/suty/ Jesteś brzydki a szkielet ma 206 kości! /suty/
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

  Amster Niezwyciężony

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Amster Niezwyciężony   Pią Lis 09, 2012 7:59 pm

Ten poranek był ciężki. Zresztą, one wszystkie takie były. Z każdą wiosną życia coraz trudniejsze, bardziej bolesne i - o zgrozo - nadchodzące coraz wcześniej i wcześniej.
Całe życie jest trochę jak cykl przyrody - człek rodzi się i rozkwita na wiosnę, pracuje w pełni sił latem, przygotowuje się na najgorsze i gromadzi ostatnie zapasy jesienią. A potem w coraz szybciej zapadających ciemnościach drży, gdy z wolna pada na niego chłodny dech śmierci. Szczęśliwie do prawdziwych mrozów jeszcze sporo zostało, czułeś jednak wilgoć październikowych deszczy i zimne podmuchy wiatru w swych kościach.
Sam fakt, że ta myśl coraz częściej ci świtała był złym znakiem.

Gdy obudziłeś się w swej komnacie na niebie zaczynało świtać. Tym razem to jednak nie światło wyrwało cię z objęć litościwego snu, lecz uporczywe, acz dziwnie ostrożne stukanie do drzwi.

- Ser Amsterze? - usłyszałeś cichy głos dobiegający zza nich. Chwilę zajęło ci zdanie sobie sprawy, że rozpoznajesz go. To był Kurt, jeden z niższych rangą strażników, nieborak był jednym z najgorszych żołnierzy jakich w życiu widziałeś. Z mieczem radził sobie tak źle, że gotów był pokrajać na plastry sam siebie rychlej niż jakiegokolwiek wroga. Mimo to, umysł miał bystry, a nogi szybkie, toteż zwykle wypełniał rolę posłańca - czy to na polu bitwy, czy na dworze. Niestety, jego zainteresowanie zwykle wieściło jakieś kłopoty. Pytanie, jakiego rodzaju tym razem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pią Lis 09, 2012 8:36 pm

Czas jest zabawnym zjawiskiem. Wspomnienia dawnych dni z jednej strony zdają się tak bliskie, jakby pochodziły sprzed paru dni. A z drugiej między nimi, a teraźniejszością płyną fale lat i miesięcy, w której każda kropla podmywa brzegi i zabiera w nieznane coraz to kolejne kawałki dawnego życia.
Z budzeniem się było tak samo. Jeszcze, wydawać by się mogło, niedawno był on wyraźny i ostry jak wszystko w moim życiu. Zasypiałem szybko, spałem głęboko, a po przebudzeniu mój umysł był od razu gotowy do działania. A teraz światy jawy i snu zaczynają się przenikać, coraz trudniej określić kiedy który się kończy, a drugi zaczyna.
- Już otwieram - wychrypiałem w kierunku drzwi.
Posłańcy, pomyślałem zwlekając się z posłania, muszą być sprytni i szybcy. Głównie po to, żeby po dostarczeniu wiadomości móc uciec przed gniewem odbiorcy. Nie dziwota, że mówi się że brak wiadomości to dobra wiadomość. Zarzuciłem na grzbiet tunikę - miałem zwyczaj sypiać nago, co przydawało się na wyprawach - dowódca śmierdzący mniej od podwładnych do rzecz dobra dla morale. Wyćwiczona ostrożność kazała jeszcze wziąć do ręki pochwę ze sztyletem.
Jeżeli ktoś uznał za stosowne budzić mnie o takiej porze, to zdecydowanie było coś ważnego. A ważne, niespodziewane rzeczy, które dodatkowo wymagają mojej obecności, nie mogą być miłe.
- Kurcie, o co chodzi? - powiedziałem, otwierając drzwi, ale jednocześnie blokując przejście swoim ciałem - zwracanie się po imieniu do podwładnych było dla nich budujące, ale pozwolenie im na zaglądanie do prywatnych kwater dowódcy jest niedopuszczalne.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Lis 11, 2012 9:45 pm

Ach - oblicze Kurta wyglądało jak zwykle. Wychudła twarz, o ostro zarysowanych kościach policzkowych, dziobata skóra o niezdrowej, bladej barwie z którą mocno kontrastowały duże, ciemne i wiecznie rozbiegane oczy. Sam mężczyzna był dość wysoki, lecz wprost przerażająco szczupły. Ileż biedak musiał się namęczyć, by znaleźć dla siebie właściwy mundur!
- Ser Amsterze. - wychrypiał raz jeszcze, pośpiesznie lecz z szacunkiem. Skłonił się przy tym, nieomal tracąc równowagę - Daruj proszę że... ekhm... odrywam cię od twych obowiązków! Pan nasz ma dla ciebie jakieś specjalne hm... zadanie. Tak. Zadanie. Zlecenie. Misję. Nie wiem o co chodzi dokładnie, ale stajenny powiedział mi że praczka usłyszała od lokaja że przybył jakiś gość na zamek. Znajomy dawny jaśnie pana, który potrzebuje hm... eskorty. Obstawy. Ochrony w drodze. Och... aaaa.... wybacz ser, że zawracam ci głowę gadaniem służby! Jaśnie pan wzywał. Do gabinetu swego. Oczekuje, znaczy się!
Stary dobry posłaniec gadał jak najęty, tak, że z trudem można było wychwycić przerwy między jego słowami - a chwile wahania były raczej przerwami na złapanie tchu. Jak zwykle też, gadał zbyt wiele - na jego korzyść przemawiało to, że zwykle plotki które "przypadkiem" zasłyszał, później się sprawdzały. Ale czy teraz też tak miało być? Eskorta? Pewnie oczekiwano, że wybierzesz jej skład. Trudno było oczekiwać, byś sam miał ją poprowadzić. Ale odwiedziny u jaśnie pana o tej porze? To nie było zwyczajne, ani tym bardziej w dobrym tonie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pon Lis 12, 2012 12:28 pm

Jak to mawiają, "Pan każe, sługa musi".
- Dzięki ci za wiadomość, Kurcie - odpowiedziałem posłańcowi - przekaż Jaśnie Panu, że zjawie się rychło.
Poczekałem aż ten się oddali i przystąpiłem do przygotowań. Przez tyle lat stykania się z dworem, mimochodem nauczyłem się sporo o zwyczajach tutaj panujących jak i protokole. Między innymi tego, że wzywany w środku nocy, nie pełniący właśnie służby rycerz mógł sobie pozwolić na pewne odstępstwa w kwestii stroju i wyglądu od tego, jak powinno się prezentować przed obliczem władcy. Tak więc ubrałem się w jakiś czysty i schludny strój w składzie tuniki i spodni i wysokich butów, przypasałem miecz i przeczesałem włosy. Niestety, mój suzeren będzie musiał obejrzeć moje nieogolone lico. Obmyłem do tego trochę twarz, by spłukać z niej resztki snu. I nabrałem parę głębokich wdechów.
To mogą być ostatnie spokojne chwilę w ciągu najbliższego czasu, więc chciałem się jeszcze nimi nacieszyć.
Po chwili już szybkim krokiem zmierzałem ku gabinetowi jaśnie pana. W myślach robiłem przegląd wszystkich bliskich i dalszych znajomych księcia jakich znałem, starając się domyślić o kogo chodzi. Myślałem także nad ostatnio poruszanymi na dworze sprawami - może podpowiedzą mi przedmiot tego zamieszania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Lis 14, 2012 10:29 pm

Wędrówka zamkowymi korytarzami nie była długa. Twoja kwatera leżała ostatecznie dość blisko pomieszczeń zajmowanych przez władcę. W sumie, była to kwestia czysto strategiczna i wynikająca z troski o bezpieczeństwo. Wszak najlepiej, by komnaty najbliżej księcia zajmowali ci, którzy najbardziej godni są zaufania a przy tym zdolni w razie potrzeby będą bronić go przed niebezpieczeństwem.
Po drodze nie napotykałeś właściwie ludzi. Tu i ówdzie przemknął się jakiś służący czy służąca, wszyscy oni byli pochłonięci swymi obowiązkami i jedynie bojaźliwie kłaniali się przed tobą i schodzili jak najprędzej z drogi.
W sumie, było to dość zaskakujące. Zwykle nie byli tacy unikający. Ale cóż, może to było tylko wrażenie wywołane niewyspaniem?

Po drodze odmawiałeś w myślach litanie imion osób, które mogły być owymi tajemniczymi gośćmi. Gdy dotarłeś jednak na miejsce - okazało się że drzwi gabinetu są otwarte, z wnętrza zaś dobiegały odgłosy rozmowy.

- Wejdź Amsterze! - posłyszałeś głos księcia. Najwyraźniej musiał zobaczyć cię, jak idziesz korytarzem. Gdy znalazłeś się w środku*, prócz samego pana zamku był tam jeszcze jeden mężczyzna. Wysoki, o włosach koloru ściętego zboża. Jego twarz cechowały rysy ostre i szlachetne, acz nad wyraz przyjazne i miłe. Cera jego była jasna, lecz nie była to chorobliwa bladość; zdawało się być w niej coś metalicznego i promieniującego światłem, a przy tym trudnego do uchwycenia. Nie znałeś tego człowieka, z pewnością był jednak osobnikiem wyższego stanu, majętnym, a przy tym praktycznym. Nosił strój kosztowny, lecz dobrze dopasowany, wygodny i wytrzymały, w sam raz nadający się na podróż. Wysokie buty do jazdy konnej były doskonale utrzymane, spodnie ciepłe i solidne, choć haftowane w delikatne motywy roślinne na wysokości łydek. Na wszystko, zarzuconą miał długą tunikę sięgającą za kolana, na tyle luźną by nie krępowała ruchów, a przy tym dość dobrze dopasowaną by zbędna materia nie plątała się niepotrzebnie. Górna część stroju również była wyszywana, tym razem jednak w delikatne wzorki które po bliższym przyjrzeniu się okazywały się literami składającymi się w słowa.
Przypominało to szaty, jakie kapłani Tysiąca Tysięcy Błogosławieństw zwykli nosić. Wypisywali na nich wyznawane przez siebie Święte Imiona. Wodząc w chwilach modlitwy palcami po tych wpisach, przywoływać mieli szczególne ich dary i wspominać je z nabożną czcią.
A więc duchowny?

- Ach! Więc oto ser Amster o którym tyle słyszałem! Bądź pozdrowiony rycerzu! - rzekł domniemany kapłan.









*pozwoliłem sobie przyśpieszyć nieco reakcję by nie przeciągać. Jeśli masz obiekcje - naturalnie możemy to zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Czw Lis 15, 2012 2:49 pm

[żadnych obiekcji nie mam]

Kapłan! Chciałem opowiedzieć na jego powitanie, ale rycerza, jak i każdego stojącego przed obliczem swojego władcy, obowiązują pewne reguły.
- Panie. - zwróciłem się do księcia i przykląkłem przed moim suzerenem.
Kiedy ten dał znać, żebym się podniósł, oddałem honory drugiemu z przebywających w tej komnacie. Pokłoniłem się w wyrazie szacunku, należnego duchownym. I nie był to bynajmniej konwenans. Mimo że obrządki religijne nie zajmowały w moim życiu nadmiernie wiele czasu, to w głębi serca wierny byłem drodze wyznaczonej przez tysiąc tysięcy błogosławieństw. A nawet jakby tak nie było, to w moim odczuciu kapłani dowolnej religii, dający pocieszenie wszystkim nam maluczkim na tym łez padole, zasługiwali na szacunek.
Jego ubiór tym bardziej wzbudzał moja sympatię do jego osoby. Na Dworze panowało przekonanie, że wykwintność i przepych stroju jest ważniejsze od wszystkiego innego. Moim zdaniem ubranie może być zdobne, ale najważniejsze by było wygodne. Przyodziewek ów kapłana mówił wyraźnie, że albo zaraz wyrusza w podróż, albo z niej wrócił, albo też na tyle często zmienia miejsce w którym właśnie przebywa, że maniera ubierania się wygodnie weszła mu w krew.
Niemniej jednak, dalej go nie poznawałem. Rzuciłem jeszcze okien ma napisy na jego tunice, w nadziei że ich znaczenie coś mi podpowie.
Rozważania moje, pomimo rozwlekłości z jaką tutaj je przytaczam, nie trwały dłużej niż ułamek sekundy. Na tyle krótko żeby nie uradzić gościa, który odezwał się do mnie. teraz nastąpił odpowiedni czas, by mu odpowiedzieć.
- Pozdrawiam i ja ciebie, dobry człowieku - była to najbezpieczniejsza forma, jaką mogłem wymyślić. żywiłem też nadzieje, że w ten sposób dam do zrozumienia że chętnie poznałbym tożsamość mojego rozmówcy. Powitałbym go jako kapłana, ale nie byłem pewien czy jest nim faktycznie, a w przypadku błędu w moim domniemywaniu mógłbym popełnić straszliwy afront.
Jako że to Książę wezwał mnie tutaj, kolejną swoją wypowiedź skierowałem do niego.
- Wzywałeś mnie, Panie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pią Lis 16, 2012 9:55 pm

Przyglądając się szacie kapłana, zauważyłeś z pewnym zdziwieniem fakt, że słowa na niej wypisane były przy użyciu różnych języków - ba! - czasem wręcz innych, nie znanych ci alfabetów. Dostrzegłeś tam "Roztropność", "Mądrość", "Odwagę", "Przenikliwość", "Niezłomność" oraz "Siłę". Był to wybór dość dziwny. Przynajmniej w tych stronach, gdzie większość duchownych i wiernych tej religii była skłonna czcić raczej dary związane z miłosierdziem oraz dobrobytem. Kult świętych imion przyjął się w tych stronach, i choć na zamku zawsze był mile widziany i część szlachetnie urodzonych przyjęła go jako swą wiarę, wciąż głównymi wyznawcami byli raczej chłopi i drobni mieszczanie, i to ku ich potrzebom nakierowane były duchowe zabiegi. Na obcość owego człowieka wskazywał też fakt, że nigdy wcześniej nie widziałeś go, oraz owe cudzoziemskie napisy. Cóż też one mogły znaczyć?
Chwilę zamyślenia przerwał głos władcy, księcia Pawła.
- Tak. Wzywałem, wzywałem. - powiedział dziwnie przyciszonym głosem, w którym wyczuwalne było przeciągnięcie. Tak, jakby nie chciał mówić dalej. Odkładał swe następne słowa, w nadziei że nigdy nie będzie musiał ich wypowiedzieć. To było doń nie podobne - jako władca i człowiek, był raczej zdecydowany, pewny siebie i energiczny. Rzadko się wahał, a w słowach potrafił być ostry i pozbawiony zahamowań nawet dla najbliższych ludzi ze swego otoczenia.
- Mam dla ciebie zadanie, wyjątkowej wagi. Mój przyjaciel, świątobliwy Lunjusz, którego tu widzisz... poprosił mnie o przysługę. Jestem mu ją winien już z dawien dawna, a ty wydajesz się właściwym człowiekiem do jej zrealizowania.. Zamaszystym gestem ręki wskazał ci miejsce na którym mogłeś usiąść. Również nietypowe. Zwykle przyjmował swych gości na stojąco i tego samego oczekiwał od nich, tymczasem teraz sam zasiadł w głębokim fotelu. Podobnie ów Lunjusz przysiadł na drewnianym zydlu obok tego, który tobie samemu wskazano.
- Usiądź Amsterze. Powiedz mi, czy uważasz się za lojalnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Lis 18, 2012 12:07 pm

Szata kapłana była intrygująca. Dobór cnót, jakie miał na niej wypisane był stosowny bardziej dla kogoś obytego z mieczem lub buławą, niźli z potrzebami prostych ludzi. Wszak czy chłopu na polu potrzeba jest niezłomność, lub odwaga? Błogosławieństwo siły, czy przenikliwości byłoby potrzebne raczej mnie.
Usiadłem na zydlu, kiedy władca zadał mi pytanie. Dobrze że już siedziałem.
Doprawdy, mam nadzieje że lata ćwiczeń w panowaniu nad własną twarzą nie zawiodły mnie właśnie teraz. Cóż to był za ból, cóż za afront. OD kiedy sięgam pamięcią, narażałem zdrowie i życie na chwałę Jego Wysokości i jego rodu. Zawsze byłem lojalny, najmniejsza myśl o zdradzie nigdy nie skalała mojego umysłu. A Nawet w ostatnich latach, kiedy przekonałem się że mój suzeren nie jest ani o jotę lepszym człowiekiem ani ode mnie, ani od reszty swoich poddanych, co więcej - kiedy zdałem sobie sprawę że pod wieloma względami od swoich poddanych jest gorszy, dalej trwałem na swoim posterunku. broniłem jego życia i honoru. Mimo że słyszałem wiele rzeczy, których nikt słyszeć nie powinien, żadna z nich nigdy nie opuściła mojej głowy. Czym więc sobie zasłużyłem na jakiekolwiek wątpliwości względem mojej lojalności?
Poczułem się, jakby ktoś na moich plecach układał wielki ciężar. Tyle lat poświęcenia, a mój Pan wątpi w moją lojalność.
Jednak po raz kolejny zatrzymałem całą tą burzę wewnątrz siebie.
- Tak Pani, jestem lojalny. - odpowiedziałem tylko. Najspokojniej jak potrafiłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pon Lis 19, 2012 10:18 pm

Książę skinął głową. Chyba zauważył twe zmieszanie zadanym pytaniem, mimo największych wysiłków by je ukryć. Zmarszczył brwi i nerwowo potarł czoło dłonią. Wziął głęboki oddech, zawahał się jednak znów, nim się odezwał. Gdy to zrobił, w jego głosie znać było wyraźny smutek.
- Wiem, że to pytanie było nieuczciwe. Wierności dowiodłeś nie raz. Ale cierpliwość z jaką zniosłeś tę... zniewagę, mówi sama za siebie jeśli...
Chciał rzec coś jeszcze, lecz ciche chrząknięcie kapłana przerwało mu. Paweł zwrócił spojrzenie ku Lunjuszowi, który pokornie skłonił głowę i wzniósł dłoń w uspokajającym geście. Mimo skromnej postawy, przerywanie władcy nie było w żadnym razie czymś, czego można by spodziewać się po bogobojnym duchownym.
- Wybacz mi, książę, i ty, Amsterze. - rzekł cicho, spokojnie - To ja nalegałem na tę... próbę. Zależało mi bardzo na człeku nie tylko dzielnym i wiernym, ale także o silnej woli. Widzę jednak, że żądałem zbyt wiele i za to przepraszam.
Paweł odchrząknął, ignorując oczywisty afront i naruszenie etykiety. Znając go, gdyby coś takiego zrobił ktoś inny niedługo zabawiłby na dworze. Widać ten dziwny kleryk cieszył się u niego szczególną estymą i mógł pozwolić sobie na bardzo wiele.
- Tak. Tak. Czcigodny Lunjusz wyjaśnił to doskonale. Tak czy inaczej, mam dla ciebie zadanie. Ty jeden cieszysz się wystarczającym zaufaniem i masz dość zdolności i doświadczenia. Nasz gość, - tu skinął w stronę klechy - jest w trakcie... pielgrzymki. Dość niebezpiecznej, a naszym wspólnym celem i interesem jest, by dotarł do celu nietknięty. Gdyby to było możliwe, dałbym mu i cały oddział na straż, lecz ważna jest tu też dyskrecja. Czy rozumiesz, o co chcę cię prosić, Amsterze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Lis 21, 2012 9:09 pm

Najpierw był szok. Potem nagłe uczucie lekkości - to jednak była tylko próba. Okrutna, ale mimo wszystko próba. Postarałem się mimo wszystko utrzymać postawę i minę - podczas pełnienia służby wszelakie emocje powinny zostać daleko, zarówno te niszczące, jak i budujące.
Jednak ów kapłan coraz mniej mi się podobał. Widać było że to nie jest zwykły duchowny. Zachowuje się zbyt pewnie. Nawet sam książę go nie onieśmiela. Widać że jest przyzwyczajony jeśli nie do posłuchu, to chociaż do możliwości nieskrępowanego wyrażania swoich myśli. Kim on jest? Czemu jest taki ważny? I czemu wcześniej o nim nie słyszałem?
Na dodatek trudno mi wyobrazić sobie cel w jakim ktoś musiałby wyzbyć się zbrojnej eskorty i powierzać życie jednemu tylko rycerzowi. Sugeruje to jakieś wątpliwe moralnie sprawy. Oczywiście wiem, że w polityce czasami trzeba działać tak, żeby nie wzbudzać niczyjego zainteresowania, ale czy sama polityka nie jest wątpia moralnie?
Nie moją jednak rolą wydawać werdykty na temat decyzji ważniejszych niż ja. Słowo pana zawsze będzie dla mnie rozkazem, tak samo jak i w tym przypadku. Nawet jeżeli oznacza to wyprawę w niewiadomym celu, z dziwnym człowiekiem.
Czy rozumiem o co jestem proszony? Nie. Pomimo lat tutaj spędzonych nigdy nie nauczyłem się, albo nie chciałem nauczyć czytać między wierszami. Pielgrzymka... eufemizm.
- Rozumiem, Panie - odpowiedziałem, pozwalając ustom zadać kłam moim myślą. - jednak chciałem przestrzec, że nawet podróżując bez herbu, moja twarz jest ...rozpoznawalna. Czy nie narazi to na szwank dyskrecji ów misji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Czw Lis 22, 2012 9:49 pm

Paweł westchnął, wsparł się o blat na łokciach i złączył dłonie ze sobą, przykładając je do twarzy. Zachowując milczenie, przeniósł wymownie wzrok na swego gościa. Ten jedynie skinął głową porozumiewawczo, i wiercąc się lekko na swym siedzisku przejął inicjatywę, odzywając się do ciebie:
- Jakby to wyjaśnić, rycerzu... nawet gdybyś wdział herbowy płaszcz, wziął sygnowaną tarczę a do siodła przytoczył sobie książęcy proporzec, tam gdzie się udamy niewiele by one mówiły. Na wszystko co święte, wolałbym byś tego nie robił! Gwarantuję jednak, że twe oblicze nie będzie nikomu - poza mną rzecz jasna - znajome. Czy wiesz coś o Dallji? - spytał.
Sama nazwa niewiele ci mówiła. Słyszałeś kiedyś to słowo, lecz było to zbyt dawno, lub było zbyt mało znaczące, byś kojarzył je z czymkolwiek konkretnym.
- Nie. - odparłeś krótko. Zawsze byłeś raczej oszczędny w słowach.
Lunjusz skinął głową ze zrozumieniem.
- To miasto... w pewnym sensie. Leży w górach na północ stąd, w niewielkiej kotlinie. Dość specyficzne miejsce, jeśli wolno mi tak powiedzieć. Od jakichś, hmmm, od co najmniej kilku pokoleń jego bram nie przekroczył nikt. Ani z zewnątrz, ani z wewnątrz. Naszym celem jest świątynia w jego centrum. Cóż, szlachetny Amsterze - będzie zabawnie! A to dlatego, że ostatnie kilka osób, jakie próbowały się tam dostań skończyły przed bramami. Wbite na pale. I podpalone. - z jakiegoś powodu, w jego słowach brzmiała autentyczna radość! Nie z losu nieszczęśników. Raczej na myśl o wyzwaniu które - jak z jego słów wynikało - było co najmniej na wpół samobójcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Lis 25, 2012 2:20 pm

Cała ta sytuacja wydawała mi się wciąż bardziej i bardziej absurdalna. Paweł, pomimo jego rozlicznych wad, nie był nigdy człowiekiem wysyłających ludzi na samobójcze misje. A przynajmniej wysyłających ich na samobójcze misje bez żadnego celu. A w tym wypadku cel cały czas pozostawał niejasny.
I ten kapłan, któremu radość sprawiała myśl o praktycznie pewnej śmierci. Zaprawdę! Odwaga jest cnotą i znam (chociaż w wielu przypadkach trafniejsze byłoby powiedzieć: znałem) wielu mężów, którzy bez wahania rzucali się w największe niebezpieczeństwa, ale nawet ich to nie bawiło. A ten mężczyzna...
Przez chwilę pomyślałem, że cechy które ten ma wyhaftowane na odzieży dotyczą jego samego. Tylko że taka wyprawa stała w sprzeczności zarówno z Roztropnością jak i Mądrością. Chyba że faktycznie w tym wszystkim kryje się coś, o czym panowie nie chcą mi powiedzieć.
Przez te parę chwil przemknęło mi przez głowę sporo różnych myśli. Skoro misja, wedle słów kapłana, prawie na pewno skończy się naszą śmiercią, to czemu niby miałbym ją witać z radością? Wszakże jeszcze zostało przede mną parę lat życia. Ale z drugiej strony, czy to co robię teraz to faktycznie życie, czy już tylko wegetacja z dnia na dzień? Może w ten sposób los dawał mi szanse na jeszcze jedną wyprawę? na przygodę? Aby zakończyć swoje życie tak jak przystało rycerzowi, z mieczem w ręce?
- Dobrze - odpowiedziałem na to wszystko - skoro taka jest wasza wola, Panie, będę służył Czcigodnemu Lunjuszowi za eskortę.
Nie przyszło mi do głowy nic więcej, co mógłbym powiedzieć. Najchętniej już w tym momencie wstałbym i rozpoczął przygotowania do wyprawy. Ale z tym musiałem poczekać aż mój Suzeren pozwoli mi odejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Lis 25, 2012 3:21 pm

Książę Paweł skinął głową wyrażając milczącą aprobatę. Otworzył usta - chciał coś jeszcze powiedzieć, lecz w tym momencie do pomieszczenia wkroczyła nowa osoba. Ubrany w strój służącego, szczupły, średniego wzrostu mężczyzna o kilkudniowym zaroście, zmierzwionych ciemnych włosach. Rozpoznałeś w nim Rena, pomocnika z zamkowej kuchni. Wyglądał wprost strasznie - blady, o podkrążonych oczach, trząsł się lekko jak gdyby z zimna czy przemęczenia. Nie widziałeś go od kilku dni, teraz jednak wyglądał dosłownie jak cień samego siebie. W dłoniach trzymał drewnianą tacę na której stały kielichy.
- W-w-wino. Książe p-pan-nie.... - wyjąkał ochrypłym głosem. Jego spojrzenie omiotło pomieszczenie, zdawało się być jednak całkiem nieprzytomne, zamglone, szkliste.
Kątem oka zauważyłeś, że Lunjusz drgnął widząc go. Jego postawa stężała, nie odezwał się jednak ani słowem. Najwyraźniej widok służącego w tak marnym stanie wzbudził jego pożałowanie. Tak przynajmniej ci się zdało.
- Nie prosiliśmy o nie, Ren. - usłyszałeś chłodny, poirytowany głos Pawła, który wydawał się nie tylko zaskoczony, ale i zagniewany obecnością sługi.
Mężczyzna nie odpowiedział ni słowa. Zakrztusił się. Naczynia wyleciały z jego dłoni i spadły z brzękiem na podłogę, a wokół nich szybko utworzyły się kałuże czerwonego trunku. Z jego ust pociekła struga gęstej śliny i flegmy, gdy kolejne kaszlnięcia targały nim. Rzęził straszliwie, jak gdyby dopadły go suchoty. Przechylił się do przodu, wyrzucając na podłogę kolejną porcję plwocin.
Książę poderwał się z miejsca, odsuwając krzesło. Odsunął się o krok, chciał jeszcze coś rzec - lecz nie zdążył.
Tryskając z ust pieniącą się śliną, służący rzucił się z ochrypłym jękiem ku niemu, wysuwając przed siebie dłonie o rozcapierzonych palcach, tak, jakby chciał rozszarpać gardło władcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Lis 25, 2012 6:36 pm

Zadziałałem odruchowo. W takich monetach nie ma czasu na zastanawianie się o co właściwie chodzi. Nie zdążyłem nawet wyjąć broni z pochwy - zerwałem się z zydla i jeszcze tym samym ruchem rzuciłem się na napastnika, pragnąc schwycić go i powalić z nóg.
Mój zamiar się powiódł. już po chwili przygniatałem swoim ciałem Rena. Chciałem coś powiedzieć, ale nie zdążyłem. Chłopak, pomimo swojej wątłej postury szarpał się z furią, wrzeszczał coś niezrozumiale i drapał mnie po twarzy. Byłem zaskoczony jak wiele sił był w stanie wykrzesać z siebie ten młodzieniec, zważywszy na jego posturę i stan. Ciężko mi było go utrzymać.
Trzeba było coś zrobić z jego rękami. Spróbowałem ustawić się tak, aby usiąść mu na miednicy, a swoimi rękami złapać go w przegubach. I utrzymywać go tak całą masą swojego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Lis 25, 2012 8:31 pm

Udało ci się na chwilę unieruchomić sługę, ten jednak rzucał się coraz mocniej i zdałeś sobie sprawę że masz poważny problem z utrzymaniem go w ryzach. To było wprost niemożliwe,by ten trzęsący się cherlak miał taką krzepę! Poczułeś, że twój uchwyt na jego przegubach słabnie od całej tej szamotaniny i zbyt długo nie wytrzymasz w ten sposób.
Już zaczynałeś myśleć co uczynić dalej, gdy nagle na twą twarz trysnęła jakaś gorąca ciecz, o znajomym zapachu. W tym samym momencie opór przeciwnika ustał, mięśnie Rena rozluźniły się i zwiotczały, a on sam znieruchomiał zupełnie. Przetarłeś ręką oczy i zdałeś sobie sprawę że to co splamiło twe oblicze było krwią.
Przed tobą przyklękał Lunjusz - trzymał w dłoni krótki sztylet, wbity głęboko w oczodół sługi. Ostrze weszło czysto i precyzyjnie, kierowane pewną ręką kapłana. Ten zaś nie patrzył nawet na ciebie, lecz na zwłoki u swych stóp. Jego mina była niczym wykuta z kamienia - pozbawiona emocji, zacięta i skoncentrowana.
- Nie dobrze. - wycedził przez zaciśnięte zęby. Nie zawracając sobie głowy, powstał i otrzepał dłonie jakby chciał pozbyć się z nich niedostrzegalnego ludzkim okiem pyłu.
- Książe Pawle, ostrzegałem cię przed tym wcześniej. Powinniśmy ruszać i nie tracić czasu. - rzucił tylko w kierunku twego władcy, tak jakby całkiem zapomniał o tobie i o tym, że właśnie zgładził człowieka.
Jego uwaga została skwitowana tylko skinięciem głowy arystokraty, który zakrył usta dłonią jakby bał się w ogóle odezwać.
- Ser Amsterze, przygotuj swoje rzeczy... myślę, że powinniśmy opuścić to miejsce i to szybko.. Mówiąc to, duchowny skłonił się lekko wam obojgu i pośpiesznie opuścił pomieszczenie. Jeszcze przez chwilę na korytarzu było słychać stopniowo cichnący odgłos jego kroków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pon Lis 26, 2012 11:56 am

Widziałem w swoim życiu już naprawdę wiele, więc nie łatwo było mnie zadziwić. Jednak to co się tam działo całkowicie wymykało się mojemu pojmowaniu.
Podniosłem się z trupa, wytarłem rękawem twarz. Nie wiedziałem zbytnio o co chodzi, ale tak beznamiętny stosunek ów Luncjusza do obierania innym życia był nieco przerażający. Może był pod wpływem jakiegoś uroku, albo ziół, ale cały czas to jeden ze sług pałacowych, którym chociaż z tego względu należało się odrobinę szacunku.
Kiedy więc tylko doprowadziłem swoją twarz do jakiegoś porządku, przyklęknąłem przy zwłokach i zamknąłem powieki nieboszczykowi. Zapewne zaraz będę musiał zorganizować kogoś, by zabrał stąd Rena, ale póki co takie coś musiało starczyć.
Powstałem i odwróciłem się do władcy.
- Panie? - zapytałem. W zasadzie chciałbym żeby wyjaśnił mi o co u licha chodzi z tym wszystkim, ale skoro Paweł stwierdził że takie informacje jakie mi udzielił są dla mnie wystarczające, nie mnie było podważać jego decyzje. Czekałem więc chociażby aby mój suzeren pozwolił mi się oddalić i zająć organizacją swojego wyjazdu, organizacją na ten czas straży przybocznej księcia i pogrzebem Rena, a przynajmniej uprzątnięciem jego zwłok z tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Wto Lis 27, 2012 11:34 am

Książę był w wyraźnym szoku. Oddychał szybko, jego twarz była blada, oczy rozbiegane. Cały trząsł się lekko, zajął jednak miejsce w swym siedzisku, przysłonił usta dłońmi i starał się ze wszystkich sił zebrać w sobie na tyle przynajmniej, by nie było widać po nim oznak strachu.
Słysząc twoje pytanie, chwilę zajęło mu skoncentrowanie wzroku. Wydawało się, że nie dociera do niego w ogóle fakt, że ktoś jeszcze jest w pomieszczeniu prócz niego.
- Ach... - stęknął krótko, zupełnie tak, jak czynił ktoś kto właśnie coś sobie przypomniał. Wciąż nie odrywając dłoni od twarzy, mówił przez nie stłumionym, ponurym głosem, patrząc gdzieś ponad tobą, na jakiś niezauważalny punkt na ścianie.
- Biedny Ren... Wiesz, że był synem rycerza? Nieślubnym, rzecz jasna. Mojego kuzyna i jakiejś dziewczyny z kuchni... biedak, chyba sam nie wiedział że byliśmy spokrewnieni. Tyle lat służył tutaj, zawsze bez zarzutu... a teraz co?
Zamilkł na chwilę. Zauważyłeś, że powoli nieco się uspokajał. Przymknął oczy i roztarł skroń. Nie był już młodym człowiekiem, lecz zawsze pełnym wigoru i energii. W tej chwili, gdy zmartwienie malowało się na jego twarzy wyraźnie widziałeś zmarszczki, blizny i inne znamiona jakimi naznaczył go czas i pełne trosk życie.
- Znam Lunjusza od wielu lat. Ostrzegał mnie przed tą chwilą już dawno temu a ja zawsze myślałem że przesadza. Wiesz, jacy są kapłani. Ci od imion to zwykle spokojni ludzie, ale i tak jestem zdania że wszyscy mają poprzewracane we łbach, a ten chyba najbardziej. Wiesz, że ma w sobie trochę elfiej krwi? Jakiś pradziad czy coś w tym rodzaju... - Paweł najwyraźniej zdał sobie sprawę, że jego myśli błądzą gdzieś w dziwnych kierunkach i przywołał sam siebie do rozsądku - Wybacz. Amsterze, zgaduję że oczekujesz jakichś wyjaśnień, i na bogów, należą ci się. Ale nie mam teraz siły... zanim wyruszysz, idź do mistrza Safiera. Pewnie znowu siedzi w tej swojej bibliotece i zaczytuje się w baśniach. To druga osoba która wie coś o waszej wyprawie. Wypytaj go o co chcesz i ruszajcie jak najprędzej... a... i przyślij tu kogoś żeby... posprzątał.
Ostatnie słowo z wyraźnym trudem przeszło przez gardło władcy.
Zresztą, sama jego propozycja spotkania się z Safierem była dość dziwna. Paweł nigdy nie cenił rad starego czarownika i trzymał go na zamku raczej z powodu prestiżu. Ostatecznie, jaki książę mógł przyznać że nie ma na swym dworze uczonego, maga, astrologa czy innego szarlatana który szczycił się swą wątpliwą wiedzą? Safier był pod tym względem o tyle wyjątkowy, że nie wywyższał się nad innych, nie chwalił swymi mocami jak paw w okresie godowym, lecz był przy tym do reszty zbzikowany. Stary już, ledwo chodzący nawet o lasce, zwykle spędzający całe dnie paląc wyjątkowo śmierdzącą fajkę i zaczytujący się w na wpół przegniłych tomach na zakup których naciągał Pawła wiecznie nadwyrężając jego cierpliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Lis 28, 2012 6:24 pm

Skinąłem tylko głową. To nie był dobry dzień, a z minuty na minutę stawał się coraz gorszy i dziwaczniejszy. A to cały czas był świt. Skłoniłem się i opuściłem komnatę. Najpierw należało poszukać kogoś kto zajmie się ciałem Rena, któryś z zarządców powinien być odpowiedni. Powiadomić dowódce gwardii o mojej nieobecności i poprosić o wyznaczenie dobrych, zaufanych ludzi do czuwania nam bezpieczeństwem księcia. Potem trzeba przygotować się do wyprawy - odwiedzić stanie aby oporządzili mi konia, a potem wyciągnąć jakiegoś młodego chłopaka, żeby uszykował moją zbroję i pakunki na drogę - najchętniej sam bym się tym ostatnim zajął, ale obawiałem się że czasu nie było za wiele. Po tym wszystkim mogłem iść do Safiera.
Krzątanie się po korytarzach i załatwianie sprawunków trochę mnie uspokoiło - w jakiś sposób czułem, że odzyskuje kontrolę nad tym co się dzieje dookoła mnie. A było to mi potrzebne, bo czułem się tamtego dnia wyjątkowo stary. Miałem nadzieje, że mag wyjaśni mi o co właściwie w tym wszystkim chodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Czw Lis 29, 2012 3:44 pm

Przełożonemu służby trudno było wytłumaczyć konieczność poczynienia tak niezwykłej natury porządków w gabinecie księcia. Nie dopytywał o nic, nie komentował, właściwie to nic nie mówił Ale z samej jego postawy mogłeś wywnioskować, że martwi się sytuacją. Być może jego milcząca akceptacja i ponure skinięcie głową było dla ciebie cięższe do zniesienia niż gdyby miał się rozgadywać, wywiadywać o szczegóły. Solidność była niekiedy bardziej bolesna od profesjonalizmu.
Dowódca gwardii z kolei był przypadkiem o wiele prostszym. Jakaś wieść widać dotarła już do jego uszu - choć trudno domyślić się jaka. Informację o twym wyjeździe powitał ogromnym zaskoczeniem i - co mile połechtało twą dumę - niechęcią. Zarzekał się długo że to źle, że taki rycerz, wojownik tak wspaniały opuszcza zamek i udaje się czort jeden wie gdzie i w jakim celu. Wspomniał jednak, co z kolei ciebie nieco zadziwiło - że już wcześniej nieco dostał polecenie przygotowania koni, ekwipunku i zapasów. Obiecał też osobiście zająć się tym, by ktoś przygotował twe osobiste sprzęty do drogi.
Pożegnawszy go, ruszyłeś do części zamieszkiwanej przez starego maga.
Jak zwykle, drzwi jego komnaty były ledwo przymknięte. Nacisnąłeś klamkę i wszedłeś do środka. W twe nozdrza uderzył gryzący zapach fajkowego dymu, który gęstą chmurą zaczął wylewać się na zewnątrz. Nawet oczy łzawiły lekko! Stary, dobry Safier, palący jak najęty od samego rana. O ile oczywiście kładł się w ogóle spać i nie kopcił przez całą noc, zaczytany w jakiejś poszarzałej ze starości księdze, która zainteresowała go z niewiadomego powodu.
Safier siedział w wysokim, miękkim fotelu. W rękach trzymał - jak przewidziałeś - opasłe tomisko które zapamiętale wertował, mrucząc pod nosem nieustannie "nie, nie, nie, nie... nie to, nie, nie...". Zdawał się w ogóle nie zauważać twej obecności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sob Gru 01, 2012 4:39 pm

Rozmowa z dowódcą gwardii pozostawił po sobie pewien niesmak. Nie z powodu zachowania samego rozmówcy, a tego, że najwyraźniej w całym zamku byłem ostaniom osobą, która dowiedziała się o swoim wyjeździe.
Kiedy więc stanąłem w drzwiach Safiera nie byłem w dobrym humorze. Zdecydowanie nie. A tutaj jeszcze czekała mnie rozmowa z tym dziwnym człowiekiem. Przyznaje, że ten, jak i w sumie wszyscy inni czarodzieje budzili we mnie niepokój. Widzieli sens tam, gdzie ja nigdy go nie dostrzegałem, a rzeczy oczywiste i przyziemne często zdawały się dla nich nie istnieć. Mimo pewnej prostoduszności i poczciwości Safiera, cały czas miałem świadomość że wie on o rzeczach dla reszty ludzi niepojętych. I nie wiedziałem jaki jest groźny - bo nie potrafiłem ocenić co magia może, a czego nie.
Wszystko to sprawiało, że zawsze kiedy przychodziło mi rozmawiać z czarodziejem, natychmiast stawałem się czujny i sztywny. A on to chyba wyczuwał.
Chrząknąłem, aby zwrócić uwagę lokatora tego pokoju na moją obecność. A jeżeli to nic by nie dało, czym bym się nie zdziwił, miałem w zapasie serię coraz mocniejszych uderzeń w drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Gru 02, 2012 7:29 pm

Chrząknięcie istotnie nie dało absolutnie nic. Starzec dalej mruczał swoje, wertował pożółkłe strony i wędrował umysłem gdzieś po innych, dalekich i obcych miejscach. Kilka głośniejszych i bardziej stanowczych uderzeń w drzwi przywołało jednak jego ducha z powrotem na ziemię. Gdy je usłyszał, podskoczył lekko w fotelu i zadrżał, kierując swój wzrok w twym kierunku i zamrugał zmęczonymi, szklistymi oczyma. Och, czarownik czy nie - powinien bardziej uważać na swe lata, więcej spać, a nie zarywać noce w towarzystwie fajki i stert wiekowych woluminów.
- Aa-aa-aaamster! - wydukał z przejęciem, przeciągając głoski tak, jakby nie do końca mógł przypomnieć sobie, jak wymawia się twe imię. Możliwe zresztą, że niezbyt dobrze to po prostu pamiętał. Ostatecznie, na co dzień raczej nie współpracowaliście zbyt wiele, wasze obowiązki były zbyt bowiem odległe od siebie. Widząc że nie protestujesz przeciw byciu określonym tym mianem, odchrząknął cicho, pewnie by dodać sobie nieco animuszu, ciut więcej powagi. Nie pomogło to może zbyt wiele, ale i nie zaszkodziło.
- Cóż cię do mnie sprowadza? Czyżby dziś rada u księcia? Nie... nie, nie... to chyba za dwa dni, e? Cóż się stało mój młody przyjacielu?
Określenie cię młodym, mimo wszystko cię rozbawiło. Safier zwracał się tak nieomal do wszystkich - i pewnie nie bez kozery - był w zamku zdecydowanie najstarszym lokatorem, a patrząc na niego rzeczywiście mogłeś poczuć się niczym młokos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Gru 02, 2012 7:45 pm

Trudno było powstrzymać się od uśmiechu słysząc takie określenie własnej osoby. Miło było wiedzieć, że są jeszcze na świecie ludzie wyprzedzający cie wiekiem tak znacznie, że niewiele różniłeś się dla nich od gołowąsa. Przygotowałem się wewnętrznie do rozmowy która miała teraz nastąpić - Safier bywał bardzo roztargniony, a mi szybko kończyła się cierpliwość, kiedy mój rozmówca błądził gdzieś myślami i wymagał by wielokrotnie powtarzać to samo.
- Mistrzu Safierze - skłoniłem lekko głowę - przybywam do ciebie z polecenia Księcia. Mam od ciebie uzyskać informacje na temat miasta o nazwie Dallj... - zawahałem się chwilę, ale książę sam powiedział, że Safier wie już o wyprawie. Zdaje się więc że nie musiałem zatajać przed nim żadnych informacji. - oraz o tym, dlaczego tak ważna jest wyprawa w to miejsce i dlaczego kapłan Luncjusz ostrzegał przed tym miastem księcia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Gru 02, 2012 8:08 pm

Safier zamrugał ponownie - po chwili zaś na jego twarz spłynęło nagłe olśnienie.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! No tak! - wykrzyknął zachrypniętym głosem, co skończyło się krótkim napadem suchego kaszlu. Szczęśliwie, starzec szybko opanował go i wrócił do siebie, po czym energicznie pokiwał głową. Odłożył na bok czytaną aktualnie księgę, ale nie wstał z fotela.
- Usiądź gdzieś... gdzieś... o, tam może! - długim, chudym jak wyschnięty patyk wskazał ci krzesło, na którym piętrzyły się kolejne stosy zakurzonych ksiąg. Chcąc nie chcąc, zestawiłeś skarbnicę literatury na podłogę i zająłeś miejsce w fotelu na przeciwko sędziwego uczonego. Ten tymczasem ponownie nabił cybuch fajki i odpalił go, wypuszczając przed siebie kłęby sinego, wonnego dymu.
- Tak, tak... książę coś mówił. Dallja! Tak... ekhm... wiesz coś o niej? Och, pewnie że nie wiesz. Gdybyś wiedział to byś nie pytał, haha, racja? Dallja to miasto w górach, a raczej w górskiej kotlinie. Kawał drogi stąd, ale w osiągalnym zasięgu. Niektórzy kronikarze mówią, ze to miasto zbudowane przez bogów. Oczywiście, zależy w jakich bogów kto wierzy, e? No sam wiesz, Błogosławione Imiona, Stara Wiara i cała ta reszta. Rzecz w tym, że sam nie do końca wiem o których chodzi, ale na pewno żadnych których aktualnie się czci. Można by pewnie zapytać, khu khu - zakaszlał znów - gdyby nie fakt, że Dallijczycy z zapałem zabijają każdego kto choć spróbuje się zbliżyć do miejskich murów. Niemniej... Jeh Arrentus - może kojarzysz? Wielki nekromanta i niezły historyk, twierdził że udało mu się przeniknąć do środka. Opisał je całkiem przyjemnie. Podobno pełno jest tam wielkich gmachów, których fasady opływają w złote zdobienia, ludzie noszą bogate szaty, na każdym rogu ulicy są świątynie i biblioteki pełne książek od pokoleń zaginionych. A w samym centrum, wielki Dom Słońca. Coś w rodzaju głównej świątyni. Arrentus próbował się tam dostać, ale kapłani rozpoznali go jako obcego. Stary cap ledwo-ledwo zdołał uciec, miotając za sobą tyle klątw i uroków na ile starczyło mu sił. Twierdził, że kapłani z owego Domu Słońca są czarnoksiężnikami, których moc jednak wydała mu się obca. A co do Lunjusza, więc to tak zwie się ten kapłan? Ciekawy człowiek, wiesz? Nosi szatę czciciela Tysiąca Tysięcy, ale ma na niej wyhaftowane zaklęcia w języku Tylitydów. Opowiedałem ci kiedyś o Tylidytach? Mają fascynujące zwyczaje kulinarne!
Przez cały czas swej przemowy starzec raz po raz pykał dziarsko fajeczkę i gestykulował żywo wolną ręką. Najwyraźniej temat był dla niego zajmujący, choć nie mogłeś wyjść z podziwu jak przeszedł od niego do sposobu przyrządzania potraw przez jakiś obcy lud.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pon Gru 03, 2012 8:03 pm

Tak, to było mniej więcej to czego się spodziewałem. Trzeba było zadziałać teraz, zanim temat swobodnie popłynie w stronę charakterystyki kości policzkowych lam należących do ludów zamieszkujących takie strasznie wysokie góry tam daleko na wschodzie.
- Zapewniam cię mistrzu - rzekłem z umiarkowanym entuzjazem - że w wolnej chwili chętnie przedyskutuje z tobą całą kulturę Tylidytów. Póki co jednak czas mnie nagli, wolałbym wiedzieć czemu to miasto jest dla nas aktualnie ważne, co to za zaklęcia na szatach Luncjusza i Co grozi przez Dallje Księciu.
Swoją drogą - podróżowanie w obecności kogoś kto oprócz bycia ogólnie dziwnym kapłanem, był na dodatek ogólnie dziwnym magicznym kapłanem napawało mnie tym większym niepokojem. Wspominałem już że nie ufałem magii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Wto Gru 04, 2012 8:50 pm

Sędziwy czarownik kaszlnął, odchrząknął, kaszlnął jeszcze raz i wydał z siebie przeciągłe westchnienie, zdradzające głęboki zawód. Najwidoczniej bardzo chciał opowiedzieć o tajemniczym ludzie i ich zwyczajach kulinarnych i żal mu było, że nikt nie doceni egzotycznych zbiorów jego informacyjnej pamięci.
- Och, księciu nic nie grozi! E... to znaczy nie więcej niż wszystkim innym ludziom, powinienem powiedzieć. Sęk w tym, że nasz gość twierdzi jakoby bóstwo, czy tam bogowie, których czczą Dallijczycy chcieli... no cóż, nie wiem jak to delikatnie powiedzieć. Zniszczyć cały nasz kontynent, oddając go pod władanie swym czcicielom i ... ekhm... pożreć nasze dusze. Przyznam, że sam nie jestem do tego tak do końca przekonany, ale ten kapłan ma pewne dowody na to. Czy przynajmniej tak twierdzi...
To rzekłszy, Safier z drżeniem kończyn podniósł się ze swego siedziska i trzęsąc się lekko ruszył w kierunku drzwi do pomieszczenia. Wyjrzał przez nie na zewnątrz, po czym zamknął je dokładnie i wrócił na miejsce nachylając się nieco bliżej ku tobie.
- ... w co ja nie wierzę ni na jotę, jeśli wolno mi to rzec, tylko między nami. Niemniej, ten kult zdaje się mieć swych... zwolenników, także w naszym księstwie. Kilku moich, moich - zawahał się lekko - pracowników donosiło mi ostatnio o jakiejś sekcie parającej się czarnoksięstwem w naszych miastach. Niewesoła to sprawa. Nie wiem jakie motywy kierują tym kapłanem. Nie znam tych jego zaklęć również. To chyba jakieś uroki ochronne, ale tak specyficzne i egzotyczne, że nie wiem przed czym mają go osłaniać. Nie wiem też, w co wpakowano nas tak naprawdę, Amsterze i, całkiem prywatnie, nawet boję się zgadywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   

Powrót do góry Go down
 
Amster Niezwyciężony
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ósemka Mieczy :: Systemy autorskie :: Ósemka Mieczy :: Przygody-
Skocz do: