/suty/ Jesteś brzydki a szkielet ma 206 kości! /suty/
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

  Amster Niezwyciężony

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Gru 12, 2012 8:42 pm

Doprawdy! Nie dziwie się że stary czarodziej nie miał zbyt wielkiej wiary w słowa kapłana - mi także wydawało się to co najmniej nieprawdopodobne, a mówiąc szczerzej: głupie. Ale sam dzisiaj widziałem, jaki przejęty był Książe, oraz co się stało z Renem. To były dosyć mocne argumenty. Zresztą, mój udział w wyprawie był już przesądzony, bez względu na jej sensowność, czy cel. Przynajmniej teraz wiedziałem już trochę więcej po co to wszystko.
- Dziękuje za pomoc, Mistrzu. Powiedz mi jeszcze: jakie miałbyś rady dla kogoś, kto musiałby udać się do Dalii? W jaki sposób przygotować się do takiej wyprawy?
W zasadzie to wszystko co potrzebowałem wiedzieć. Potem pozostawało tylko dokończyć przygotowania i mogłem wyruszać. Czułem nieokreślony niepokój przed tą wyprawą. Ale życie przyzwyczaiło mnie wychodzić na przeciw swoim lękom - nie zamierzałem teraz zmieniać przyzwyczajeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Gru 16, 2012 8:33 pm

Sędziwy czarownik kaszlnął - raczej dla retorycznego efektu, niż z potrzeby płuc.
- Sugerowałbym zabrać prowiant, dobrego konia. A do tego kilkaset kopii, tysiąc pieszych i piekielnie dobrego czarnoksiężnika. Albo tuzin takich.
Mówiąc to, swym powolnym, nieco chwiejnym krokiem ruszył w kierunku jednej z rozlicznych półek znajdujących się w komnacie. Kościstymi, pożółkłymi dłońmi począł przerzucać jakieś tomiszcza, niewielkie szkatułki, woreczki i słoje, które zdawały się ustawione w jakimś diabelskim, tylko dla uczonego zrozumiałym porządku. Albo po prostu całkowitym chaosie. W czasie tego przeszukiwania, w górę unosiły się niewielkie obłoczki kurzu, jaki nagromadził się wszędzie wokoło przez lata. Nie to, żeby mędrzec nie używał tych rzeczy - pył jednak zdawał się na wpół świadomie migrować z miejsca na miejsce, gdy tylko ktoś tak brutalnie zakłócił jego spokój.
Wreszcie, po kilku chwilach Safier podał ci swe znalezisko - niewielki wisior, zawieszony na solidnym rzemieniu. Przedmiot wyglądał cokolwiek topornie, a stanowił pokręconą, artystyczną wariację morskiej muszli wprawionej w miedzianą oprawę. Ciemny osad lat pokrywał kawałek paskudnej biżuterii, ale wciąż było w nim widać pewne mistrzowskie dotknięcie. Ktokolwiek go wykonał, nie przejmował się wcale urodą swego dzieła, lecz najpewniej nie mógł powstrzymać się przed dodaniem kilku profesjonalnych ozdobników.
- Jako że nie mam zbrojnych pod komendą, konia i jedzenie pewno już masz, a do bijatyki się już nie nadaję, możesz dostać ode mnie to... to stary talizman, którego używałem gdy czasy były lepsze, słońce nieco młodsze, a moje kości nie były jeszcze kruche jak drzazgi na podpałkę. Jeśli została w nim choć krztyna mocy, powinien ochronić cię przed klątwami. Niektórymi. Tak myślę...
Wychrypiał, wciskając ci amulet w dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pon Gru 17, 2012 8:18 pm

- Zbroja dla duszy... - powiedziałem bardziej do siebie samego, niż kogokolwiek innego. Nie byłem przekonany do takich rzeczy, ale to co dzisiaj widziałem, a także słowa Safiera zdawały się jasno dowodzić, że tutaj nie rany fizyczne stanowią największe zagrożenie.
- Dziękuje ci za taki dar, Mistrzu - rzekłem do starego maga. - Teraz wybaczysz, ale muszę przygotować się do wyprawy. Jeżeli uda mi się wrócić, na pewno przybędę do ciebie z opowieściami, a także dowiedzieć się o kulinarnych zwyczajach Tylidytów.
Skłoniłem się by oddać hołd wiedzy i wiekowi, jakie utożsamiał czarodziej. Nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu - starzec zapewne był już trochę szalony, pokręcony, ale na swój sposób był dobry człowiekiem.
Wyszedłem z jego komnat i udałem się poczynić dalsze przygotowania.
Zbroje można było powierzyć do konserwacji obcym, rumaka także, tak samo jak i cały dobytek, ale Mordacitasa nie pozwalałem dotknąć nikomu innemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Gru 19, 2012 11:01 am

Mag uśmiechnął się ciepło, po czym odpędził cię przyjacielskim machnięciem dłoni.
- Niech Niebiosa cię strzegą, Amsterze. A o tych kanibalach porozmawiamy istotnie kiedy indziej...
Z jakiegoś powodu, dopiero po paru chwilach, gdy zmierzałeś już do swej własnej komnaty dotarło do ciebie co właściwie powiedział sędziwy uczony. Kanibalach?! No dobra, to faktycznie mieli ciekawe zwyczaje kulinarne.
Do siebie wróciłeś już nie niepokojony przez nikogo.
Sprawdziłeś wszystko co się dało, pieczołowicie oczyściłeś raz jeszcze i z troską zważyłeś w dłoniach. Czyżby nastał czas by ponownie użyć tego młota by rozbić kilka łbów?
Gdy wszystko było już gotowe, oddałeś się chwili rozmyślań. Nad tym co usłyszałeś, nad tym co widziałeś i nad tym, co czekać cię miało już w najbliższej przyszłości.
Z tego stanu wyrwało cię dopiero uporczywe dobijanie się do drzwi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Gru 19, 2012 11:49 am

Drugi raz w ciągu tego dnia ktoś łomotał do moich drzwi. Przynajmniej tym razem i pora była bardziej ludzka i większe pojęcie miałem o cóż chodzić mogło. Tak przynajmniej mi się zdawało. Podniosłem się więc i otworzyłem drzwi. Czyżby to był już czas wyruszać? Byłem na to gotowy - pozostawało mi przyodziać zbroję, przypasać miecz oraz Mordacitasa. Po raz pierwszy od tylu lat ruszałem na wyprawę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Gru 19, 2012 9:43 pm

U twych drzwi stał nikt inny jak kapłan zwany Lunjuszem. Poznanie go zajęło ci jednak chwileczkę. Jak widać, on też nie tracił czasu i przygotował się do drogi - i to jak! Nadal miał na sobie swą niezwykłą szatę, duża jej część jednak kryła się obecnie pod jednym z najbardziej niezwykłych pancerzy jakie miałeś okazję widzieć.
Jego klatkę piersiową i plecy osłaniał lekki napierśnik wykonany z polerowanej płyty. Mimo że metal był, przynajmniej na pierwszy rzut oka, przedniej jakości widoczne były na nim oznaki zużycia. Głębsze i płytsze rysy, wgniecenia jak po uderzeniach lżejszymi młotami bojowymi lub buzdyganami. Tu i ówdzie był łatany przynitowanymi płytkami z tego samego stopu. Jego ramiona osłaniały wykonane z ciemnego żelaza ochraniacze, kryjące się pod płaskimi naramiennikami zdobnymi w rzeźbione głowy szczerzących groźnie zębiska lwów. Dłonie jego skryte były pod rękawicami jeździeckimi z ciężkiej, ciemnej skóry. Dodatkowo, spod całego opancerzenia wyzierały krańce delikatnego kolczego płaszcza kończącego się gdzieś w połowie wysokości ud, narzuconego wprost na habit, spięty teraz rycerskim pasem do którego przytroczona była zdobna pochwa skrywająca wygiętą szablę jeździecką. Broń o tyleż specyficzna, że w tych rejonach kojarzona raczej z bandytami i niewiele różniącymi się od nich wędrownymi bandami konnych najemników.
Mimo to, w całym swym wyglądzie duchowny prezentował jakiś rodzaj nieziemskiego majestatu, zaś swoboda z jaką radził sobie w swym rynsztunku przywodziła raczej na myśl człeka w bojach zaprawionego, niźli takiego, który każdą swą chwilę poświęca na kontemplację spraw niebios.
Obejrzał cię - ni to surowo, ni przyjaźnie, skłonił się uprzejmie (acz niezbyt nisko).
- Gotowyś do drogi, rycerzu? Nie jest mą intencją cię popędzać w przygotowaniach, ale sam czas nas nagli, jeśli rzec tak mogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Sty 27, 2013 9:18 pm

- Gotowym - odpowiedziałem zdawkowo. Może nie było to najbardziej kulturalna wypowiedź na jaką mogłem się zdobyć, ale jak już powiedziałem, nie pałałem sympatią do tego dziwacznego kapłana. A dzień ogólnie nie należał do przyjemnych.
Wróciłem po wszytko co miałem jeszcze zabrać ze swojego lokum i ponownie ukazałem się w drzwiach.
- Prowadź - powiedziałem do Lunjusza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pon Sty 28, 2013 7:09 pm

Mężczyzna skinął tylko głową. Nawet jeśli dostrzegł jakąkolwiek nieuprzejmość, nie zdawał się wcale brać jej do siebie. Wprost przeciwnie, prowadził cię zamkowymi korytarzami pewnie, szybko. Kroki stawiał mocne, a zachowanie jego było tak sprawne, jak gdyby sam w twierdzy się rodził i chował, gdyż zdawał się znać ją znakomicie.
Po drodze, gdy w pobliżu nie widać było nikogo postronnego, zwrócił się jednak ku tobie, cofając się wcześniej, tak byście znaleźli się ramię w ramię.
- Nie lubicie mnie, panie rycerzu. Nie, nie zaprzeczajcie, nie potwierdzajcie. Wiem ja to i urazy nie chowam. Trudny człek ze mnie. Chciałbym jednak, byście wiedzieli, że bezpieczeństwo ludzi... także tych co to siedliszcze zwą swym domem, na sercu mi leży ponad wszystko. Uwierzyć mi jesteście skłonni choć w tym? - Zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pon Lut 04, 2013 12:27 pm

Spojrzałem na mojego rozmówce. Miał racje - nie lubiłem go, o czym już wspomniałem. W zasadzie, moja awersja nie dotyczyła tyle jego osoby, co całej tej dziwacznej sytuacji, którą ów sobą reprezentował. Zwolniłem nieco kroku, coby na wszelaki wypadek zapewnić sobie więcej czasu na rozmowę
- Tak, kapłanie - nie przepadam za tobą, czarami, runami i resztą temu podobną. Ale nie ma to nic do rzeczy. Osobiste to co innego niż ważne(*). Całe moje życie to miecz. I służba. Nie będę udawał, że wiem jak ten świat działa. Skoro mój suzeren uznał, że to co mamy do zrobienia musi zostać zrobione, zostaje mi tylko pochylić głowę przed jego mądrością i postępować zgodnie z jego wolą.











(*) Tak, Pratchett
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Lut 06, 2013 9:44 pm

Uśmiechnął się. Ciepło, przyjacielsko, może trochę pobłażliwie. Dziwnie to u niego wyglądało - ale jednak.
- To mi wystarczy - zapewnił spokojnym głosem.
Szliście dalej. Oboje w milczeniu, zamyśleni i nieco posępni. Wydawało się, że w dniu takim jak ten, pod słońcem nie ma prawa znajdować się ni jedna radosna dusza. Ale - one jednak tam były. Gdzieś daleko od magów o na wpół postradanym rozumie, dziwnych kapłanów władających nożami jak rasowe zbiry, mordowanych sług i tajemniczych misji. Gdzieś tam, życie toczyło się swym własnym rytmem nie zwracając na was najmniejszej uwagi.
Wkrótce, znaleźliście się przy swych koniach. Gotowych do drogi, obwieszonych zaopatrzeniem. Dziedziniec był nieomal pusty - co było dziwne, zważywszy na to, jaka pora dnia już nastała. Tylko dwóch mężczyzn pilnujących zwierząt wlepiało gdzieś w dal puste spojrzenia. Nie dostrzegli was jeszcze, gdy Lunjusz jeszcze raz odezwał się do ciebie:
- To coś mi mówił... pamiętaj tylko proszę, że ślepe posłuszeństwo może czasem sprowadzić więcej zła niż pożytku. Wiedz, kiedy zaufać sobie, a nie innym, choćby to byli bogowie czy władcy.
Nie czekał na odpowiedź. Wskoczył zwinnie w siodło, czyniąc to zresztą z gracją i wprawą większą niż widziałeś u niektórych kawalerzystów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sob Lut 16, 2013 9:36 pm

Doprawdy, Luncjusz dziwacznym był człowiekiem. Jakby lekko nierzeczywistym. Pusty dziedziniec był cokolwiek niepokojący, nawet uwzględniając dziwaczność tego poranka. Przez chwile zastanawiałem się, czy nie powinienem zainteresować się tym bliżej. W końcu jednak uznałem, że jakby działo się coś, co wyczyściło z ludzi cały dziedziniec, to i tak bym temu nie zapobiegł.
Chciałbym powiedzieć, że słowa te trafiły w jakieś nieznane struny mojej duszy. Ale niestety, nie mogłem - te struny od jakiegoś czasu wygrywają już swoją smutną melodie.
Na szczęście tempo jakie narzucił mi mój towarzysz, chwilowo uwolniło mnie od konieczności rychłej odpowiedzi. Zresztą, tego typu stwierdzenie powinno się chyba zostawić w ogóle bez odpowiedzi.
Podszedłem do człowieka trzymającego mojego wierzchowca. Poklepałem go po ramieniu i odebrałem wodzę z jego ręki. Postarałem się zwrócić do niego po imieniu, ale niestety wbrew wszystkim moim staraniom nie potrafiłem zapamiętać imion wszystkich. W każdym razie, starałem się.
- Dziękuje - powiedziałem - ciesze się, że miałem przyjemność poznać was tutaj wszystkich.
Chyba obudził się we mnie jakiś sentymentalizm, a ów sługa przypadkowo został utożsamiony ze wszystkimi rezydentami mojego obecnego domu. Cóż, to był ciężki dzień.
Wiem, że teoretycznie powinienem wsiąść na konia i dopiero później odebrać lejce. Ale zawsze wsiadałem na konia bez pomocy i miałem zamiar postępować w ten sposób tak długo, jak tylko będę mógł.
Kiedy siedziałem już na grzbiecie wierzchowca, spojrzałem na kapłana. Mogliśmy kontynuować podróż, a Luncjusz wciąż był w tej wycieczce przewodnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Czw Kwi 25, 2013 12:33 pm

Wyruszyliście razem. Nie wiedziałeś dokładnie jak daleko - podążałeś po prostu w ślad za kapłanem, którego miałeś podobno ochraniać, a przed którym, jak mogło się zdać, to raczej cały świat potrzebował osłony.

Jechaliście przez znane ci okolice - trakty, mniejsze zagajniki i rozleglejsze lasy które w tej okolicy jeszcze się ostały. Minęliście, bez słowa, bez zbędnej gadaniny, dwie mniejsze wsie w których mieszkańcy bojaźliwie opuszczali przed wami głowy, ale uważnie odprowadzali was wzrokiem. Jedno było pewne - gdy już znikaliście z ich pola widzenia, z ich płuc wydobywało się głębokie westchnienie ulgi.

Pierwszym wydarzeniem, które zakłóciło monotonny tok waszej podróży, było natknięcie się na stare ruiny. Było to o tyle dziwne, że o ile mech i korzenie zdążyły na dobre znaleźć swe miejsce wśród starych, powywracanych kamieni w które z lubością wgryzał się ząb czasu - to twoja pamięć nie znała ich. Ale przecież tą samą drogą dane ci już było nie raz podróżować! Teraz zaś, widziałeś przed sobą jakąś starożytną basztę, bastion obalony przez nieznanego wroga w czasach niepamiętnych. Czyżbyś zawsze dotąd mijał ją i nie zwrócił nań uwagi?

Jako że jechaliście już dłuższy czas, Lunjusz zwrócił się ku tobie.
- Damy spocząć koniom i nam samym? Miejsce wydaje się dość dobre. Jak sądzisz?

Okolica istotnie była niezgorsza. Wieża wznosiła się na łagodnym wzniesieniu, które dawało wgląd na całą okolice. Sterty kamieni zaś czyniły usadzonego za nimi człowieka nieomal całkiem skrytym przed wzrokiem świata. Wicher nie wiał tu za mocno, wszędzie wokoło zaś zdawało się spokojnie. Mimo to, czułeś jakieś przeczucie - ni złe, ni dobre, po prostu dziwne i niezidentyfikowane. Coś w tym miejscu za razem przyciągało i odpychało cię od siebie. Jak dawna kochanka, o której wciąż się śni, choć ranione serce karze jej nienawidzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Pią Maj 03, 2013 8:52 pm

Nie było potrzeby rozmawaić. Nie było zresztą nawet o czym. Do celu jeszcze daleko, a i tak jestem tutaj jedynie eskortą. Napawałem się podróżą przez swojskie okolicę. A także faktem ponownego siedzenia w siodle, perspektywą dalekiej podróży. I może jakieś niewielkiej potyczki, albo dwóch.

Prostaczkowie wprawiali mnie w pewne zakłopotanie. Przez sporą część swojego życia nie zauważałem ich praktycznie w ogóle, jak to stan mój i pokrewne mają w zwyczaju. Ale sam przecież uznawałem fakt urodzenia się jako szlachcic jako niesprawiedliwy. Tak samo jak i ja, tak i oni nie mieli żadnego wyboru. Czy szacunek powinien być oparty o to, kim się urodziliśmy? Czemu więc w obrębie stanu spawy mają się tak odmiennie? Przecież rycerz szacunek wśród sobię podobnych zdobywa poprzez czyny swoje… głównie.

Czym więc tak naprawdę się różnie ja od nich? Od tych spracowanych ludzi? Tym, że mnie wyedukowano? Tym, że jeden rycerz pozwolił mi nauczyć się jego fachu? A czyż kowal także nie przyjmuje młodych do terminu?

Mam wrażenie, że gdzieś w tym wszystkim zatracił się pierwotny sens. Wszyscy rodzimy się tak samo nadzy i bezbronni, więc skąd to przekonanie o wyższości z racji urodzenia?

Ruiny w tym miejscu zdziwiły mnie. Nie sądziłem abym cierpiał już na demencje starczą.Zwykle zresztą ruiny takich budowli zaś mają tendencje do szybkiego znikania – toż to darmowy materiał budowlany. Chyba że chroni je szacunek, lub przekleństwo. W obu przypadkach, powinienem dobrze o takich ruinach pamiętać.

Ale w obliczu wydarzeń dzisiejszego dnia nie miałem już siły na kolejne dziwy. I jeszcze to dziwaczne uczucie.
- Kapłanie – odpowiedziałem Luncjuszowi – jako taktyk stwierdzam, że to miejsce jest rzeczywiście nadające się na postój. Jako mieszkaniec tych okolic jednak dziwi mnie, że wcześniej nie widziałem tych ruin, a zapewniam cię – niejeden raz przemierzałem ten trakt. Zanim więc spoczniemy tutaj, odpowiedz mi proszę na pytanie: potrafisz w jakiś sposób zweryfikować, czy to miejsce nie jest w jakiś sposób – tutaj wykonałem dziwaczy ruch dłonią przed sobą z niejaką irytacją – magiczne?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Maj 08, 2013 7:23 pm

Duchowny spojrzał na ciebie. Milczał. Z kamiennego oblicza ciężko było wywnioskować cokolwiek. Być może rozważał twe słowa, a może starał się wybadać okolicę jakimś tajemnym sposobem, znanym tylko wtajemniczonym w arkana magii.

- Cholera... - mruknął. Ciężko wywnioskować czy bardziej do samego siebie czy do ciebie. Zaczął się jednak nerwowo rozglądać wokoło, szukając czegoś wzrokiem. Jego zachowanie było teraz dziwnie odmienne od chłodnego i opanowanego, z jakiego dał ci się poznać wcześniej. Czyżby to był strach? A jeśli tak, to przed czym właściwie?

- Jesteś pewien, że tej wieży wcześniej tu nie było? To ważne, czy masz pewność? - zapytał, wyrzucając przez zaciśnięte ze złości zęby kolejne sylaby. Tymczasem ty sam poczułeś się dość dziwnie. Lekko. Jakieś delikatne ciepło przebiegło przez całe twoje ciało. Nie było to jednak przyjemne i rozluźniające. Przypominało raczej dreszcze. Zauważyłeś, że cały świat wokoło zafalował lekko. Tak, jakby na granicy pola widzenia zaczęła się formować delikatna mgiełka. Wrażenie szybko zniknęło, pozostawiając po sobie tylko delikatną sugestię chwilowego otępienia.

Dziwne. Nie czułeś się aż tak zmęczony, nie wydawało się to też być objawem trwogi. A może to tylko ciało z wiekiem zaczynało płatać swoje figle.

*Złapałeś się jedną ręką za skroń. Może i faktycznie jestem już za stary na takie wyprawy? - przeszło ci przez myśl. Ostatnio takie objawy miałeś podczas choroby dwie zimy temu. Była ciężka, ale dałeś radę wrócić do siebie. Czyżby zaraza uderzała znowu?

- Kapłanie, ruiny to nie kamien na poboczu, którego można nie zauważyć przemierzając drogę raz po raz. - odpowiedziałeś.

W tym momencie, cały świat dosłownie zaczął się rozsypywać na twoich oczach. Błękitne niebo sypało się w kawałki nie większe od płatków śniegu, które kręcąc piruety i salta miękko osadzały się na podłożu. Wszystko traciło swą ostrość, rozmywało się w barwne plamy zachodzące bladą mgłą.
I sam Lunjusz też się zmienił. Jego oczy wpierw przybrały barwę ognistej czerwieni, potem złota. Stawy poczęły zmieniać swe ułożenie pod skórą, która napięła się jak ta rozpięta na bębnach. Pod rysami twarzy ruchy kości czaszki były tak szybkie i dynamiczne, jakby zamiast nich znajdowało się tam gniazdo robaków. Już po krótkiej, lecz strasznej chwili stał przed tobą zupełnie kto inny. Nie mężczyzna nawet, lecz kobieta. Wysoka, postawna, o pełnych piersiach i szerokich biodrach ściskanych nie pasującą już wcale szatą duchownego. Jej twarz, choć o miękkich, krągłych rysach kryła w sobie teraz tylko złość i irytację.

- Zbyt dawno nie byłam w tych stronach... tyle się tu zmieniło. - powiedziała, patrząc gdzieś w dal ponad tobą. Gdy zaś zwróciła spojrzenie na ciebie, zadrżałeś mimowolnie. - Nic to... dość czasu dałeś się nabierać.. Po tych słowach stopiła się w jedno z niszczejącą rzeczywistością. Jak mleko dolane do mieszanego ciasta, wsiąknęła w przestrzeń jakby nigdy jej nie było.
W trwodze obróciłeś się to w jedną, to w drugą stronę. Nie było nawet gdzie uciec, gdzie się skryć, gdyż nawet grunt pod stopami zaczął ulegać rozpadowi. Poczułeś że spadasz. Coraz szybciej, coraz dalej i dalej...

Zamiast upadku jednak - było tylko otwarcie oczu. Leżałeś na podłodze w swej zamkowej komnacie. Broń kawałek dalej. Przez chwilę oszołomiony dopiero po kilku momentach zdałeś sobie sprawę że do twych uszu dobiegają odgłosy walki. Krzyki bólu. Odgłosy stali uderzającej o stal. W pomieszczeniu jednak byłeś sam.

* uzgodnione z graczem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Czw Maj 09, 2013 7:37 pm

Sen? Magia? Jakaś starcza demencja? W tym momencie nie miało to większego znaczenia. W zasadzie cała sytuacja poszła w niepamięć, a władze nad ciałem przejęły lata praktyki i treningów, które zakorzeniły się tak głęboko, że stały się nieomal odruchami.
Podniosłem się z ziemi i chwyciłem broń.
Nie wybiegłem jednak na ślepo. Otworzyłem drzwi do mojej komnaty, jednocześnie ustawiają się poza zasięgiem broni którą można byłoby włożyć w tak powstałą szczelinę. Upewniłem się, czy nikt nie czai się na korytarzu.
Jeżeli było czysto, mogłem pozwolić sobie na czujny trucht z obnażoną bronią w kierunku odgłosów walki. Wszelakie zakręty pokonywałem po zewnętrznej, tak aby nie dać zaskoczyć się atakiem zza rogu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Maj 26, 2013 9:30 pm

Przebiegłeś jeden korytarz - potem drugi. Wreszcie, w dużej sali która służyła za jadalnię służby znalazłeś bitwę, której echa dosłyszałeś wcześniej. A właściwie jej zakończenie. Oto podłogę pokrywały krwawe plamy, a na niej leżały zwłoki trzech zamkowych strażników. Do ich grona dołączał właśnie czwarty, zsuwający się powoli z miecza trzymanego przez jakiegoś obcego ci mężczyznę.
Morderca wydawał się całkiem zwyczajnym osiłkiem. Wysoki, przyciężkiej budowy, o włosach poskręcanych w kołtuny, których z powodu brudu nie można było opisać konkretnym kolorem. Nosił lichy kaftan, ze źle sprawionej skóry. Źle zszyty prymitywnymi rzemykami, nierówno skrojony.
Widząc cię, przybrał coś, co w jego wykonaniu miało być pewnie bojową postawą. Jego zakazaną gębę rozjaśnił uśmiech mówiący ni mniej, ni więcej, a tyle co "kolejna ofiara!".
Postąpił krok w twoją stronę, bez słowa. Najwyraźniej czekał na twój ruch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Maj 29, 2013 8:25 pm

Z jednej strony droga dłużyła się niemożliwie, każda sekunda wydawała się wiecznością. Ale zarazem korytarze skończyły się straszliwie szybko. Dziwaczna dualność postrzegania, jak zwykle kiedy krew uderza do głowy. I oto jestem na miejscu jatki. Za późno, żeby przyjść z pomocą towarzyszą. W tym momencie przez moją głowę przemknęła myśl, że powinienem być u boku księcia, tak jak każe mi mój obowiązek. Chyba jednak natura wojownika wzięła górę nad rozumem i pognałem prosto w stronę walki.
Ale skoro już tu jestem...
Nauczyłem się już, żeby nie oceniać ludzi po pozorach, zwłaszcza w trakcie walki. Zamkowi strażnicy nie byli może mistrzami fechtunku, ale mimo wszystko byli przeszkoleni i nie dzierżyli broni od wczorajszego dnia. A teraz leżeli martwi, podczas kiedy człowiek o wyglądzie byle zbója stał na nogach i uśmiechał się.
Do walki nie trzeba mieć świetnego uzbrojenia, czy być czystym. Trzeba umieć władać orężem. To wszystko.

Spojrzałem szybko na zwłoki strażników w nadziei, że ich rany powiedzą mi coś o sposobie walki mojego przeciwnika. Kolejny ułamek sekundy poświęciłem analizie jego postury, tego jak trzyma miecz, jak układają się jego mięśnie.
Nie miałem też czasu na długi pojedynek, dlatego po tej krótkiej chwili zaatakowałem.
Starałem się mojego przeciwnika rozbroić i unieszkodliwić nie pozbawiając go życia. Mniejsze o rycerskie ideały, chciałem dowiedzieć się po prostu o co tutaj chodzi, a mimo że niemilec wyglądał jak zwyczajny siepacz, mógł jednak coś wiedzieć.
Przeciwnik dysponował mieczem, bronią lżejszą ale i o mniejszym zasięgu niż mój młot. Wiedziałem że nie będzie w stanie moich ataków zablokować. Nawet z parowaniem byłby problem. Prawdopodobnie więc będzie próbował uników. W takim wypadku postanowiłem spróbować rozpoczęcia atakując od prawej, z dołu do góry, jednocześnie opierając ciężar na wysuniętej do przodu lewej nodze. Wtedy po ataku mogę wykorzystać energię ciosu do kontynuowania natarcia i zepchnięcia oponenta do defensywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Czw Maj 30, 2013 12:05 pm

Obserwacja rozgromionych zamkowych strażników, nawet pobieżna, przyniosła pewne potencjalnie przydatne informacje. Większość z nich nosiła na sobie ślady wielu krótkich i dość płytkich cięć, naznaczających ich ciała i stroje drobnymi, czerwonymi szramami. Co ważne, ataki musiały być precyzyjne i dobrze wymierzone, doskonale pokrywały się ze słabymi punktami w półpancerzach i kolczugach które nosili. Kimkolwiek był ten zabijaka, znał się na rzeczy.

Nawet spoglądając na niego uważniej można było dostrzec, że jego niedbała postawa i pożałowania godny strój były raczej maską za którą się chował. Mięśnie miał potężne, doskonale wyrzeźbione co było widoczne nawet gdy miał ten paskudny, gruby kaftan. Żadnego drżenia rąk i nóg, żadnej niepewności - tylko spokojna nonszalancja ujawniona w beztroskim oczekiwaniu na atak.

Gdy zaatakowałeś, zgodnie zresztą z przewidywaniami - oprych wykonał unik, dużo jednak szybszy, zwinniejszy i bardziej skoordynowany niż mogłeś przypuszczać. Cofnął się o krok przy twym pierwszym zamachu, o drugi...
- Poczekaj! - krzyknął wtem, rzucając broń na ziemię i unosząc ręce przed siebie w obronnym geście...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Czw Maj 30, 2013 7:30 pm

Tak jak myślałem. Tego człowieka nie należało lekceważyć.

Nagła zmiana jego nastawienia była dziwna - przed chwilą sam prowokował mnie do ataku. A teraz nagle przechodzimy do dialogu? Nie podobało mi się to ani trochę. Ale pokazując ręce oznajmił, że jest bezbronny. Atakować bezbronnego nie uchodzi.
Walka młotem jest wymagająca. Aby dobrze nim władać, trzeba potrafić zachować i ukierunkować raz nadany pęd. Dlatego więc kontynuując ruch postawiłem drugi krok w bok, aby zwiększyć dystans do przeciwnika, którego skrycie podejrzewałem o sztylet ukryty gdzieś tam. Jednocześnie zawinąłem Mordacitasem półokrąg nad głową, kładąc go sobie na lewym ramieniu. Stanąłem w takiej pozycji, aby w razie czego móc szybko machnąć młotem z ramienia na bok. Ustawiłem się do nieznajomego lekko lewym bokiem, ciężar ciała przerzucając na prawą nogę i wychylając się lekko w przód. W ten sposób w razie czego mogłem szybko zaatakować, wykonać unik, bądź oba powyższe naraz.

- Więc? - rzuciłem. Wszakże to zabijaka kazał mi czekać, nie miałem więc zamiaru rozpoczynać dialogu. A poza tym, miałem nadziej jak najszybciej zakończyć tą potyczkę i udać się do księcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sob Cze 29, 2013 3:23 pm

Mężczyzna wywrócił oczyma. Dziwnie to wyglądało, jakby cała sytuacja wydawała mu się absurdalna.
- Dość już długo żyję, i jest tak dzięki temu że wiem, kiedy się wycofać.
Zrobił mały krok wstecz, trzymając ręce wyciągnięte przed siebie.
- Zapłacili mi żebym z chłopakami narobił szumu w zamku, narobiłem. Swoją działkę z łupu wziąłem... i nie chcę skończyć z rozbitym łbem, bo wziąłem się za jednego skurczybyka za wiele. Możemy to rozstrzygnąć jakoś pokojowo?
Mówił spokojnie, chłodno, bez emocji. Nie wyglądało żeby jakoś szczególnie się bał. Ciężko też było powiedzieć na ile jest szczery, chociaż rzucenie broni sugerowało że raczej walka nie jest wyjściem jakie preferuje. Teraz spoglądał na ciebie w milczeniu. Zauważyłeś, że mimo to jego oczy wciąż uważnie śledzą każdy twój ruch i co chwila kierują się w stronę potężnego młota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
___
Forumfeller
Forumfeller
avatar

Male Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Nie Cze 30, 2013 7:03 pm

Pięknie, pomyślałem sobie. Nie dość że fachowy zabijaka, to jeszcze do tego taktyk i pacyfista. Ogarnęła mnie złość. Tak jak się spodziewałem, skoro mój przeciwnik miał tylko narobić hałasu, zapewne jego mocodawcy chodziło o odwrócenie uwagi od czegoś innego, niekoniecznie tak głośnego. A ja powinienem być przy księciu, a nie prowadzić tutaj dysputy.
Z drugiej strony, nie mogę po prostu rozwalić łba bezbronnemu. Powinienem go zatrzymać wrzucić do lochu, a potem przesłuchać. Ale robiąc to osobiście zmarnuje zbyt wiele czasu. A wołając straże… straże leżą tutaj, martwe.
- Pokojowo?! – Powiedziałem może nieco głośniej niż należało. Zjeżyłem się przy tym cały – zabiłeś tych dobrych, wiernych ludzi, a teraz chcesz rozstrzygać sprawy pokojowo?! Pokojowo to ja mogę cię do ciemnicy wrzucić.
Dobrze, krótki wybuch gniewu ostudził nieco moje emocje. Było pewne rozwiązanie
- Straże – krzyknąłem, bez większych nadziei że ktokolwiek na to zareaguje.
Odczekałem chwilę na wypadek gdyby ktoś miał nadejść.
- Dobrze więc – powiedziałem do mojego „więźnia” – nie mam czasu, więc jeżeli powiesz teraz że poddajesz się i prosisz i łaskę, nie będę z tobą walczył. Ale pójdziesz tedy ze mną, bo z oka cię nie spuszczę.
Jak mawiają: miej przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Soulforged
Kabał Czedara
Kabał Czedara
avatar

Dołączenie : 23/06/2012

PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   Sro Sie 07, 2013 10:22 pm

Żadni strażnicy oczywiście nie nadeszli. Twój głos odbił się echem po sali, dalej poniosło go korytarzami - lecz nie doczekał się ni śladu odpowiedzi.
Łotrzyk tylko wzruszył ramionami, choć nie mogłeś pozbyć się wrażenia, że ta sytuacja go rozbawiła. Z pełną powagą rozłożył ręce w geście pokoju i oznajmił:
- Jestem zatem na twojej łasce, rycerzu.. Nawet śladu kpiny czy załamania głosu. Zupełnie, jakby obwieszczał to światu już wielokrotnie.
- I, mogę iść z tobą, rzecz jasna. Nie, żebym miał tu coś więcej do roboty. Ale nie oburzaj się tak za tych zabitych. Tak szczerze, myślisz że jesteś dużo lepszy? Masz swojego pana, i gdzie wskaże, tam machasz mieczem. Ja tak samo, ale przynajmniej uczciwie przyznaję że robię to dla pieniędzy. Ot, taka tylko uwaga.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Amster Niezwyciężony   

Powrót do góry Go down
 
Amster Niezwyciężony
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ósemka Mieczy :: Systemy autorskie :: Ósemka Mieczy :: Przygody-
Skocz do: