/suty/ Jesteś brzydki a szkielet ma 206 kości! /suty/
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 [8 Mieczy] Valaenor "Żywioł" Cregann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Valaenor
W Trybie Sesyjnym
avatar

Male Dołączenie : 27/08/2012
Wiek : 25
Skąd : Konstancin-Jeziorna pod W-wą

PisanieTemat: [8 Mieczy] Valaenor "Żywioł" Cregann   Wto Sie 28, 2012 10:56 pm

Personalia

Imię: Valaenor
Nazwisko: Cregann
Pseudonim/zawołanie: "Żywioł"


Cechy fizyczne

Gatunek/rasa: Człowiek
Wiek: 29
Wzrost: 187cm
Waga: 82 kg
Cechy szczególne: Dość barczysty, żylasty i węzłowaty, przez co wygląda nieco chudo, dość blady, podkrążone oczy, choć i tak powolutku się poprawia, ogolony na łyso, tylko krótki warkocz z potylicy nosi, na gębie szczecina, poprzecinana nieco szramami po ranach. Gdyby nie niezdrowy odcień skóry i ślady po przejściach z kompanii, wyglądałby przeciętnie, może ciut lepiej.



Statystyki:

Siła:
Zwinność:
Wytrzymałość:
Intelekt:
Urok osobisty:


Wyposażenie:

Niezłej jakości miecz długi z przedłużoną rękojeścią - Pamiątka po służbie. Brak ozdób, solidne wykonanie.
Sakwa z ususzonymi ziołami leczniczymi.
Mała książeczka, w której zapisuje co ciekawsze przypadki i przebieg leczenia.
Ubranie: Coś co kiedyś było żołnierskim skórzanym kaftanem, a teraz jest tak powycierane i ma tyle naszytych skórzanych łat że mogłoby być czymkolwiek, choć nie wygląda jak ciuch żebraka. Łaty są mocne i solidnie naszyte. Do tego skórzane wygodne spodnie, podobnie potraktowane, oraz wysokie buty, jedyne chyba w jego stroju co wygląda na względnie nowe i dobrej jakości. Oprócz tego płaszcza podróżny z kapturem i kij wędrowca.

Biografia:

W ciemnym zaduchu karczmy przy drodze między dwoma sporymi siołamiWiększosć gości powoli dogorywała... Karczmarz, nawykły do pracy o późnych godzinach nocnych, z kamienną miną czyścił brudną szmatą jeszcze brudniejszy kufel, plując weń co chwila. W miarę przytomny był tylko jeden człowiek, siedział przy kontuarze i osuszał w milczeniu swoją porcję napitku. Po długiej chwili milczenia oderwał usta od krawędzi glinianego naczynia i podniósł wzrok na karczmarza.
- Nie wiecie, Gospodarzu, czy w pobliskich siołach nie trzeba medyka? Pracy szukam. - Mruknął, już nieco przepitym głosem.
- Nie wiem. Takie sprawy to sołtysi jeno gadają, mnie nie wiada.
- A, psia mać, to muszę się tam ruszyć. Nie nudzi się Wam, Karczmarzu, takie wycieranie? Wygadać mnie się chce, a wy tu jedyni przy zmysłach, pijany zasnąłby.
- Za jedno mnie, praca praca, nie wybiera. Ale gadajcie, historii chętnie prosty człek słuchać.
- A religijniście, Karczmarzu? Niechciałbym świętoszkowatych na karku za głupia opowiastkę.
- Aaa tam... Bogów czcić mozna jak się o chleb nie trza martwić, Ja im tylko w drogę nie wchodzie - gruby karczmarz wzruszył ramionami.
- To dobrze, dobrze... Słuchajcie zatem


*****

W sali kominkowej siedziały trzy osoby: matka Valaenora, 7 letniego chłopca, on sam i wuj Pierwszej osoby do dziedziczenia majątku i tytułu. Milczeli. Ogień trzaskał w kominku, było późno.
- Wujku, wujku, czemu mnie obudziliście? - spytał zaspany malec... całe ręce i nogi miał podrapane od biegania z dziciakami służby i tarzania się po ziemi. Był okazem zdrowia i bystrości - Stało się coś złego?
- Val... Wiesz że Twój ojciec od kilku tygodni był chory? - spytała powoli matka... nie wyglądała na zrozpaczoną, nic a nic.
- Nooo. ale już zdrowieje, prawda? - młody uśmiechnął się lekko
- Tak mówili cyrulicy, ale zmarł dziś w nocy, jakąś godzinę temu - rozległ się cichy, dziwnie spokojny glos wuja. jego oczy wodziły od matki do chłopca, ona patrzyła tylko na brata swojego męża, odkąd się odezwał.
- Tataaaa! Chcę do neigo, chcę go zobaczyć! - rozbeczał się maluch, słysząc że jego ojciec nie żyje. To było tak trudne do przyjęcia, tata był zawsze silny i wesoły!!
- Niestety, wszyscy jesteśmy w żałobie. - rzekł wój ani trochę nie żałobnym tonem. - Jego ostatnią wolą...
- Tatuś Na pewno żyje, chcę go zobaczyć!! - krzyczał mały.
- Jego ostatnią wolą było żebyś spędził resztę życia w klasztorze przy granicy majątku, Naśladując cnoty Jakuba i modląc się za nigo do Najwyższych... - powiedział nieustępliwie wuj.
- Ale ja nie chcęęęę, chcę być rycerzem i panem jak tataaaa - darł się mały w niebogłosy nie zważając na to co, mówią ci zimni dorośli. On chciał do taty.
Wuj nawet go nie słuchał... zawołał służbę, kazał spakować panicza do drogi, a sam wziął jego matkę za rękę i poszli do sypialni... ale tego młody nie mógł wiedzieć.


*****

- Wiecie lub nie wiecie, ale wcielenie dzieciaka do klasztoru, Karczmarzu, pozbawia go wszelkich praw dziedziczenia, znacie to, śluby ubóstwa, czystości, pokory.. blablabla, pieprzenie trzy po trzy. Kto ich tam widział, co zakonnik to bardziej mu bęben zwisa i sie jeszcze z tym obnoszą - charknął siarczyście i splunął na podłogę obok stołka na którym siedział.
- Aaa tam. Mnie tam za jedno, na nic mnie taka widza. Ino co by o tym pogwarać...
- No i mnie zatargali do tego klasztoru, skurwie syny... Potem beczeć przestałem, bo zaczęła sie robota, i po dupsku lali za skargi - ciagnął gość, po ubraniu i mieniu wojakiem wyglądał... i nieco pachniał. Krwią. - Najpierwej raniutko modły były do bogów, nikt nam nawet nie powiedział jakich, ino pacierze powtarzać kazali. Potem nowicjusze, znaczy wyrostki robotę fizycznie pracowali, aż do posiłku popołudniowego. A po południu uczyli nas pisać, czytać, liczyć i inne takie, jedno co mnie sie potem przydało, to ziół uczyli. I tak przez lat pięć mnie uczyli. A ja rosłem w tę pieprzoną wiarę i wierzyłem jak baran, co idzie za stadem.
- Barany stado prowadzać, nie za nim iść.. - powiedział karczmarz, ale nieco podpity już gość spluną znowy.
- Zajeno. Potem, jak nauczyli już pisać i czytać i liczyć, to do fizykalnych robót tylko zaganiali, ino cięższech. Ja pojęcia nie mam jak żylaści zdrowi nowicjusze zmieniają się w tych... A psiakrew. I tak kolejne dwa laa poszły! Mnie na szczęście uprawę ziół dali, chociaż lekka robota, ale kamienie i taczki z innymi żem obsługiwał. taki los. Piętnaście lat miałem jak mnie na oczy zaczęło się przejaśniać. I śluby i nauki co mnie zakonnicy wbijali jak pacierze, okazało się że ani na jotę nie trzymają. Szalę przewazyło, jak kiedyś w obórce na stryszku ległem sobie odpocząć, a tu wchodzi przeor, Najświętszy w tem klasztorze, a za nim jakaś dziewka ze wsi, po uczesaniu mężata... i dawaj na siano. Obracał ją jak wprawny sztukmistrz! Psia jego mać i dupa.
- Co to ja słyszę, hystorya niezła. rozumiem, że gdzie taka wieś Panie nie powiecie? - spytał karczmarz śmiejąc się pod sumiastym wąsem.
- Nie. Ale co dalej, Postanowiłem nawiać z klasztoru. Zawinąć co uniosę, a w niezłej formie owego czasu już bylem, i zwiać nocą, na szlak, nauczyć się mieczem robić! I tak dalej i tak dalej. No i zwiałem. Pościgu za mną nawet chyba nie wyslali. A potem skończył się chleb, ser wędlina i piękny sen. przez przeszło rok były kopniaki, byle jaka robota, zwykle taka żem nocą i palcem nie ruszał, ale żeby mieć na żarcie i dach wystarczało, z sioła do sioła. Tedym, uważacie, młody 16latek posłyszał że kompania najemników zbiera nowych członków, marzenie się spełniło! No i głupi polazłem na miejsce poboru...

*****

- Dawać następnego - Rozległ się donosnie głos typa z ponurą miną, który najwyraźniej był szefem całej bandy. Do namiotu wszedł młody chlopak, na oko 18 letni, odziany w proste robocze ubranie, trzymający w dłoni niewielki tobołek i kij podróżny.
- Imię? Nazwisko? Wiek?- spytał ostro dowódca, mierząc młodego wzrokiem od stóp do głów.
- Valaenor Cregann, 16 lat, panie - odpowiedział młodzik nieudolnie stając na bacznośc.
- Pięknie się nazywacie, ale co potraficie? Ciało nie takie złe, potencjał pewien widzę, ale czy jesteś gotowy na wszystko, dzieciaku? Nie masz nawet 18 lat... - powiedział kpiąco dowódca
Młody wyprężył się jeszcze bardziej, usiłując stanąć jak ci co pilnowali namiotu, ale znów wyszło mu na opak.
- Nie mam nic do stracenia panie, wszystko co moje mam przy sobie, rodzina... rodziny nie mam... Czytać umiem, pisać, liczyć... Ale nie chcę na skrybę! Chcę mieczem robić, proszę, pozwólcie mi! - powiedział niemal błagalnym tonem
Mężczyzna za stołem się zaśmiał i grzmotną pięścią w stół - Co tam masz, pokażesz... gramotny nie często się nam zdarza, a nasz ostatni medyk rozsiekany w bitwie miesiąc temu i ludzie mrą bo pomocy nie staje... Młody, dam Ci propozycje. Ale uprzedzam, łatwo Ci nie będzie, bratku. Wezmę Cię do kompanii. Będziesz tak jak wszyscy ćwiczył i bił się w bitwach, ale oprócz tego co wszyscy, Ty się będziesz uczył na medyka. Po poprzednim, co był bardzo uczony tylko w mieczu słaby, zostały nam książki, a mało kto chce to kupować. Skoroś gramotny to sobie poradzisz, co Ty na to? - wyszczerzył zęby wojak.
- Zgadzam się - odpowiedział po chwili Val, tym samym podpisując kontrakt na zycie lub śmierć, ważny przez kolejne dziesięć lat.

*****

Było juz dobrze po północy, i niedługo świt miał nastac, a karczmarz ledwie trzymał się na nogach, ale przybysz niestrudzenie kontynuował swoją opowieść, która zdaje się docierała już powoli do końca.
- No i potem, przez dziesięć lat, jak w kompanii służyłem, no, może nieco krócej, bo potem już pamiętałem, za dnia towarzyszyły mi mordercze ćwiczenia, zarówno ciała, jak i szermierki i obsługi innej broni przeróżnej, albo bitwy, a Nocą romanse miałem z księgami o ana.. anatoyyymi... a, psiakrew, za duzo wypiłem... ale nic to, Z księgami o leczeniu, ranach, chorobach, ziołach, lekarstwach i tak dalej i tak dalej. Wszystkie trupy i dogorywających z rozkazu dowództwa znosili do mnie, zebym sobie ćwiczył, co i chciał nie chciał robiłem. więcej flaków w zyciu widzialem, niż cycków i tyłków, razem wziętych, ale to pewnie przez to że wojaczka mnie raczej piękną buźką nie obdarzyła, a od uczenia sie po nocach mam cienie pod oczami...
Łyknął solidnie z kufla i beknął donośnie, czym obudził drzemiącego karczmarza. - I zebrałem dużo ran, i blizn, i.. a psiamać, choroby jakoś nigdy się mnie nie imały, od takiego wypierdka małego, w życium na nic nie zachorował, choć wszyscy inne leżeli i kwiczeli... Ale nie wiem co za cholera. Woja to istna akademia dla lekarza, poznałem chyba każdy rodzaj rany choroby i schorzenia jaki istnieje, psia mać... Ale służba się skończyła, dowódca odszedł na emey... emrey... kurwa. na spoczynek, i kompania poszła w pizdu. Jedno co mnie po temtym czasie zostało to wiedza, doświadczenie, notesik mój lekarski i ten miecz co przy boku noszę... A teraz hajda, od sioła do sioła i leczę po wioskach, czasem jak się kto dowie że cyrulik we wsi to i do dworku zaproszą... ale ostatnio coś zdrowe ludziska i roboty nie staje... Ehh 3 lata odkad wojaczka się skończyła, a wesoło było, wesoło... - takmrucząc do siebie gość oparł w końcu spitą głowę o blat i zasnął, po czym zwalił się ze stołka pod szynkwas, nawet się nie budząc...

Uff, udało się napisać, a Wam przeczytać. co do MG, nie mam szczególnych życzeń, może dlatego że z całej kadry znam jedynie i to też nie jakoś świetnie Lesija, Tak więc to zostawiam do decyzji Jaśnie Oświeconej Mądrości Administracji Razz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: [8 Mieczy] Valaenor "Żywioł" Cregann   Pią Sie 31, 2012 7:58 pm

Wsio w porządku. No to zaczynamy Smile

Link do przygody
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
[8 Mieczy] Valaenor "Żywioł" Cregann
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Moc, Magia i Artefakty
» Szkoły Magii na świecie
» Domy w Hogwarcie
» Luty miesiącem zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ósemka Mieczy :: Sprawy ważkie :: Karty Postaci-
Skocz do: