. Też coś. Imię równie niedorzeczne co cała ta galaretowata masa ludzkiego ciała. Imię pasujące jak wprost doskonale, równie drżące, obłe i proste zarazem co jego posiadacz.
- Przesłuchiwać nie będą. Nie. Nie. To nie tak. Panowie łapią takich różnych... no takich jak ty o! - osiłek wskazał Lyvyego tłustym paluchem, który w dziwny sposób przypominał grubą serdelkę lub kawał kiełbasy. Och, cóż za zaskoczenie! Dwie osoby w pomieszczeniu, a on musi gestem pokazywać kogo ma na myśli mówiąc "ty". Zaprawdę, tytan mądrości się znalazł!
- Łapią no i... i coś robią. Nie wiem. Ale potem krajają na kawałki. Paskudny widok. Czasem te się ruszają jeszcze. Ostatnio przez pół piwnicy goniłem taką rękę co to na palcach uciekała. Szybkie było paskudztwo, ale ją wiadrem capnąłem! - stwierdził. Na mordę mężczyzny niepostrzeżenie wpełzł oślizły uśmiech pełen połamanych i poczerniałych zębów, oraz tryskającej lekka mżawką śliny. Najwidoczniej dumny był ze swej przemyślności i zastosowanego manewru taktycznego.
- Mistrz Alem mówił że ciebie chcą wziąć wieczorem. Był strasznie zadowolony. Że nibyś org... origje... ora-giii-naaaaaalny. O, tak powiedział! Jażem też takiego nie widział jak ty, ale ja to w ogóle mało widzę. Tak zdrowiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Paź 25, 2012 5:35 pm

Boczuś lubi dużo gadać? W jednej chwili wydało się to cudownym atutem nowo poznanego strażnika, co aż wywołało wewnętrzny uśmieszek na sercu truposza.
- Och. - Zgrabnie podtrzymał rozmowę Lyve. Teraz przyszła chwila by poskładać z powrotem w kupę wszystko co wypowiedział. Posklejać to. Grubas dużo wie, niewiele z tego przetwarza i rozumie. Cep i tuman. Choć co z tego, że dureń, jeśli jednak nauczony doświadczeniem, że ofiary lubią robić w konia.
- Jesteś sługą wielkiego mistrza Alema? - Lyve udając zaciekawienie wbił oczy w Lurta. Ta góra cielska zdawała się mu być teraz najbliższą rodziną. Takim od dupę rozbić kuzynem, który dobrze przekonany, przyniesie całe ciasto w zamian za jeden jego kawałek. W tym wypadku zaś umarlak był tym lubiącym dręczyć psychicznie i niekulturalnym braciszkiem.
Wyobraźnia zaczęła w trakcie łączenia informacji syntezować feerie scen krwawych i niemiłych. Bycie "origjeoraginalnym" w tym wypadku nie było niczym pozytywnym. Że go mają zamiar badać, kroić i rozcapierzać nie miał wątpliwości. Nigdy jednak dotąd nie wyobrażał sobie swojej pełnej świadomości w trakcie analizy jego kiszek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Paź 27, 2012 8:30 pm

Grubas pokiwał głową z zapałem godnym lepszej sprawy.
- Tak! Tak, tak! Mistrza Alema, mistrza Tomasza i mistrza Rodrika! - Mówił szybko, sepleniąc lekko i plując kropelkami śliny chlapiącymi radośnie spod wielkiego ozora. Cały trząsł się przy tym jak galareta z radości i dumy, którą zdawał się puchnąć w stopniu grożącym nagłą eksplozją.
- Wszystkich trzech mistrzów. Od... od... od lat. Bardzo dużo lat. Hm. Nie wiem od ilu. Ale dużo! - zapewnił znów kiwając głową. Mimowolnie zacząłeś się obawiać że ten baniak zerwie się z szyi i spadnie u twych stóp. Pewnie nawet wtedy nie przestałby gadać. - Przygarnęli mnie jak byłem o taki-taki mały jeszcze! - wykonał gest wskazujący na to że był kiedyś wysokości swego własnego pasa. Ciekawe, czy szerokość była wówczas proporcjonalnie mniejsza, czy też może był wówczas grubszy niż wyższy. - Mistrzowie są dobrzy. Dają jedzenie, dużo jedzenia. Ubrania, schronienie. Dobrze się tu żyje!
Zapewnienia były o tyle na wyrost, że strój strażnika pozostawiał sporo do życzenia. Z pewnością widział lepsze dni, był brudny i nieprzyzwoicie wprost śmierdział. Widocznie jednak właściciel był zeń zadowolony. Cóż, kwestia oczekiwań, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Paź 29, 2012 7:14 pm

Lyve zafrasował się entuzjazmem grubasa. Nie wróżyło to dużej uległości wobec sugestii i prób perswazji. Starał się jednak wciąż trzymać fason i udawać żywe zwłoki, zaciekawione osobą boczusia.
- A więc musisz być bardzo dobrym strażnikiem i sługą, skoro nikt dotąd stąd nie uciekł, nie? - Chciał sprowadzić myślenie Lurta na tor, przy którym będzie mógł dobrze się wygadać. Obawiał się jednak, że pączuś może przypomnieć sobie coś nieciekawego, skojarzyć to z głupimi, sugestywnymi pytaniami i stanie się niemiłość. Alemo, Tomasz, Rodrik. Rodrik pasuje to tego chędożonego ptasiora... I tak ich zjem - w myślach wybiegał w przód widząc kolorowo swą wielką zemstę na złodziejach żywych trupów. Zboczeńcy jacyś, rzeźnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Wto Paź 30, 2012 10:25 am

Grubas pokiwał z zapałem głowy, szczerząc się jeszcze bardziej.
- Tak! Tak! Ta... - jego zapał dość szybko oklapł jednak i sflaczał - No... zazwyczajnie... raz kto uciekł... mistrzowie nie byli zachwyceni, on nie byli. Ale obiecałżem, że się nie powtórzy!,
Mężczyzna zrobił krótką pauzę i ze spoważniałą gębą wycofał się o krok, zbliżając się do drzwi celi. Czyżby miał zamiar skończyć rozmowę i zamknąć Lyvyego na powrót samego? Cóż, to byłoby całkiem rozsądne postępowanie, z pewnością jednak mniej przyjemne dla samego nieumarłego.
- Ja nie powinienem... rozmawiać, my, znaczy się, nie powinniśmy. Tak myślę, e? - rzucił z zająknięciem, cofając się jeszcze o krok do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Lis 01, 2012 12:06 pm

Lyve wyprostował się i popatrzył grubasowi wprost w oczy. Nie wiedział do końca co powiedzieć. Nie był pewien jak bardzo może igrać sobie z takim cepem.
- Masz rację Lurt, mistrzowie mogliby pomyśleć, że namawiam cię, byś pomógł mi uciec. - Wypowiedział to poważnym tonem, kiwając przy tym głową. - Proszę cię tylko, żebyś pozbył się tych szczurów, o tam, w kącie. - Wskazał palcem na kąt w głębi celi. - Bo znowu będę musiał śpiewać, żeby nie zjadły one mnie. - Ostatnie słowa wypowiadał z zachwianiem w głosie. Zdawał sobie sprawę, że właśnie planuję na żywca zbiec z celi za plecami strażnika. Liczył, że Lurt nie będzie długo się zastanawiał. I nie będzie szybko biegł. W głowie miał mętlik. A ogromna chęć skosztowania jakiejś okazałej części grubasa powodowała chore podniecenie pulsujące gdzieś pomiędzy pępkiem a kolanami. - Bo widzisz. Ja jestem smaczny - Dodał jeszcze trzęsącym się głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lis 02, 2012 9:25 pm

Tłuścioszek zamrugał energicznie.
- Szczurki? Ooo, na szczurki jest prosty sposób! Ja pokarzę, bedzie spokój! - stwierdził nad wyraz entuzjastycznie, na powrót wkraczając do celi. - One się między kamieniami chowają, ale przez lata je wyłu... wyu... wyczyłem! Że wiedzą kiedy się schować!

Mężczyzna podszedł do ściany, odwracajac się do Lyvyego plecami, po czym osunął się ze szmerem na kolana, przykładając dłoń do jednego z kamieni. Zaczął wystukiwać dwoma palcami jakiś prosty rytm. Stuk, stuk. Stuk-stuk-stuk. Stuk, stuk. I tak dalej i dalej.
- Ooo, zobaczysz, że zaraz uciekną, zaraz zaraz....
Mruczał do siebie, tymczasem zaczynając wystukiwać tę samą melodię drugą ręką w nieco innym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sob Lis 03, 2012 7:16 pm

Lyve tego nie czuł, ale z każdym krokiem grubcia, jego chytry uśmiech poszerzał się, odsłaniając zęby. A gdy przyklęknął, umarlak aż stłumił pisk podniecenia. Zadziwił sam siebie swoim podstępem. To co, że sugestia zadziałała na taką tępą pałę jak ten strażnik. Właśnie w tej chwili otwarła się przed nim droga ucieczki. Mógł wyjść drzwiami celi i wyskoczyć przez pierwsze lepsze okno, a potem doczołgać się gdzieś. Pewno by się zrósł. Ewentualnie przeczekałby w jakimś zakamarku z dwa tygodnie, by później poszukać wyjścia, gdy wszyscy będą myśleli, że go już nie ma. Cholera wie tych magów. Może by go wykryli. Ale czy zwłoki da się wykryć magią? Albo ożywić? Krótką burzę w umyśle Lyve przerwał widok grubasa. A konkretniej jego pośladów. Gdy uklęknął wydały mu się idealne. Taki posiłek na tygodnie ucztowania. Ale jeśli ucapi go w zad, Lurt nie da mu się długo kosztować. Pomyślał o udzie. O tętnicy udowej. Co to w ogóle jest tętnica udowa? I czemu ją najlepiej przegryźć w pierwszeństwie? Nieważne. Zaraz wstanie i będzie po ptakach.

Cała analiza sytuacji trwała zaledwie parę sekund. Od razu skoczył na grubasa i wbił zębiska w jego szyję. Uznał, tętnica może być głęboko w tym udzie, także od razu naciągnął głowę by móc szerzej rozsunąć szczękę przed ugryzieniem. Celował w krtań.
Krtań i tętnica w udzie? Gdzie to się wszystko mieści? Pewno jest małe. - Skupił się, aby po przegryzieniu krtani od razu zabrać się za pośladki, gdy ofiara będzie tamowała krwotok.

Ucieczkę olał, gdy głowę zaprzątało mu przegryzienie krtani, w której jak miał nadzieję znajdowała się tętnica. Zaś krtań umiejscowiona w szyi mogła przecież równie dobrze nazywać się udem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pon Lis 05, 2012 9:45 pm

Lurt, mimo swej masy był nieomal bezbronny. Pozbawiony naturalnej szybkości i zwinności, zwalił się ciężko na brzuch gdy zębiska Lyvyego wpijały się coraz głębiej i głębiej w jego ciało.
Nie zdążył nawet krzyknąć - z jego gardła wydobyło się tylko stęknięcie, które w mgnieniu oka przeszło w bulgoczący charkot, gdy przez coraz szerszą i szerszą ranę wylewała się gorąca struga krwi. A ta, tańczyła teraz radośnie na języku i podniebieniu ożywieńca. Nadmiar cieczy wylewał się z jego paszczy i skapywał obficie na kamienną podłogę.
Grubas próbował się jeszcze chwilę szamotać, ale przyciśnięty do ziemi nie tylko własną masą, ale i ciężarem Sulikina, mógł tylko bezradnie machać rękoma i nogami, jak gdyby chciał zrobić orła na śniegu. Trwało to chwilę, nim dał za wygraną. Nie umarł od razu, lecz zemdlał z upływu krwi, bólu i szoku. Dało się wyczuć że jego ukryte pod zwałami tłuszczu serce wali jak oszalałe. Nie dziwota, że wreszcie nie dało rady.

Tymczasem nieumarły przeżywał istne chwile rozkoszy. Posoka smakowała bosko, dużo lepiej niż za pierwszym razem gdy jej skosztował. Mógł wręcz poczuć, jak siły witalne wypełniają jego członki, gdy jednocześnie wypływały z nieszczęsnego strażnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lis 09, 2012 7:30 pm

Złapał dławiącego się strażnika z głowę i skręcił mu kark kręcąc nią do oporu. Przerwał chwilowo konsumpcję, aby przeanalizować ryzyko, którego właśnie się podjął. W końcu tu przyjdą. Nie szybko, więc będzie miał czas na posiłek. Chyba, że wyczują śmierć. Choć tak czy tak będzie musiał jakoś zwiać zanim tu przyjdą. Tylko dokąd? Koncepcja z przeczekaniem paru tygodni była dobra. Teraz jednak miał równie dużą szansę. A nawet jeszcze większą. Ciekawe, czy jeśli włoży się oczy do nosa, to razem smakują inaczej?... Krótką ocenę sytuacji przerwał zwalniający wypływ krwi z grubasa. Wpierw żarcie. Głodnemu trudno się myśli.
Zaczął od spróbowania pośladków, które nie wiadomo z jakiego powodu tak strasznie go pociągały. Może to ten kształt przypominający okrągłe cielsko dawnej żony. Następnie przeszukał Lurta, czy nie posiada czegoś ostrego, co pomogłoby mu dostać się do serca. Jeszcze zdychające serce niewątpliwie miało wyjątkowy smak.
Później będzie trzeba zwiewać. Jeśli uda mu się pozbawić ciało ręki, weźmie ją ze sobą na deser. Ciuchy raczej nie miały szans aby spasować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lis 09, 2012 8:22 pm

Dość szczęśliwie - przynajmniej dla Lyvyego - umarły strażnik posiadał przy sobie krótki, wyjątkowo paskudnej roboty nóż. Klinga była poszarzała, rękojeść wypaczona ze starości i intensywnego użytkowania, przyrząd jednak ciął gładko i lekko.
Sam posiłek zresztą przebiegał bardzo przyjemnie. Nawet chrupnięcie kręgosłupa wcześniej skręconego przez nieumarłego dawało efekt zaostrzenia apetytu!
Pośladki jednak nie były tak pyszne, jak mogło się zdawać. Łykowate, bez smaku, dość gąbczaste. Ale serce! Ten wycięty w strugach krwi i konfetti skrawków ciała organ był wprost przepyszny. Co prawda, w przypadku Lurta był nieco otłuszczony, ale za to masywny. W sumie - coś jak pączek. Nudna otoczka i smakowite wnętrze.

Gdy Sulikin skończył już swą - jakby nie było, dość makabryczną ucztę - cała podłoga celi była pokryta śliską, mokrą, czerwoną warstwą resztek. Powietrze prócz wilgoci i zgnilizny nabrało metalicznej woni krwi.

Pozostanie dłużej na miejscu nie było może szczególnie mądre, jako że łączyło się z ryzykiem że ktoś nadejdzie i zauważy całą sytuację. Los jednak zdawał się na swój krzywy sposób uśmiechać do trupojada, jako że ni żywa dusza nie wkroczyła do lochu. A przynajmniej nikogo takiego nie dało się zauważyć, usłyszeć ni wyczuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Wto Lis 13, 2012 9:01 pm

Ponacinał nożem skórę, mięśnie i ścięgna wokół łokcia, by następnie dłubiąc w nim, postarać się oderwać je od reszty ciała. Przyda się później, na deser, jeśli ucieczka miała by się przedłużać. Gdy sobie z tym poradził, oblizał ostrze i obejrzał ponownie miejsce mordu. Wszechobecna krew wywoływała w nim stan skromnego upojenia - taką lekkość i błogość. A jej zapach wentylował płuca niczym wiosenny las. Mniam.

Wyleciał z celi, stąpając po cichu i rozglądając się na obie strony. W jednej łapie trzymał narzędzie zabójstwa a w drugiej podwieczorek. Nie analizując głębiej miejsca pobytu kierował się w stronę, w której z największym prawdopodobieństwem znajdowało się wyjście. Liczył chyba na cholerne szczęście, co by nie trafić na gospodarzy. Z nożem i upitoloną ręką oraz po pożywnym obiedzie czuł w nogach wiatr a w sercu lwią odwagę. Uwali im wszystkim czerepy i powkłada im we własne dupy za zuchwałe porwanie Jego Marskości, jak też zaczął się od teraz tytułować sam przy sobie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Sro Lis 14, 2012 10:45 pm

Po wyjściu z celi, Lyve ruszył prostym, ciemnym kamiennym korytarzem który był właściwie wydłużoną wersją pomieszczenia które opuścił. Po obu stronach ciągnęły się drzwi, identyczne za którymi on sam był do niedawna uwięziony. Zza niektórych dobiegało ciche chrobotanie, pojękiwanie, charczenie lub powarkiwania, zza innych jedynie cisza.
Na końcu jednak, spostrzegł uchyloną kratę za którą znajdowały się schody. Widoczne było tam też światło, było więc to wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wyjście z owego paskudnego lochu.
Gdy jednak Sulikin znalazł się tuż-tuż samych schodów, ledwie o krok od nich, usłyszał dobiegający z góry odgłos kroków i toczonej rozmowy. Ciężko było rozróżnić słowa, z pewnością jednak z góry budynku ktoś zmierzał w tę właśnie stronę. Starczyło jednak czasu by stwierdzić, że pod poziomem tych cel, znajdowało się coś jeszcze i kamienne stopnie pozwalały tak wejść wyżej, jak dostać się głębiej.
Jeśli chciało się uniknąć spotkania z "gospodarzami", trzeba było szybko zdecydować się na jakieś działanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kuna

avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012
Wiek : 22

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Czw Lis 15, 2012 4:30 pm

Myśl o spotkaniu z gospodarzami wywoływała w sercu bohatera mieszane uczucia i skrajne emocje. Coś na podobieństwo lęku przed kolejnym uwięzieniem i możliwością stracenia jakże cennej szansy nakazywało Sulikinowi ruszyć głową i poszukać alternatywy. Jeśli jednak ucieknie zaczną go szukać. Wywnioskują, że zbiegł niedawno, wzniosą magiczne bariery, wypuszczą psy i bezmózgich, półżywych strażników - czyli nie masz, żeby zwiać. Wiedział o tym od początku, temu w sercu ciągle mieszał kocioł z zapałem, determinacją i żądzą krwi. Temu też rozpierająca go wizja innych opcji wydostania się stąd brała górę nad inteligentnym planowaniem. Ma łapę strażnika, nóż i element cholernego zaskoczenia. Jaki czarownik pomyślałby, że więzień może zaatakować kogoś tak potężnego jak on w jego własnym domu? Więcej niż 100% zaskoczenia. Lyve był z siebie dumny.

Postawił kradzioną rękę tak, by jako pierwsza rzuciła się w oczy schodzącym. Tedy on schował by się obok w cieniu[jeśli takowy gdzieś istnieje, wnioskując na opisanej budowie korytarza i schodów.]. Co jednak potem? Jeśli będzie ich dwóch? Albo i trzech? Albo będą uzbrojeni? Albo, nie daj boże, na koniach?!?... Ostatnią opcję wykluczył, gdyż konie przecież nie chodzą w dół po schodach, ot co. Tak przynajmniej sądził. Kamień spadł mu z serca i powrócił do imaginacji możliwych form obezwładnienia ofiar. Jednego zdzieli w twarz łokciem, on odbije się od ściany i pęknie mu łeb. Drugi zdezorientowany oberwie z kolei w szyję nożem, a palce drugiej dłoni zgrabnym ruchem wyłupią mu oko. Trzeci, jeśli wśród nich będzie oraz ewentualny czwarty uciekną w popłochu, widząc krwiożerczego nieboszczyka. Pewniak. Strategia godna rasowego skrytobójcy. Przyszły Zły Lord winien również być w tych niehonorowych sztukach rozeznany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   Pią Lis 16, 2012 9:43 pm

Ręka wyglądała wprost niesamowicie malowniczo. Ułożona samotnie, na kamiennej, surowej klatce schodowej. Ot, oderwany od całości skrawek ludzkiego ciała, otoczony martwą, zimną i nieczułą materią. Gdyby Lyve był filozofem, zapewne wprowadziłoby go to w nastrój do głębokich rozmyślań. Ale że nim nie był, w jego umyśle pojawiło się raczej ponure stwierdzenie, że znów jest głodny.
Tak czy inaczej, nieumarły oczekiwał przyczajony w cieniu na efekty, jakie miała przynieść zastawiona przez niego pułapka. Całkiem zresztą pomysłowa!

Tymczasem odgłosy kroków i głosów toczących jakąś rozmowę o nieznanej dotychczas treści stały się bliższe i wyraźniejsze. Na ile dało się uchwycić, rozmawiało dwóch mężczyzn. Tematem były jakieś eksperymenty, kończyny, przetaczanie krwi i techniki zaszywania miejsc, gdzie ciało przecięto nożem. Mówili tonami chłodnymi i czysto profesjonalnymi, zaś przypadkowy przechodzień nieświadom zawartości cel, mógłby uznać że oto dwóch chirurgów wymienia się zawodowymi doświadczeniami. Gdy znaleźli się na piętrze, na którym przyczaił się Sulikin, mógł on dostrzec obie postaci, bezpieczny w swej ciemnej kryjówce.
Nosili się podobnie, jak dziwadło które wcześniej go obezwładniło - te same stroje, choć żaden z nich nie był tym przebrzydłym mewim synem. Ci byli młodsi, zdecydowanie przystojniejsi i normalniej wyglądający. Do tego cerę mieli jasną, włosy krótko przystrzyżone. Ot, młodzi mężczyźni wchodzący w najlepszy okres swojego życia. Które - jeśli miał dopisać im pech, nie potrwałoby już zbyt długo.
Widząc zakrwawiony fragment ciała przed sobą, przystanęli nagle. Miny ich stężały, choć trudno było wyczytać z nich strach. Raczej irytację. Jeden z nich wykrztusił przez zęby gniewnym tonem:
- Lurt znowu wypuścił jakiegoś... pewnie ten głupiec jest już martwy. To już trzeci Lurt w tym tygodniu, na miłość bogów! - stwierdził tonem rozczarowanego człowieka, któremu właśnie zdechło ulubione zwierzątko.
Drugi tymczasem przyklęknął nad kończyną, zbliżył do niej dłoń, choć ostatecznie nie dotknął jej.
- Ta... trzeba będzie zrobić nowego. Szkoda, ten był całkiem udany. To chyba jego ręka... lepiej przygotuj się, którekolwiek to było, może tu być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin   

Powrót do góry Go down
 
Rambadjathash Solamonota Budik-to Sulikin
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ósemka Mieczy :: Systemy autorskie :: Ósemka Mieczy :: Przygody-
Skocz do: