/suty/ Jesteś brzydki a szkielet ma 206 kości! /suty/
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Część I: Starożytni

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Swantewit
Administrator
avatar

Male Dołączenie : 22/06/2012
Wiek : 25
Skąd : Łomża

PisanieTemat: Część I: Starożytni   Nie Wrz 23, 2012 9:24 pm

- Dziaaadku, drogi dziaaadku nie chcee-my jeszcze spać! Choodź tuuu-taj z nami siądź, miejsce jest! – zaśpiewały dzieci, kiedy dziad proszalny chciał udać się wreszcie na spoczynek.
W domu najbogatszego z kułaków zebrała się cała wieś. Dawno nie mieli prawdziwego dziada proszalnego, a ten wyglądał i na bardzo starego (a więc też mądrego) i na jeszcze bardziej obytego. Przyniósł dużo wieści ze świata. I o polityce gadał, i o innych, dalekich krainach, i o dziwach, i czarach! Te ostatnie opowieści bardzo podobały się dzieciom. Dlatego tak ładnie mu zaśpiewały. No i też, a właściwie to głównie dlatego, że wiedziały, że jak staruszek skończy swoje bajania, to rodzice wrócą z nimi do chałup i pogonią je do łóżek.
Dziad spróbował jeszcze parę razy wstać od stołu, ale widać było, że tylko się droczy. Spośród świeżo podgolonej, siwej brody wyzierał szelmowski, żółty, acz nie bezzębny uśmiech. Usiadł, rozejrzał po zebranych, którzy wpatrywali się w niego z rosnącym zaciekawieniem i, wyraźnie ukontentowany tym faktem, podjął:
- No dobrze, to opowiem teraz historię starszą od tego świata - pogrzebał za pazuchą, wyjął zza niej jakieś nieduże zawiniątko, rozsupłał sznurek, rozwinął szmatkę i wydobył z niej… Talię kart. Zebrani chłopi zaczęli wymieniać między sobą ukradkowe spojrzenia. Tłum zaszumiał od szeptów…
- Pokaż mnie to! – wydostała się z niego najstarsza starowinka tej wsi. Zanim Dziad zdążył zaoponować, chwyciła talię w swoją kostropatą łapę, przyłożyła do oczu, a potem odsunęła od nich trochę cały czas patrząc na nią.
– Po coś to tu przyniósł? To diabelskie nasienie! – na te słowa tłum chłopów wzburzył się jak morze w czasie sztormu. Ciała zawirowały, głosy podniosły się… Szum i groźne pomruki powoli robiły się nie do zniesienia…
- Cichać! – zawyrokowała staruszka mocnym głosem. Wieśniacy umilkli.
– Po coś to przytachał? A? – zapytała nachylając się przez stół. Machnęła przy tym kartami dziadowi przed nosem kontrapunktując swoją wypowiedź. Ten w tamtym momencie zręcznie chwycił je i położył sobie na kolanach.
- A po to, droga paniusiu żeby piękności ze zbyt długimi nosami i zbyt wieloma zmarszczkami poszły się modlić, a nie wkładały te swoje długie nosy w czyjeś polewki! – odpowiedział starzec szczerząc się. Chłopi wybuchli głupkowatym śmiechem, a starowinka nagle zniknęła zupełnie jakby to ona sama była demonem…
- Nie lękajcie się, nie będę nikomu wróżył, ani odprawiał żadnych inszych guseł – powiedział dziad, kiedy gwar w końcu ustał. Cała uwaga znowu skupiła się na nim, a właściwie na jego wysuszonych dłoniach zręcznie tasujących talię. Wreszcie skończył. Złapał karty, od góry, w prawą rękę, podniósł się i wytrenowanym ruchem rozłożył je przed sobą w długi wachlarz – spodem do widowni - prawie na cały stół. Chwilę po tym, kiedy chłopi zdążyli już zakonotować jego wcześniejszą akcję, błyskawicznie wyciągnął jedną z kart i, bez odwracania licem do siebie, pokazał ją wszystkim.
- Ósemka mieczy. O tym opowiem – na pięknie malowanej i bogato zdobionej karcie wyciągniętej przez starca, zaiste: widniała cyfra 8 i były na niej ostrza. Otaczały kobietę z przepaską na czole i ze związanymi rękami. Obrazek zdawał się posiadać swoje własne życie… Gdy długo się w niego wpatrywało, mogło się zdawać, że i kobieta i tło poruszają się i zmieniają… Paru chłopów pokręciło głowami z niedowierzaniem, inni zaczęli nimi potrząsać jakby chcieli wyrzucić to, co zobaczyli z głowy…
- Jaka stlasna! – zawołał mały Jasio. – A ta pani smutna! Cemu ona sobie zawionzała rence i ślepka?
- Nie! - zawetowała starsza parę lat Karolina. – To ktosik jej zawiązał i oczy, i ręce, i wsadził do winzienia z mieczy coby wynijść nie mogła… Czemu nam to pokazujesz, dziadku? Doprawdy! To brzydkie rzeczy, jak mołwiła pani Kachna! - spojrzała przy tym na swoich rodziców, którzy na tak bezpośrednie wezwanie do działania zaczęli uciekać wzrokiem na ściany i sufit.
- Ciii – uspokoił dzieci starzec. – Dopóki nie każecie mi tłumaczyć, dopóty nic wam nie grozi. Ale jeśli chcecie żebym wam wytłumaczył czemu ta kobita ma związane ręce i zasłonięte oczy, i dlaczego wam to pokazuję, to…
- Nie! – zakrzyknęły wszystkie dzieci razem. Dorośli chyba też chcieli krzyknąć, ale część z nich zrobiła tylko duże oczy, a innym zimny pot wystąpił na czoło. Oj, dawno nie mieli dziada proszalnego. A już tak bezczelnego i to jeszcze mającego jakieś powiązania z ciemnymi mocami, to już w ogóle. Strach było takiego wyrzucić! Jeszcze wodę w studni zatruje albo pierworodni poumierają, albo zmarli z grobów wstaną… Licho go wie… Takiego dziada…
- Dobrze, więc, może wrócę do historii? – znowu rozejrzał się po wszystkich. Ci, z wyraźnym przestrachem, skłonili go gorączkowym potakiwaniem, by kontynuował. – Ósemka Mieczy to karta naszego świata. Karta świata, który jest wiecznie na rozdrożu, w którym nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć, którego istnienie wciąż wisi na włosku – a my, jak ta pani, mamy związane oczy i ręce – czyli nic nie możemy zrobić… - zawiesił głos i smutno spuścił głowę. – ŁAJNO PRAWDA! – wrzasnął. – Ta karta znaczy, że choć jesteśmy ograniczeni, to w naszych rękach leży przyszłość!
- Zgubieniśmy! – zakrzyknęła jakaś kobieta z chłopstwa.
- No właśnie nie! – z ogniem zaprzeczył dziad. - Nie słuchasz li mnie?
- No sucham… Sucham… I żeś pedział co znaczo te karty!
- To tylko żeby dzieci już nie gwarzyły… Kobito…
- A.
- B.
- Co?
- Cichaj już… - miękkim głosem, po ojcowsku odpowiedział dziad.
Chłopi znowu się roześmieli.
- Wracając do historii po raz wtóry: tym, kto nam taki los zgotował są starożytni… - Dziad zrobił efektowną pauzę napawając się tym, jakie to słowo zrobiło wrażenie na gawiedzi. – Starożytni i ich artefakty, przedmioty magiczne o niesamowitej wręcz mocy! Osiem mieczy! Między którymi rozpięty jest nie tyle ten świat, co cała rzeczywistość! Nici, z których utkane jest istnienie! – Dziad chyba nie bardzo przejmował się tym, że chłopi mogli nie zrozumieć tego, co mówił… Wrócił do kart rozłożonych na stole. Wyciągnął kolejną i nie zerkając nawet na obrazek wywołał jej imię:
- Dwadzieścia jeden! Świat! – na karcie widniała i liczba, i podpis. Zaś lico nie przedstawiało świata. Raczej kolejną kobietę. Ta była otoczona wieńcem, głowami trzech zwierząt i anioła. Po raz kolejny wrażenie wewnętrznego życia towarzyszyło w założeniu martwemu obrazowi… Chłopi nawet nie mogli zwrócić uwagi na rozbieżność między nazwą karty a wizerunkiem na niej, gdyż dziad po prostu kontynuował. – Miecz życia! Sander Shiaan! – tego ostatniego imienia nie trzeba było przedstawiać… Wśród zebranych przetoczyło się ciche westchnienie . Legendy o dzielnym druidzie, człowieku, który ocalił dwa światy, krążyły tak wśród tłuszczy jak i wśród szlachetnie urodzonych po dziś dzień. Tym razem mimo ponownego wywarcia efektu na chłopach, dziad nie zatrzymał się, by porozkoszować się tą chwilą. Parł dalej, zupełnie jakby zatracił się w swoim działaniu…
- Szesnaście! Wieża! – zakrzyknął wyciągając kolejną kartę. Już nikogo nie dziwiło, że nie zerkając nawet na lico bezbłędnie podawał nazwy. Na karcie widniała, o dziwo, nie kolejna niewiasta – a właśnie, jak chciała nazwa karty, potężna baszta, w którą uderzał piorun, odłupując od niej blanki.
– Miecz Śmierci! Arfakontus! – na to imię wszyscy chłopi, jak jeden, wzdrygnęli się… Niektóre dzieci krzyknęły… Parę zaczęło płakać… Tego imienia nie wolno było wymawiać ot tak sobie, bez przygotowania! Toż to był odwieczny wróg Sandera Shiaana! Pożeracz dusz!
- Dziewięć! Eremita! – dłoń starca, uzbrojona w kolejną kartę wystrzeliła w stronę chłopów. Zdobiła ją postać starca z laską i w wysokim kapeluszu.
– Miecz Mądrości! Olen Mordobij! – teraz przez tłum przebiegła fala zdziwienia. Krzat? Wśród starożytnych? Coś tam się o nim wspominało, że swego czasu był jedynym królem tego ludu, który stawiał magię ponad siłą i temu podobne... Z pewnością jednak - nie był postacią tak monumentalną jak dwóch wcześniejszych!
- Zero! Głupiec! – i jeszcze jedna karta. Na niej zaś błazen z obnażonymi pośladkami, podpierający się kijem i niosący worek.
– Miecz Głupoty! Rizi! – zdziwienie tylko wzrosło. Kim, u diaska, był Rizi?!
Kolejna karta, którą Dziad pokazał wzbudziła jeszcze więcej zamieszania…
- Trzynaście! Śmierć!
Twarze chłopów zbladły na tę nazwę i na widok wizerunku zdobiącego kartę. W szerokim uśmiechu szczerzył się z niej kościej z długą kosą. Pod jego stopami leżały ludzkie zwłoki… Niektóre dzieci patrzące na kartę zaczęły, jak przy Arfakontusie, płakać, inne - wraz z większością kobiet zakryły oczy, duża część mężczyzn zaś wyraźnie pozaciskała zęby…
- Dosyć! Czemu nam coś takiego daje?! To dziwaczne a straszne! Jest jakimś czarnoksiężnikiem?! Demónem?! Kachna prawie gadała! – wyrwało się w końcu z ust jednego z bliżej stojących chłopów. Pozostali zaczęli nabierać już powietrza w płuca, by go wesprzeć, ale dziad podniósł tylko odrobinę krzywy palec w górę. Zatrzymali się.
- Poczekajcie zanim osądzicie! – zakrzyknął z pełną mocą. – Ta karta nie znaczy nic złego! Jeno strasznie wygląda! – Dziad wrócił do mówienia prostszym językiem. Chyba znowu zaczęło zależeć mu na zrozumieniu nie na efektownym brzmieniu jego słów. – Śmierć nie oznacza zgonu! Nie oznacza zła! Oznacza przemianę! Często, przemianę na lepsze! I taką przemianę odbył Antoniusz Proximo!
- Dziadu! Zaraz cię wypierdolim stąd hen daleko! Albo ubijem! – zakrzyknął masywny mężczyzna o nalanej twarzy stojący, jak i ten, który przerwał starcowi przed chwilą, w pierwszym rzędzie. – O demónach! O rycerzach śmierci opowiada! I mówi, że to nie śmierć, nie zło! Łeż, powiadam! Łeż! Imię tego łachudry znane jest i nam prostym ludziom!
- Łeż! Łeż! – zakrzyknęło najpierw parę głosów, a potem cały ich tumult…
- Jako tak stawiacie sprawę, to pójdę ja już sobie… - westchnął dziad. – Ale nie usłyszycie dalszej części mojej opowieści, a jestem jednym z niewielu, jeśli nie ostatnim, który może wam ją przedstawić…
Tłum ucichł. Dziad z ociąganiem zaczął przeglądać swoje rzeczy, odwrócił się do kart i już otworzył rękę, by je zebrać, kiedy…
- Zostań, dziadku! – zawołały pojedyncze głosy.
– Przepraszamy! - dodał jakiś inny.
- Emocje na nas igrają! – zawołał kolejny mężczyzna z pierwszego rzędu. – Takie dziwy prawisz, że nie dziwota…
- Ano! – dodało parę głosów.
- Ale jak mi jeszcze raz przerwiecie… - starzec pogroził chłopom palcem. Wyraźnie odzyskał rezon. Mówił dalej: - Tak. Antoniusz Proximo był rycerzem śmierci. Ale niewielu z was zna go dobrze. Nie wolno wam go osądzać! Jesteście bardzo w swoich sądach szybcy… A możecie kogoś tym skrzywdzić! I krzywdzicie jego mówiąc o jego postaci jako o, po prostu, złej – dziad końcówkę tego zdania wypowiedział z wyraźnym oburzeniem. - Antoniusz Proximo – Miecz Zmiany, nie był zły. Jak jego karta, zmieniał się i zmuszał otoczenie do zmian. A to nie zło! Zmiana to także postęp! Nie zmienia się tylko góra! I dlatego przez lata kruszą ją woda, grzmoty i lód! I przestaje istnieć, i zmienia się w piasek nie zaznawszy rozkoszy życia!
Dziad wyciągnął następną kartę.
- Cztery! Cesarz! – widniał na niej starszy mężczyzna siedzący na tronie. Na głowie miał koronę, zaś w dłoniach berło i jabłko królewskie.
– Miecz Stoicyzmu! Auberon! – chłopi ponownie wzdrygnęli się na to imię, ale nie powiedzieli już nic… Dziad wypowiedział właśnie nazwanie mitycznego wampira-władcy, który podobno samym spojrzeniem potrafił zmusić ludzi do uległości…
- Dwanaście! Wisielec! – na karcie widniał człowiek wiszący do góry nogami na szubienicy. Pętla, miast być okręconą wokół jego szyi, przytrzymywała kostkę. Co ciekawe – jego twarz wcale nie wyrażała cierpienia... Chłopi nie bardzo wiedzieli jak mają na coś takiego zareagować… Na ich twarzach malowały się różnorakie emocje. Tylu dziwactw i przerażających rzeczy trudno doświadczyć żyjąc sobie spokojnie cały czas w siole. Samo oglądanie ich na obrazkach, które jeszcze sprawiały wrażenie żywych i słuchanie ich to niezapomniane przeżycie…
- Miecz Duszy! Spear! – Spear nie był specjalnie znaną postacią. Tak jak przy Olenie Mordobiju i Rizim, chłopi zaczęli się dziwić, a wielu z nich po chwili poczęło zachowywać się dziwnie – zupełnie jakby wiedzieli o kim mowa. Szkoda, że każdy z nich szeptem opowiadał swoim towarzyszom zupełnie inną historię… Wyglądało na to, że ich ignorancja, jaką uświadomił im starzec, zaczynała ich powoli boleć…
- I ostatni! Piętnaście! Diabeł! – chłopi zareagowali mieszanką dotychczas towarzyszących im emocji. Strachem i zdziwieniem jednocześnie. Na karcie widniała postać ni to ludzka, ni zwierzęca z rogami i błoniastymi skrzydłami oraz drugą twarzą na brzuchu. Obok niej stały dwie postacie, mniej kuriozalne, ale za to również z przymiotami diabelskimi. Niektórzy chłopi wyglądali jakby znowu chcieli coś powiedzieć, ale powstrzymali się. – Miecz Ciała! Menoer Geddemor! – Ach to niesławne imię! Czempion Arfakontusa! Prości ludzie nie mogli zrozumieć, czemu aż tyle okrytych hańbą lub budzących grozę nazw przewinęło się w tej „paradzie starożytnych”… Czyżby ci, których nie znali, byli właśnie "tymi dobrymi"? A może tych, których osądzali jako złych, tak naprawdę przysłużyli się światu? A może to ci dobrzy byli ci źli? Za dużo! Za dużo! Za dużo różnych, dziwacznych informacji! Za dużo sprzeczności! Jak to poukładać?!
Jakby ciężkim wysiłkiem nie było uporządkowanie tego, co właśnie usłyszeli biedni chłopi, czekała ich jeszcze jedna – tym razem symboliczna informacja. Leżąca na stole tuż przed nimi. Oto osiem kart, które z takim zapałem przedstawiał starzec otaczało teraz okręgiem osaczoną, ślepą za sprawą przepaski dziewczynę. Co mniej zmęczeni i bardziej spostrzegawczy zauważyli, że ustawione one były tak, by przeciwstawne znajdowały się naprzeciw siebie…
- I właśnie tak wygląda ten świat! – zakrzyknął dziad uderzając rękę w kartę znajdującą się w okręgu – ósemkę mieczy. – A tą kobietą jest każdy z nas! – podniósł rękę. Co dziwne, teraz karta, z perspektywy chłopów, ułożona była do góry nogami, choć wcześniej, każdy z nich mógłby przysiąc, obrazek nie był odwrócony. – Tylko od każdego z nas zależy czy znajdziemy się w pozycji prostej czy też odwróconej! – krzyczał dalej. Ale chłopi chyba niewiele już rozumieli. Ich wzrok był mętny. Dzieci zaś ciągały rodziców za ubrania – wyraźnie chciały iść spać. Dorośli chyba z resztą też.
- To skończę jutro! – zadecydował dziad i zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć, zebrał swoje rzeczy i czmychnął na stryszek, gdzie zgodnie z umową miał zostać na spoczynek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://8mieczy.rpg-board.net
 
Część I: Starożytni
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Klasa Starożytnych Run
» Podręcznik do Starożytnych Run
» Podręcznik do Wróżbiarstwa
» Starożytne Runy [Sebastian Machiavelli]
» Lustro starożytnego jedynego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ósemka Mieczy :: Systemy autorskie :: Ósemka Mieczy :: System :: Teksty długie - wprowadzające w klimat :: Wstęp...-
Skocz do: